2019-05-22

SHERLOCK HOLMES /opinia

Hej,
Przychodzę dzisiaj do was z klasyką. Z Sherlockiem, który był, jest i będzie. Geniusz stworzony wiele lat temu nadal zachwyca wielu wielbicieli kryminałów i powieści detektywistycznych. Jestem olśniona kreacją tego bohatera!

Arthur Conan Doyle
Przygody Sherlocka Holmesa


Pierwsze spotkanie doktora Watsona i Sherlocka Holmesa. Genialny detektyw na prośbę Scotland Yardu angażuje się w rozwikłanie zagadki morderstwa mężczyzny znalezionego w opuszczonym domu. Przy jego ciele leży ślubna obrączka, a na ścianie widnieje krwawy napis...
Sherlock Holmes wraz z doktorem Watsonem pracują nad sprawą panny Mary Morstan. Od śmierci ojca kobieta co roku tego samego dnia dostaje perłę. Czy klejnoty są częścią większego skarbu? Kto i dlaczego je wysyła? I co oznacza tajemniczy „znak czterech”?
Arcydzieło klasycznego kryminału i najsłynniejsza powieść z Sherlockiem Holmesem w roli głównej. Wśród bagien hrabstwa Devon w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach ginie senior rodu Baskerville'ów. Według legendy wskutek klątwy sprzed stu lat rodzinę prześladuje piekielny czarny pies. Zbadanie sprawy zostaje powierzone Holmesowi. Przy życiu pozostał ostatni z rodu, młody sir Henry...

MOJA OPINIA:

Zasada najpierw książka potem film ponownie została złamana. Jakoś nigdy nie było mi po drodze z czytaniem opowieści o Sherlocku. Odkładałam to w nieskończoność, oglądając w tym czasie serial z Benedictem Cumberbatchem albo wiele filmów, które powstały na podstawie opowieści o sławnym detektywie. Na pewno nie nudziłam się, bo przy Sherlocku nie można się nudzić. Nawet jak ogląda się po raz 4 wybrany odcinek serialu. Zachwyca. Czaruje. Zmienia. 

Na szczęście dzięki uprzejmości wydawnictwa Dragon mogłam WRESZCIE przeczytać oryginalne historie, w których występuje Sherlock w roli głównej. Wiele jest wspólnych elementów z ekranizacjami, czego się spodziewałam. Jednak nie wpływają one negatywnie na odbiór lektury. Mogę nawet powiedzieć, że pomagają wejść do Londynu, który widział Sherlock. 

Każda z książek traktuje o innej sprawie, którą ma za zadanie rozwiązać Sherlock współpracujący z doktorem Watsonem. W wyniku ich współpracy powstała niezwykła mieszanka wybuchowa, którą trzeba było polubić. Mimo że byli tak różni, dogadywali się, co nadaje charakteru tym opowieściom. 

Sposoby myślenia Sherlocka, jego proces dedukcji został bardzo dobrze przedstawiony w każdej kolejnej książce autorstwa Arthura Conan Doyla. Niektórych rozwiązań przeciętny czytelnik nie mógłby się domyślić. Jednak im więcej czytało się o rozmyślaniach detektywa, tym łatwiejsze i bardziej sensowne stawały się podejmowane przez niego decyzje i działania. Czasami czułam się tak jakbym odkryła prawdziwą tajemnicę.
Wręcz jak podczas oglądania seriali kryminalnych, kiedy znajdzie się zabójcę przed tym jak dokonają tego policjanci na ekranie. Małe zwycięstwo, a cieszy.

Wracając do Sherlocka, a szczególnie do wydania z Wydawnictwa Dragon, trzeba zaznaczyć, że było bardzo dobrze wykonane. Tłumaczenie nie sprawiało problemów, przez co całą opowieść czytało się bardzo, bardzo szybko. A co najważniejsze dla wszystkich miłośników pięknych okładek, ta seria ma sherlockowe oprawy. Naprawdę przypadły mi do gustu. 

Mam nadzieję, że polubicie Sherlocka w wersji książkowej tak samo jak ja. 

Dziękuję za opowieści o detektywie wydawnictwu Dragon!

2019-05-15

ZAPISANE W BLIZNACH /OPINIA

Autor: Adriana Locke
Tytuł: Zapisane w bliznach
Tłumaczenie: Klaudia Wyrwińska
Tytuł oryginału: Written in the Scars
Data wydania:15 maja 2019
Wydawnictwo: Szósty Zmysł

OGÓLNIE O KSIĄŻCE:

Siniaki znikają. Blizny pozostają jako świadectwo tego, że się żyło. Walczyło. Kochało.
Łatwo jest się zakochać. Z kolei odkochanie to najtrudniejsza rzecz na świecie. Elin i Ty Whitt są w tym beznadziejni…
Gdy lokalna gwiazda koszykówki uśmiechnęła się do Elin, było po niej. Tak łatwo przyszło jej zakochać się w ciemnowłosym bohaterze z czarującym uśmiechem i silnym, atletycznym ciałem. Aż uderza rzeczywistość. I robi to naprawdę mocno. Zakochanie się było zdecydowanie tą łatwą częścią. Patrzenie, jak to wszystko ulega rozpadowi, okazało się nie do zniesienia.
Gdy Ty wraca z nowo odnalezioną determinacją, by odzyskać rodzinę, Elin czuje się rozdarta przez walkę między przeszłością a możliwością nowego startu. To mężczyzna, do którego należy jej serce. A zarazem jedyna osoba, która może sprawić jej niewyobrażalny ból.
Życie nie zawsze jest łatwe. Miłość nie jest dla wrażliwych. Ale życie wciąż czegoś uczy, a Ty i Elin, oboje poznaczeni bliznami, są tego najlepszym dowodem. Jednak w tych bliznach zapisana jest ich miłość, która albo zwiąże ich ze sobą… albo rozdzieli na zawsze.

MOJA OPINIA:

Matury maturami, książkę można przeczytać. A tym bardziej dzień przed najważniejszym egzaminem. Polecam! 
"Zapisane w bliznach" czekało kilka dni na półce zanim zaczęłam je czytać. Jednak ani ja nie potrafiłabym dłużej odkładać czytania tego romansu, ani mój umysł nie wytrzymałby większej dawki nauki. Dlatego zrobiłam sobie dłuuuugą przerwę. Miała być krótka, ale dotarłam do tego momentu w książce, w którym nie można przerwać czytania. Trzeba czytać do ostatniej strony. I tak spędziłam prawie cały dzień, pod koniec zalewając się łzami. Sama się nie spodziewałam, że aż tak bardzo wpłynie na mnie książka Adriany Locke, ale widocznie byłam w błędzie, zakładając, że to kolejny zwykły romans.

Niezwykłe było to, że po raz pierwszy od bardzo dawna czytałam romans, w którym głównymi bohaterami jest małżeństwo. Nie zakochują się oni w sobie od pierwszego wejrzenia, lecz próbują odbudować dobre relacje pomiędzy sobą. "Zapisane w bliznach" pokazuje dokładnie niszczącą moc słów. Elin oraz Ty doprowadzali siebie nawzajem do zagłady, pozbawiali się energii do szczęśliwego życia. Miliony problemów, które nagromadzili w czasie niepowodzeń nie pozwalały im zbudować dobrych fundamentów na przyszłość. Początkowo zaskoczyła mnie taka kreacja bohaterów, którzy byli pozbawieni siły. I bardzo długo taka sytuacja się nie zmieniała. 

Mimo że bohaterowie znali się od zawsze, prawdziwie kochali, nie utrudniło to autorce wprowadzenia w kolejnych rozdziałach znanego wszem i wobec schematu. Od nienawiści do miłości. Ile można robić podobne historie? Nie wiem. Ale oby Adriana Locke stworzyła ich jeszcze kilka, bo przypadły mi do gustu ich potyczki słowne, które nie prowadziły nigdzie, ale były zabawne. A to najważniejsze. Gra w podchody zawsze będzie interesującym motywem.

Jednak motywacje Elin i jej działanie było bez sensu. Tak bardzo bez sensu, że aż ja go nie rozumiałam. Ona sama sobie przeczyła i chciała, żeby facet ją mimo wszystko zrozumiał. Przecież to jest niemożliwe! Jakby ona wiedziała, czego chce od Tya i od siebie, od całego życia byłoby łatwiej ją zrozumieć. A tak... wprowadzała chaos, który nie mógł być opanowany. 

Był jeszcze jeden bohater, który się wyróżniał na tle innych drugoplanowych. Cord. Mam nadzieję, że tak się nazywał, bo nie pamiętam. A książka leży zbyt daleko. Metr ode mnie. Nie dosięgnę.
Wracając do Corda, muszę powiedzieć, że skradł moje serce. Był najbardziej tajemniczym ale też samotnym i smutnym bohaterem. I mimo że starał się to ukrywać, robił to nieudolnie, prezentując całą swoją osobowość. Pokochałam go za jego oddanie dla przyjaciół. On im towarzyszył cały czas. Aniele, był genialny!

Oprócz tego że się popłakałam czytając tę książkę (tak, jest to olbrzymie wydarzenie, bo ostatnio płakałam aż tak na "Promyczku"), miałam ochotę rzucać tą książką o ścianę. Większość rozdziałów wspominała o skrzypiących drzwiach. Ich naprawa w pewnym momencie urosła do rangi symbolu. Jednak ani Ty, ani Elin nie spieszyli się, żeby je naprawić. I wyobraźcie to sobie. One skrzypiały całą książkę. Po 10 rozdziałach miałam tego serdecznie dość. Ale one skrzypiały dalej. 
"Zapisane w bliznach" to niewymagająca opowieść o zakochanych. Jednak jeśli zaczniecie, musicie ją szybko skończyć. Nie powiem, że to wybitna książka. Tylko Cord jest wspaniały! Ale jeśli chcecie odpocząć od codzienności, jest bardzo dobrym rozwiązaniem. 

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Szósty Zmysł!

2019-04-17

PRAGNIJ MNIE /opinia

Autor: Abbi Glines
Tytuł: Pragnij mnie
Tytuł oryginału: Hold On Tight
Tłumaczenie: Regina Mościcka
Data wydania: 3 kwietnia 2019
Liczba stron: 320
Cykl: Sea Breeze (tom 8)
Wydawnictwo: Pascal

OGÓLNIE O KSIĄŻCE:

Sienna Roy po kilku latach wraca do swojej rodzinnej miejscowości. Chce zacząć wszystko od nowa, jednak nie może zapomnieć o druzgoczącej przeszłości. Podejmuje decyzję o powrocie z myślą o swoim synu Micahu. 
Wprowadza się do domu, który wypełniony jest wspomnieniami nastoletniego życia. Pierwszą miłością do Dustina, troską ze strony jego brata Dewayna. Wtedy życie było takie proste...
A teraz? Czy zdecyduje się na związek z Dewaynem, który tak jak ona rozpacza po stracie Dustina? Czy zaufa osobom z dawnego życia? Czy pozna wreszcie miłość?

2019-04-10

PUCKED UP /opinia

Autor: Helena Hunting
Tytuł: Pucked up
Tytuł oryginału: Pucked Up
Tłumaczenie: Magdalena Siewczyńska-Konieczny
Data wydania:17 kwietnia 2019
Cykl: Pucked (tom 2)
Wydawnictwo: Szósty Zmysł


OGÓLNIE O KSIĄŻCE:

Miller, jeden z zawodników NHL po kilku latach tymczasowych i krótkich związków znalazł tę jedyną kobietę. Jednak Sunny była nieufna wobec niego, bo znała jego wcześniejsze perypetie miłosne nagłaśniane przez media. Droga do osiągnięcia porozumienia między zakochanymi była trudna i burzliwa. Na szczęście udawało im się szybko znaleźć rozwiązania. Ale czy zawsze jest to możliwe?

MOJA OPINIA:

Zmieniłam się. Moje gusty czytelnicze przebyły rewolucję, której nie byłam świadoma. Dziwnie było czytać romans, który w moim odbiorze tak naprawdę był... nudny. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek powiem coś takiego, ba, pomyślę! Jednak nastał ten czas.

Przeczytałam "Pucked up" bardzo szybko. Mimo że cała opowieść była nad miarę schematyczna i przeciętna, czytanie tworu Heleny Hunting było przyjemną odskocznią od codzienności. Autorka pisze prostym i potocznym językiem, przedstawiając wiele scen z życia bohaterów. Rozdziały także są krótkie, a to uwielbiam w książkach, więc tym chętniej czytałam. I czytałam. I czytałam. 

Millera znamy już trochę z poprzedniej części, czyli "Pucked". Nadal był aroganckim głównym bohaterem, ale pod wpływem znajomości z Sunny zmieniał się. Stawał się mięczakiem, który przeprasza za wszystko, co robi. Czekałam aż zacznie błagać o przebaczenie, gdy oddycha. Wychodziło na to, że wszystko co robi było złe. Wykończyć się można! A najśmieszniejsze było to, że Sunny się to podobało. Zarówno robienie dramy, jak i przeprosiny słowami i czynami ze strony Millera. Na tym opierała się ich cała relacja. Na braku zaufania i równocześnie na zazdrości. Sami komplikowali sobie życie. Nawet Sunny nie potrafiła oświetlić swoim blaskiem świata Millera.

Ale kreacja Sunny przypadła mi do gustu. Nie ważne, że była zbiorem wszystkich współcześnie popularnych cech, zaczynając od zamiłowania do jogi, a kończąc na byciu ponad przeciętnie fit. Typowa studentka. Jednak miała w sobie to coś, co przyciągało do niej dobrych ludzi. Mogła wśród nich być pozytywną duszyczką, rozdawała swoją radość i nikt jej nie miał tego za złe. 
To akurat się nie zmieniło. Nadal lubię pozytywnie zakręcone bohaterki. Nie idealne, ale genialne.

Och, wiecie, co mnie rozczarowało? Brak meczów hokeja. Dopiero pod koniec książki odbył się jeden, jednak nie z udziałem wszystkich gwiazd, które zdominowały pierwszy tom. Tyle czekałam aż zaczną grać, nudziłam się bez tej dodatkowej dawki czytelniczej adrenaliny. Ich perypetie związkowe nie były aż tak ciekawe, żeby poświęcić im dosłownie całość książki. Książki, w której występują zawodnicy grający w hokej. Przecież mecz to podstawa! 

Odkrycie roku. Romanse są tak naprawdę o niczym. Brakuje im fabuły i jakiejkolwiek akcji. Ale to nie zmienia faktu, że miło się je czyta, bo nie wymagają 100% uwagi. Dlatego je tak lubiłam. Nadal będę je czytała. Serię "Pucked" chętnie poznam w całości. Mimo że znajduję w niej wiele wad i niedociągnięć, jestem ciekawa, co słychać u kolejnej pary związanej z hokejowym światem. 
Zawsze znajdę w tych książkach dużą dawkę humoru, wzruszające momenty, a może nawet wartościowe analizy życia. Naprawdę, niektórzy bohaterowie dostają nagłego przypływu wiedzy i mądrości życiowej w najmniej spodziewanym momencie. 

Jesteście ciekawi, o co się sprzeczają Miller i Sunny? Zajrzyjcie do książki, żeby sprawdzić!


Serdecznie dziękuję za książkę wydawnictwu Szósty Zmysł!

2019-03-27

CZAS /JAK PLANUJĘ?

Hej,
Dawno mnie tutaj nie było...
Już teraz mogę Wam się przyznać, że zmieniły się moje priorytety i razem z tym odkryłam wiele nowego w moim życiu, które znowu diametralnie się zmieniło. Te wszystkie komplikacje pokazały mi najważniejszą zasadę, którą z łatwością mogę porównać do twierdzenia matematycznego tłumaczącego sens zadania. Moje hasło obwieszcza coś więcej. Wyjaśnia dlaczego doba ma 24 godziny.

Im masz więcej obowiązków i planów, tym więcej zrobisz w krótszym czasie.

Widzicie tę hipokryzję? Porzuciłam pisanie (i czytanie częściowo też), ale mówię, że więcej zajęć to lepsza organizacja czasu. Coś się nie zgadza...
Po prostu potrzebowałam przerwy od świata książkowego i blogowego. Prawie dwa miesiące przerwy, ale widzę, jak się wszystko zmieniło. Przede wszystkim moja perspektywa wobec tego miejsca w internecie. Nie miałam pomysłu na nowe teksty, nic nie czytałam, a i tak każdy mój dzień był pełen wyzwań. A po co się dodatkowo stresować? Uwierzcie lub nie, ale te kilka godzin tygodniowo, które wcześniej poświęcałam na pisanie i kolejne kilka, które zajmowało czytanie książek do recenzji nagle znalazło nowe zastosowanie, a czasu nadal miałam za mało. 

Tak to jest, gdy poszukuje się idealnego systemu planowania, a jedyne działania odkrywcze w tej dziedzinie można wykonać metodą prób i błędów. Inaczej nie znajdziecie swojej metody na opanowanie czasu. Szczególnie gdy zbliża się stresujący termin kończący wasz projekt. Wtedy chce się zrobić wszystko w jednym momencie, jak najdokładniej. 
A to nie jest dobre rozwiązanie!

Według mojej genialnej teorii, wielka ilość zadań do odhaczenia na liście, którą możecie zrobić na kartce albo wyobrazić sobie (przyjazne dla środowiska), sprawia, że podświadomie realizuje się kolejne punkty sprawniej i szybciej. Można to nazwać wpływem dobrej presji, która jest na takim poziomie, że motywuje zamiast wprowadzać w fazę autodestrukcji. 
Oczywiste jest to, że wyobrażam sobie każdy dzień (już jedząc śniadanie), a potem bardzo często coś zmieniam tak, żeby całość była praktyczna, ale też elastyczna. I tak powstaje dzieło zwane dniem.

Metoda wyznaczania sobie małych celów, czyli spontaniczne planowanie. 

Taki system planowania nie jest dla wszystkich dobry. Ma wiele wad. Sama je dostrzegam, ale jest najłatwiejszy. I ma w sobie to coś, co sprawia, że chce mi się działać. 
O skuteczności zapisanego wyżej hasła świadczy moja miesięczna organizacja, która udała się o wiele lepiej niż zakładałam. Eksperyment mogę uznać za zaliczony! 
Celem jest nauka do matury. Tak samo jak we wrześniu. Wtedy myślałam, że będę od samego początku uczyła się systematycznie. Dobrze wiecie, że to nie jest takie proste. Po wielu miesiącach odkryłam, jak to robić. 
W moim przypadku nie działa narzucanie sobie sztywnego rozkładu zadań. Codziennie wymyślam coś innego. Mam w czym wybierać, bo zagadnień na maturę jest gigantycznie dużo. 
Dzisiaj historia - jedna epoka albo jeden dział. Jutro strona bierna a potem serial. Nooo, chyba że napiszę wypracowanie. 
Mogłabym wszystko zrobić w jednym dniu, w olbrzymim stresie, na szybko. Jednak wiem, że taka nauka zmęczyłaby mnie, a wszystkie zagadnienia mieszałyby się ze sobą. To nie jest moim celem. 
Codziennie wybierając małe części materiału mogę się więcej nauczyć. 

Nie myślcie, że taki typ planowania dotyczy tylko nauki. 2-3 godziny całego dnia to nie jest dużo. To jakiś tam malutki ułamek. Reszta czasu również jest spontaniczna. Czuję wreszcie, że mam możliwość robienia czegoś więcej, a doba mnie nie ogranicza. Jak widzicie, nawet znalazłam godzinkę na to, żeby napisać tekst, o tym co robię, jak mnie tutaj nie ma. Mogę sobie pozwolić na ugotowanie obiadu, wyjazd kilkudniowy czy cokolwiek innego, a nadal będę miała czas na naukę i inne codzienne obowiązki. Niesamowite! 

Nie sądziłam, że świadome wykorzystywanie doby przyniesie mi tyle korzyści i tak zmieni moje życie. Wyobraźcie sobie, że wiedza o tym, jak zagospodarować swoją dobę jest w nas. Każdy zrobi to inaczej i będzie to dla niego doskonały sposób na zrozumienie swojego życia.
W takich warunkach stres jest ograniczony do minimum, a motywacja sięga maksymalnych wskaźników. Chce się działać!

Sprawdźcie, co jest najlepsze dla was!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka