2017-07-22

KOCHAJĄC SERIALE /monolog z książką w dłoni

Hejka,
Dziś zapraszam na kolejną część o serialach! Chyba nie myśleliście, że na trzech się skończyło? 
Zresztą na sześciu też nie :)

źródło

SKAM

Serial, który zna każdy.
Serial, który jest krótki.
Serial, który jest wybawieniem po zapracowanym dniu.
"SKAM" opowiada o życiu uczniów w norweskiej szkole. W poszczególnych sezonach akcja skupia się na różnych osobach. Eva, Noora, Isak (on jest przepiękny!), Sana. Poznajemy całą historię, zazwyczaj połączoną z wątkiem miłosnym tylko z jednej perspektywy. Hmm, dla mnie najbardziej romantyczne i optymistyczne były podchody (nie można tego inaczej nazwać) Noory i Wilhelma. Kolejne miejsce zajmuje Isak, bo sprawił, że się wzruszyłam. Naprawdę, w ciągu kilku pierwszych minut odcinka potrafiłam się wzruszyć i trwałam tak do końca. To było bardzo dziwne.
Oprócz szkoły poznajemy też typowe miejsca imprez lub rodziny głównych bohaterów. Jest tak nastoletnio, bez żadnego nacisku z zewnątrz. Wszystkie wydarzenia wydają się spontaniczne i żywe, a przede wszystkim wiarygodne. Problemy poruszane są bliskie każdemu uczniowi, można się z nimi spotkać nawet w swojej szkole.
Chciałabym jeszcze sezon o Chris, bo ona jest genialna! Szkoda, że to już koniec :(
Jedyne czego mi brakuje to muzyki, jakiejkolwiek melodii czy dźwięku w tle. Czasami jest zbyt cicho!


źródło

AnnE

Polski tytuł to jest jeden wielki błąd, wiec go pomińmy.
Historia w serialu zaczęła się identycznie jak w książce. Dworzec, czerwone drogi, cichy Mateusz i gadatliwa Ania. Ten odcinek był w pełni sentymentalny i doskonały. Dosłownie zapierał dech w piersiach. Natomiast kolejne z minimalnymi zmianami również mi przepadły do gustu.
Gilbert i Ania, czyli jak kiedyś pisałam idealny związek. Czekałam na Gilberta. Całe trzy odcinki minęły zanim się pojawił i od razu było wielkie WOW. Gilbert grany przez Lucasa Zumanna był cudny, doskonale pasował do tej roli. A gdy wypowiedział "Marchewka" wszystko zaczęło się rozkręcać.
Pozostali bohaterowie również spełnili moje oczekiwania, emocje były widoczne na ich twarzach, a zachowanie odwzorowywało to co pamiętam z kart książki. Ich charakteryzacja również pokazywała realia epoki.
Całej akcji towarzyszyły niesamowite widoki i krajobrazy. Mimo że chwilę wcześniej wszyscy się spieszyli, następowało nagłe STOP, które pozwalało poskładać wszystkie wydarzenia w jedną całość.
Jedyne co mnie rozczarowało to zakończenie. Nie tego chciałam, ale przynajmniej można czekać na kolejny sezon!


źródło

13 powodów

Najbardziej znany i powszechny serial ostatnich miesięcy. Przygasił nawet trochę sławę "Riverdale", a to już jakiś znak.
Mimo że po każdym odcinku zdarzało mi się trochę ponarzekać, uważam, że warto poznać tę produkcję.
Podstawową sprawą, która wywołała moje oburzenie jest zmiana zachowań, charakterów oraz reakcji bohaterów na zaistniałą sytuację. W książce było inaczej! Wiadomo, spodziewałam się rozwinięcia wątków, nowych elementów, ale nie wyolbrzymienia i zmienienia najważniejszych aspektów - emocji! Jednak skoro zaczęłam, musiałam skończyć...
Aktorzy byli dobrani wzorowo do tej ekranizacji. Szkoła łączyła przedstawicieli wielu ras i narodowości, a każdy z nich w jakiś sposób był zaangażowany w sprawę Hanny Baker. Clay (Dylan Minnette) w swojej nieudolności był czasami nawet słodki :)
Podobnie w kwestii łączenia wspomnień z rzeczywistością. To było dopracowane, w pewnym sensie płynnie przechodziło się pomiędzy tymi dwoma sferami. Usłyszane z kaset nagrania stawały się realniejsze, a przez to ciekawsze.
Odcinków na razie jest 13 i każdy trwa godzinę. Według mnie optymalny czas i ilość. Nie widzę sensu robić kolejnego sezonu, no bo o czym? Poczekam, zobaczę.

Znacie któryś z powyższych seriali? Co sądzicie? 

2017-07-19

KRÓLEWSKA KLATKA /opinia


Autor: Victoria Aveyard
Tytuł: Królewska klatka
Tytuł oryginału: King's Cage
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
Cykl: Czerwona Królowa (tom 3)
Data wydania: 24 maja 2017
Liczba stron: 568
Wydawnictwo: Moondrive

Jeśli nie znasz serii, zapraszam na recenzję poprzednich tomów:

Ostrzegam przed obecnością spojlerów!

OGÓLNIE:


Mare pozostaje w niewoli, jest maskotką Mavena. Pozbawiona mocy i znieważona, nie poddaje się, stara się znaleźć drogę ucieczki. Wokół toczą się liczne wojny i spory. W kraju Czerwonych i Srebrnych nic już nie jest pewne. Czy Mare odzyska wolność? 
Nadzieja w sytuacji, gdy nie ma na nią miejsca, jest okrucieństwem.
Victoria Aveyard – Królewska klatka

MOJA OPINIA:

Na odpowiedź na powyższe pytanie trzeba czekać i czekać. Czekać. Czekać. Obracać strony książki. Czekać. Wymyślać alternatywne rozwiązania. Czekać. To naprawdę jest nużące. Jednak z drugiej strony, skoro czekałam półtory roku na otwarcie tej książki, kilka godzin nie powinno być dla mnie problemem. Gdy to odkryłam, czerpałam coraz większą przyjemność z czytania "Królewskiej klatki". Wchłaniałam wydarzenia, zachwycałam się i kibicowałam bohaterom. Musiało im się udać!

Powyższy akapit określa całą książkę, to jedno wielkie oczekiwanie, które prowadzi do kolejnego odliczania dni do premiery czwartego, ostatniego tomu. Teraz czas na trochę szczegółów.

Na pierwszy ogień idzie ogniste rodzeństwo, czyli Maven i Cal. W tej części mogłam bliżej poznać Mavena. Akurat trafiło na księcia, przepraszam, króla, którego niezbyt lubię. Poprzednie części przekonały mnie, że nie znajdę w nim ulubionego bohatera. Ale. Ale każdego trzeba poznać i dać mu szansę. Udało mi się poznać bliżej szalonego Mavena i uważam, że był naprawdę dobrze wykreowany. Nie wiedziałam czego się spodziewać po jego zachowaniu. Był nieokiełznanym (zakochanym) i nieosiągalnym władcą. Lubię to!
Natomiast Cala było za mało. Czekałam na rozwój jego postaci, a gdy nastąpił chciałam to wycofać. Myślę, że jakoś wszystko się wyjaśni... za kilkanaście miesięcy.

Zmiana i rozszerzenie narracji było dobrym i przemyślanym zabiegiem ze strony Victorii Aveyard. Mare, Cameron i Evangeline. Każda bohaterka posiadała inny charakter oraz reprezentowała oddzielną grupę. Tylko jedna cecha je łączyła - troska o rodzinę. Dzięki podzielonej narracji mogłam poznać cały obraz sytuacji w czasie niewoli Mare. Nie było przez to monotonnie, bo śledzi się zarazem dwór i działania Szkarłatnej Gwardii.
Potwory są najbardziej niebezpieczne, gdy się boją.
Victoria Aveyard – Królewska klatka (166)
Właśnie, dwór. Olbrzymie powierzchnie połączone ze sobą, stanowiły dla Mare tajemnicę. Każda nowo odwiedzana sala wywoływała inne odczucia lub przywoływała wspomnienia z pierwszego pobytu na zamku w całkowicie innej roli. Przepych albo prostota. Jako marionetka w rękach Mavena, dziewczyna poznawała też różne osobistości na uroczystościach. Kolejny raz barwnie przedstawiono poszczególne zdolności rodów Srebrnych, a także Nowych.

Mare w "Królewskiej klatce" można określić, jako chodzącą propagandę. Była wykorzystywana do najróżniejszych celów i zagrań politycznych Mavena. Brutalnie zmuszana i wykorzystywana wywołała wiele emocji. Byłam zszokowana dokładnością i precyzją działań króla i jego świty. W kwestii polityki, autorka rozwinęła wątek walki z Lakelandią oraz historyczne dzieje Norty. Sprytnie przekształciła wydarzenia z naszej historii i wplotła w fikcyjny świat. Uważam to za udane!

Wielu narzeka na rozciągłość i przedłużanie w "Królewskiej klatce". Natomiast mi się to niezmiernie podobało. Uwielbiam styl Victorii Aveyard, więc tylko się cieszyłam widząc ponad 500 stron stworzonych z jej słów. Każde zawiłości, pojedyncze wydarzenia, czy wątki były konieczne. Nie chciałam kończyć. Myślę, że i wy nie odpuścicie sobie tej książki! Nie wypada!

Czytaliście? Znacie tę serię?

2017-07-15

KOCHAJĄC SERIALE /monolog z książką w dłoni/

Hej,
Dawno temu pisałam, że obejrzałam wiele serialów. Chyba najwyższy czas trochę to opisać, prawda? 
Jesteście ciekawi?
Zapraszam!
źródło

Confess

Tak wiem, nie musicie mi tego mówić. Najpierw oglądnęłam serial, a teraz planuję czytać książkę. Wiem, że to był błąd, bo mam jeszcze większą ochotę na zasmakowanie stylu Colleen Hoover. Trudno.
Ten serial nie jest jakimś cudem wszechświata, obowiązkowym aspektem życia. Jednak patrząc na Owena wszystko nabiera sensu. Ogólnie historia mi się spodobała. Znowu został poruszony problem, który jest przez większość pomijany. Czytaliście książkę lub oglądaliście serial/film o walce o prawa do opieki nad ukochanym dzieckiem? Właśnie, nie. Colleen jeszcze raz połączyła przeszłość i teraźniejszość. Kolejny raz pojawiło się wszechobecne przeznaczenie. Właśnie za to ją uwielbiam.
Yhh, zeszłam z tematu....
Aktorzy według mnie, pasowali idealnie do swoich ról. Daję im plusa. Szczególnie na niego zasługuje Owen (Ryan Cooper) był  genialny, niesamowity, po prostu WOW.
W serialu pojawiło się wiele humoru, smutku, rozpaczy i miłości.

źródło

Lucyfer

Lucyfer (nikt się nie spodziewał, że będzie uroczym anglikiem) bierze urlop w Piekle i wybiera się na wakacje do Miasta Aniołów. Tam prowadząc klub nocny, odpoczywa, znajduje nowe cele i perspektywy. Stara się również pomagać miejscowej policji by być blisko Pani Detektyw, która jest dla niego nieosiągalna i której nie potrafi całkowicie poznać. Ich relacja jest powiewem świeżości wśród wszystkich schematycznych romansów.
Wątek boski, chyba tak można to nazwać jest bardzo intrygujący. Wydaje się trochę irracjonalny, ale z odcinka na odcinek wszystko powoli się tłumaczy, aż do kolejnego buuum!
Twórcy serialu wpletli do każdego odcinka jakieś morderstwo. To akurat jest doskonały dodatek dla mnie, zagorzałej fanki "Agentów NCIS" oraz "CSI: Kryminalne zagadki".  Kryminalne zawiłości nie zasłaniają jednak najważniejszej części serialu, czyli życia Lucyfera, jego miłostek, intryg oraz problemów.  Diabeł nawet stara się interpretować poszczególne sprawy w stosunku do swojej osoby, w czym pomaga mu doktor Linda Martin.
Jak  można się spodziewać w tym serialu nie brakuje ironii, zabawnych dialogów czy sytuacji.

źródło

Flash

Jak poznaję superbohaterów to wszystkich od razu, co nie?
Arrowa opisuję dokładnie w poszczególnych postach, ale teraz czas na Flasha, czyli Barry'ego Allena.
Jego historia nie zaczyna się od pięciu lat na wyspie tylko od wybuchu akceleratora. Zostaje obdarzony mocą super szybkości. Jednak nie tylko on, więc powstaje wielu metaludzi, z którymi musi się zmierzyć.
Ten serial ma całkowicie inną atmosferę niż Arrow.  Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że tu jest pogodniej i bardziej rodzinnie.
Drużyna Flasha, a szczególnie Cisco (gdy siorbie swoje napoje) przypadła mi do gustu. Ich system pracy był doskonale opracowany.
Doktor Harisson Wells już od pierwszych odcinków był bohaterem krzyczącym, oczywiście w przenośni, zaufajcie mi, a was zniszczę. Coś czuję, że on wywoła wiele erupcji, którym nawet Flash nie będzie mógł zapobiec...
W ogóle obecność kilku równoległych rzeczywistości była genialna. Tam można podróżować! Przenosić się! Istnieje ktoś podobny do nas! Ale czy na pewno?
Miłości w tym serialu nie brakuje, choć Flash jest na nią ślepy. Kiedy dostrzeże to, co jest najbardziej jaskrawe i widoczne?

Oglądacie te seriale? Inne? Piszcie!

2017-07-12

MAYBE SOMEDAY /opinia

Okładka książki Maybe Someday


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Maybe Someday
Tytuł oryginału: Maybe Someday
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Cykl: Maybe
Data wydania: 13 maja 2015
Liczba stron:440
Wydawnictwo: Otwarte




OGÓLNIE:

Wszystko zaczęło się od balkonu i prywatnego koncertu...
Sydney w dniu swoich urodzin straciła cały swój dobytek, nie tyle fizyczny, co psychiczny. Nie ma teraz nikogo bliskiego. Jest sama.
Na horyzoncie, a dokładniej na balkonie pojawia się chłopak z gitarą, który ofiaruje jej swoją pomoc równającą się z mieszkaniem. Nie zdradza tylko kilku istotnych spraw...
Wszystko wskazuje na postępujący romans, ale czy na pewno?
Nie cierpię swoich uczuć. I nie cierpię swoich wyrzutów sumienia. Jedne i drugie prowadzą ze sobą ciągłą wojnę, a ja nie jestem pewna, ku czemu powinnam się skłaniać.
Colleen Hoover – Maybe Someday

MOJA OPINIA:

Colleen Hoover to autorka książek, która wszystko zmienia. Z jej powodu przechodzę przez wszystkie stany emocjonalne. Jednak nic nie powstrzymuje mnie od czytania kolejnych książek jej autorstwa. (Nie zaliczając mojej dwumiesięcznej przerwy, kiedy przygotowywałam swoją psychikę na kolejne doznania.)
Niedawno albo dawno, czytałam "Maybe Not", czyli kontynuację lub część historii łączącą się z bohaterami "Maybe Someday". Znając postacie pobieżnie, nie wiedziałam czego dokładnie się spodziewać. Zwariowanej książki czy wyważonej lektury?

Tym razem los skierował mnie w stronę "Maybe Someday". Kolejnej książki, którą będę zachwalać. Wywyższać. Jak możecie się spodziewać dołączę także do osób, które stawiają ją na podium. Gdy ją przeczytacie zrozumiecie, że nie ma innej opcji. To jest autentyczne cudo!

Kolejne rozdziały pisane z perspektyw Ridga i Sydney są wypełnione wieloma sprzecznymi uczuciami. Każda scena stworzona przez Hoover wydaj się być żywa, jakby naturalna. Dodatkowo ważną kwestią jest komunikacja. Uważam, że żeby coś zaistniało musi być choć minimum interakcji. W "Bez słów" Mia Sheridan wprowadziła znajomość języka migowego, a tutaj Colleen Hoover SMS. Rzadko spotykane w książkach wprowadzenie innych form wypowiedzi, urzekło mnie. Czytanie prywatnych rozmów (zapisanych, nie wypowiedzianych) było o wiele bardziej intymne. Przecież pisząc jesteśmy bardziej szczerzy, niż rozmawiając twarzą w twarz. Te wyznania były osobiste i zawierały wiele tajemnic z przeszłości. Naprawdę, czarująco!
(…) Ktoś mi kiedyś powiedział, że cierpienie stanowi doskonałą inspirację. Niestety, miał rację.
Colleen Hoover – Maybe Someday
Następny równie cudowny element "Maybe Someday" to muzyka. Tak można ogólnie określić to, co tworzyli bohaterowie. Muzyka. Poszczególne teksty pisane przez nieszczęśliwie zakochanych biły emocjami. Nawet wyrwane z kontekstu miały siłę. Oczywiście ja, jak to zwykle bywa, najpierw przeczytałam teksty utworów, ich tłumaczenie i zrobiłam swoją własną interpretację, a potem kolejną już wraz z bohaterami. Gdy jesteście ciekawi jak te utwory brzmią zapraszam tutaj.

Teraz czas na chwilę zachwytu (kolejną). Gdy Ridge przychodził do pokoju Sydney z gitarą w ręku od razu wiedziałam, że wydarzy się coś, co zaburzy wszystko do tej pory odczuwalne. Wiele erupcji, wybuchów i ... niechcianej miłości było wspaniałą mieszanką, która wypełniała bohaterów. Nie jestem pewna, kto był bardziej zdruzgotany po chwilach bliskości między postaciami. Czytelnik czy bohaterowie z pod pióra Hoover? 

SPOJLER
Decyzje, które z biegiem czasu podejmował Ridge niezbyt przypadły mi do gustu. Jak można tak postępować? Odtrącać kogoś, kogo serce już wybrało?
Jednak zrehabilitował się w zakończeniu. Oczywiście, jak można się spodziewać, niecodziennymi, magicznymi wyznaniami, które potrafią poruszyć każdego. Czytając je byłam wzruszona jak nigdy.

Kończąc moje zachwyty, czas powiedzieć, że naliczyłam się 9 synonimów "ochów i achów". To chyba szczególnie przekonujący znak, czyż nie?

Czytaliście?

2017-07-09

URODZINY 2 /monolog z książką w dłoni

Hej,
Dziś dla mnie, a szczególnie dla tego bloga ważny dzień. Trzeba go uczcić.

Dwa lata. 
Całe dwa lata w miarę regularnych postów na blogu.  
Recenzji, opowiadań i monologów.
Multum przeczytanych książek, obejrzanych seriali i filmów.
Wiele wspaniałych komentarzy i rozmów.
Dziękuję!

źródło
Codzienne doglądanie tego zakątka było niezmiernie interesującym zajęciem. Pierwszy komentarz cieszył, 150 cieszy, a 2500 także. Coś czuję, że to się nigdy nie zmieni. Dziękuję wam serdecznie za tak wiele miłych słów i własnych opinii, a czasami za krytykę i wskazania błędów. Naprawdę było to pomocne! Kieruję te słowa do wszystkich 176 obserwatorów, a także do każdego z osobna!

Uwielbiam udoskonalać własne posty przed ich opublikowaniem. Często pierwotna recenzja zostaje całkowicie zmodyfikowana. Jednak to nie zmienia faktu, że dalej śmieję się ze swoich tekstów. Czytając recenzję z października albo kwietnia, potrafię wybuchnąć śmiechem, chociaż to było tak niedawno. Nie wydaje mi się, żeby tak szybko zachodziły przemiany w moim umyśle. Inne opinie powodują, że mam ochotę kolejny raz przeczytać daną książkę - np. "Harry Potter i przeklęte dziecko". Niesamowite!

Może teraz trochę statystyk? Nie bójcie się, policzmy tylko do trzech!
  1. Co mnie zmieniło na zawsze /recenzja
  2. New Books - wrzesień
  3. English Matters /recenzja

Tak oto przedstawia się spis najchętniej czytanych postów. Jeśli jeszcze ich nie znacie, warto sprawdzić, co w trawie piszczy :)

Uroczyście wkraczając w kolejny rok blogowania warto sporządzić jakiekolwiek plany. 

Koniec z recenzjami. Zrozumiałam wreszcie, że moje recenzje są odległe od wyobrażenia definicji słowa 'recenzja' zawartego w mojej głowie jak i w słowniku. Wraz z nowym rokiem przybywają OPINIE. Ogólnie, dalej będzie luźno, śmiesznie (albo nie) i subiektywnie.

Poprawa formy. O czas i regularność nie muszę się martwić, ale forma i wygląd posta rzadko spełniają moje oczekiwania. Staram się powoli to zmieniać, dlatego jesteście świadkami różnych prób. Udanych i nieudanych.

Na pewno napiszę 'naprawdę'. Te dwa słowa bardzo, bardzo często pojawiają się na tym blogu. Tylko rzadko udaje mi się pamiętać, które powinno się pisać razem, a które osobno. Nawet teraz sprawdzałam...

Zawieszenie seri(al)owo. Wiecie, to miała być seria, która porwie czytelnika, zachęci do serialu lub serii książkowej. Miało być pięknie, ale pojawił się problem. A nawet kilka. Po pierwsze, nie wiedziałam, co pisać, by zaciekawić, a zarazem niczego nie zdradzić. Po drugie, te posty zyskiwały mały odzew z waszej strony, więc mi tym bardziej się nie podobało. Ostatnią sprawą jest to, że były rzadko, choć w ubiegłych miesiącach chciałam spróbować je rozwinąć, ale jak to bywa... nie wyszło.
(Pojawi się więcej o seriach i serialach w monologach, które osobiście uwielbiam!)

Może Wy posiadacie jakieś pomysły, na coś co chcecie znaleźć na tym blogu. Czekam na propozycje w komentarzach lub na e-mailu!

Na sam koniec chciałabym Wam jeszcze raz serdecznie podziękować za ten rok spędzony ze mną i moimi pomysłami.  Czuję się zaszczycona!


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka