2016-02-29

LIKE TO - przegląd lutego

Luty był bardzo krótki. Jakby ktoś nie wiedział to najkrótszy miesiąc w roku, a co z tym idzie mniej czasu na czytanie książek. Przeczytałam jednak satysfakcjonującą mnie ilość książek.
"Kroniki Bane'a"
"Zanim się pojawiłeś"
"Emma i Oliver"
"Szklany Miecz"
Tylko cztery czy aż cztery? Jak dla mnie aż. W tym miesiącu nie miałam na nic czasu. I coś czuję, że następne będą podobne.

Jako, że w tym miesiącu wszędzie panuje nastrój zbliżającej się gali Oscarowej i towarzyszących jej emocji. Ja bardzo współczuję Leonardowi di Caprio, który zawsze mija się z nagrodą. Postanowiłam wybrać na podsumowanie miesiąca filmy, w których ten własnie aktor brał udział. Piosenki też pochodzą z ścieżek dźwiękowych tych filmów.

PIOSENKI MIESIĄCA:

A Little Party Never Killed Nobody. Fergie "Wielki Gatsby"
My Heart Will Go On. Celine Dion "Titanic"
Young And Beautiful. Lana Del Rey "Wielki Gatsby"
Dodatkowa piosenka, którą pokochałam od pierwszego dźwięku i o dziwo, nie jest to utwór zespołu One Direction: 
One Call Away.Charlie Puth

FILMY MIESIĄCA:


Titanic(1997)

Film oparty na autentycznych wydarzeniach z roku 1912.

Młody Jack postanawia przeżyć przygodę swojego życia na statku Titanic i razem ze swoim przyjacielem wyruszają w "premierowy" rejs do USA. Na pokładzie znajdują się ludzie należący do wszystkich klas społecznych. Płynie nim także Rose razem ze swoją arystokratyczną rodziną. Jack i Rose spotykają się i nie mogą oderwać od siebie wzroku. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu, z każdą milą zakochują się bardziej. Przełomowym wydarzeniem jest uderzenie statku o lodowiec. Jak potoczą się dalej wydarzenia? To chyba wie każdy. 





 Wielki Gatsby (2013)

Tytułowy Gatsby to właściciel wielkiej willi i bogacz. Co tydzień organizuje wielkie imprezy, na które przychodzą wszyscy. Do domu obok wprowadza się młody mężczyzna. Gatsby próbuje nawiązać z nim znajomość by odzyskać swoją miłość z przed kilku lat. Daisy - kuzynkę nowego sąsiada. Próbuje go przekonać do swojego planu i ponownie spotkać się z ukochaną, która ciągle kocha.

2016-02-27

MONOLOG Z KSIĄŻKĄ W DŁONI *czerwona królowa*

TAG został stworzony i zauważony na kanale Abigail Jailette. Postanowiłam go wykonać, gdyż jakoś muszę się nastawić na przeczytanie "Szklanego Miecza", który już jakiś czas czeka na mnie na półce.
Nominuję wszystkich, którzy przeczytali pierwszą lub drugą część i mają ochotę wykonać ten TAG.
Zapraszam!


Okładka książki Zanim się pojawiłeś
1. "Czerwona królowa" - Książka, po której nie spodziewałeś się, że tak bardzo Ci się spodoba.
Yyyy, "Zanim się pojawiłeś" to właśnie taka książka. Spodziewałam się zwykłej lektury, w której bohaterowie będą się kochać od początku aż do końca, a otrzymałam walkę o miłość i życie. To było przecudne! Jeszcze nie mogę się z tego otrząsnąć. 

2. Norta - Świat, w którym mógłbyś zamieszkać.
Nie powiem, że to będzie Norta, bo jak na razie to Norta nie będzie. Walki, podziały, władza, która rządzi tylko dla siebie - to nie dla mnie. Chciałabym zamieszkać w Idrisie. Wśród Nocnych Łowców czułabym się, jak wśród swoich najbliższych przyjaciół. Jedynym problemem jest to, że nie można tam używać sprzętów elektronicznych. Jednak mam nadzieję, że pojawi się jakiś super, mega, hiper naukowiec, który jakoś naprawi ten defekt. Po za tym nie mam zarzutów. A Nocni Łowcy, jak wiadomo są przystojni i to bardzo :)

3. Mare - Bohater/ka zmagający/a się z problemami.
Cath z "Fangirl" to idealna bohaterka do tej kategorii. Miała dużo problemów. Zaczynając od tego, że nie wyszła z pokoju przez kilka miesięcy, bo się zwyczajnie w świecie bała. A kończąc na tym, że jej mama chciała po wielu latach odnowić ich rodzinną więź. Czasami jej współczułam, ale Levi wspierał ją o wiele mocniej niż ja. I chwała mu za to!
4. Maven - Bohater/ka, którego/którą jednocześnie kochasz i nienawidzisz.
Jace! Oczywiście ten z "Darów Anioła". Kocham go za jego humor, styl, zachowanie i to, że zakochał się w Clary i ją kochał. Nienawidzę go za to, że odrzucił Clary, gdy dowiedział się kim oni na prawdę dla siebie są. Nie był przy niej, wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowała, tylko chciał udowodnić, że jest najlepszy. To, że Simona traktował jak tratował to jakoś przeboleję. Zazdrość robi swoje. 

5. Cal - książka, po której spodziewałeś się czegoś więcej.
Ej no, Cal w pełni spełnił moje oczekiwania. Występował w tej książce, a ja jak na razie trochę go pokochałam, więc jest OK. Szczerze mówiąc, nie ma takiej książki. Zastanawiam się teraz czy mam za niskie wymagania, czy może czytam idealne książki. Lecz to chyba niemożliwe. Więc muszę zostawić tę kategorię pustą :(


6. Srebrni i Czerwoni - drugoplanowy/a bohater/ka, który/która znaczy dla Ciebie więcej niż pierwszoplanowy.
Takim bohaterem jest Magnus Bane z "Darów Anioła" i wszystkich innych serii, w których występuje. Mimo, że moim książkowym mężem jest Simon, ale to Magnus i jego sprawy miłosne oraz związane także z magią, wywarły na mnie większe wrażenie. Magnus przekazuje swoim zachowaniem wiele wartości, nie wszystkie pozytywne, ale to dzięki niemu wiem, że bycie sobą jest ważniejsze niż bycie kimś.


7. "Szklany miecz" - Książka, którą obecnie najbardziej chcesz przeczytać.
Zaraz po "Szklanym Mieczu" jest książka "Baśnie braci Grimm bez cenzury". Znane? Tak! A najbardziej do tej książki zachęcił mnie Patryk z kanału Patryk I Ksiązki za co mu bardzo dziękuję.

2016-02-24

RECENZJA #Emma i Oliver

Okładka książki Emma i Olivier
Autor: Robin Benway
Tytuł: Emma i Oliver
Tytuł oryginału: Emma&Oliver
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: Pascal 
Opublikowane także na lubimyczytac.pl







STRESZCZENIE:

Emma i Oliver znali się od zawsze. Zaczynając od dnia, w którym się urodzili w tym samym szpitalu. Później mieszkając w sąsiednich domach, znaleźli wspólny język i spędzali ze sobą czas na wspólnych zabawach. Ich przyjaźń niestety po siedmiu latach została rozdzielona przez ojca Olivera, który go porwał. Przez te dziesięć, długich lat wszystko się zmienia. Każdy mimo że wciąż wierzy w cudowny powrót Olivera próbuje żyć swoim życiem.
Gdy chłopak wraca do domu wszystko znowu gwałtownie się zmienia. Następuje wielki powrót do przeszłości, do przyjaźni z lat dzieciństwa i do rodziny. Mama Olivera traktuje syna jak małe dziecko, chociaż wie, że on już jest prawie dorosły. Emma spędza z Oliverem więcej czasu niż ze swoimi przyjaciółmi. Próbuje mu pomóc, bo to własnie jej Oliver zwierza się ze swoich sekretów, przedstawia jej swoje traumy i problemy. Emma przekazuje mu swoje tajemnice, które dotąd były znane tylko przez nią oraz uczy chłopaka surfować. Jak dalej potoczy się ich przyjaźń? A może przerodzi się w miłość?

Jeśli nie podoba ci się, jak się sprawy toczą, to mówisz "na mojej własnej wyspie". Że życie wyglądałoby inaczej w twoim własnym świecie, gdzie sam wymyślałbyś zasady.
Robin Benway; "Emma i Oliver"; strona 109


MOJA OPINIA:

Oceniam tę książkę w skali od jeden do dziesięć na 8.
Książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej. Narratorem jest Emma. Spodziewałam się, że narracja będzie przemienna. Raz Oliver raz Emma. Jednak dzięki temu, że te wydarzenia opisywała Emma można było poczuć się jak ona i powoli zakochiwać się w Oliverze. Tak, Oliver to bardzo przystojny i pełen uczuć chłopak. Można było się w nim zakochać. Po za tym był wysoki i miał czarne włosy - jak dla mnie doskonale.
Czytając tę książkę wydawało mi się, że dzieli się ona na dwie części. Przełomowa sytuacja według mnie to albo pocałunek albo wspólna kolacja rodziny Emmy i Olivera. To wtedy zaczęły się poważne rozmowy na temat miłości, przyjaźni i rodziny. Wszędzie pojawiały się mądre i warte zapamiętania zdania, a czasami rozmowa Emmy i Olivera sprawiała, że zastanawiałam się nad swoim życiem. Wszyscy młodzi ludzie potrafili zauważyć coś szczególnego, co przykuwa uwagę i porozmawiać o tym jak dorośli ludzie z "wieloletnim doświadczeniem życiowym". Natomiast pierwsza część była pełna humoru, radości i szczęścia. Bohaterowie żartowali, rozmawiali ze sobą jak przyjaciele, nie bojąc się że obrażą się wspomnieniem wstydliwej chwili z dzieciństwa. Próbowali znaleźć miejsce dla Olivera, za którym niezmiernie mocno tęsknili. Chcieli żeby poczuł się jak w domu, wśród swoich najbliższych.

Chciałam przez parę chwil o niczym nie myśleć, ale czasem to niemożliwe. Łatwiej jest przestać oddychać, niż nie myśleć.
Robin Benway; "Emma i Oliver"; strona 118

Emma miała nadopiekuńczych rodziców. Musiała wracać wczesnym wieczorem do domu, nie mogła uprawiać sportów ekstremalnych ani żadnych innych. Wszystko było spowodowane tym, że rodzice bali się, że i ona może zostać porwana tak jak Oliver. Przez tę sytuację miała swoje własne prywatne kłamstewka i tajemnice. Jednak mimo to próbowała być posłuszna swoim rodzicom. Nie mogłam znieść tego, że w każdej sytuacji i w każdym miejscu , nieważne czy to była szkoła, dom przyjaciółki czy plaża, Emma mówiła o tym co jej rodzice zrobią jak się choć jedną minutę spóźni do domu. Ile można!

Po niektórych rozdziałach, a czasami nawet w nich pojawiał się krotki tekst z wspomnieniami z dzieciństwa. Chciałam więcej takich fragmentów.Wszystko wtedy było takie łatwe i proste. Nie było żadnych istotnych problemów, tylko zabawa. Wróżki, superbohaterowie, bajki, torciki na urodziny. Chociaż zdarzały się też smutne wspomnienia. Już na pierwszych stronach dowiedziałam się jak został porwany Oliver. Cały dzień który nie różnił się od innych, a jednak utkwił w pamięci Emmy.

W tej książce podobnie jak w większości innych pojawił się wątek miłości pomiędzy dwoma chłopcami. Tym razem strzała Amora trafiła w Drew, przyjaciela Emmy. Mimo, że tyle razy czytałam już książki z tym wątkiem nie mogłam się oprzeć i kibicowałam Drew i Kevin'owi. Może dlatego, że on wiedział czego chce. Nie chciał się ukrywać przed przyjaciółmi i rodziną. Nie wiem, ale ta miłość ma prawo istnieć.

Wszyscy bohaterowie książki inaczej przeżywali powrót Olivera do domu. Łączyło ich tylko to, że myśleli, że Oliver powrócił, lecz nikt nie pomyślał żeby z nim porozmawiać i zrozumieć to co on chce przekazać. A to chłopak musiał najwięcej poświecić. Nie można przecież wymazać z pamięci dziesięciu lat życia spędzonych z ojcem, wszystkich wspólnych wycieczek i wieczorów przed telewizorem. Nie wiedział komu ma ufać, nie wiedział jak ma postąpić wobec ojca, wszystko było dla niego jednym wielkim znakiem zapytania i zagadką, która nie miała właściwej odpowiedzi.

Tak robią dzieci. Chcą spędzać cały czas z mamą. Kiedy odprowadza się je do szkoły, to kurczowo trzymają się nóg i nie chcą dać zaprowadzić się do środka. Zabawne jest to, że nie zdążysz nawet mrugnąć, a dziecko chce się usamodzielnić i dla odmiany to rodzic próbuje się przykleić do dziecka.
Robin Benway; "Emma i Oliver"; strona 371

Podsumowując "Emma i Oliver" to książka, która jest jedyna w swoim rodzaju. Przez długi czas na pewno nie spotkam takiej historii o miłości. Historia Emmy i Olivera zapadnie mi w pamięci na zawsze, zajmując dotąd puste miejsce w mojej głowie.



Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu PASCAL
Logo


2016-02-20

MONOLOG Z KSIĄŻKĄ W DŁONI *marzenia*

Dawno, dawno temu na moim blogu pojawiła się taka zakładka jak "MARZĘ O...". Tam są moje marzenie. oczywiście na bieżąco jest aktualizowana, bo czasami sobie przypominam o czymś, albo powstaje nowe moje małe, kochaniutkie marzenie.

Co to jest marzenie?

  • Powstający w wyobraźni ciąg obrazów i myśli odzwierciedlających pragnienia, często nierealne.
  • Przedmiot pragnień i dążeń.
  • Ciąg myśli i wyobrażeń powstających podczas snu.
  • potocznie: o czymś doskonałym.
Tak informuje nas słownik języka polskiego. Chyba nie mija się dużo z prawdą. Nawet najlepiej określa słowo "marzenie" .

Pierwsze marzenia

Gdy byliśmy małymi dziećmi i chodziliśmy do przedszkola, marzyliśmy o tym żeby być księżniczkami (dziewczynki) bądź superbohateremi (chłopcy). Nasze pierwsze marzenia. Jakie one były piękne.

Ubierałyśmy, my - dziewczynki najlepszą i najładniejszą sukienkę, buty na obcasie i malowałyśmy szminką usta (oczywiście niedokładnie i oczywiście podkradzioną mamie). Wyobrażałyśmy sobie kto będzie naszym księciem, który nas uratuje przed smokiem. Franek czy może Zenek? A może Ken, którego przywłaszczymy sobie od Barbie? Bo przecież on jest taki prześliczny!

Natomiast chłopy ubierali sobie peleryny z ręczników lub prześcieradeł i biegali po pokoju wyobrażając sobie że ratują ludzi w potrzebie. Chłopcy szukali sobie w bajkach wspólników do ratowania świata. Zastanawiali się czy lepszy by był Batman czy może Superman.

Marzenia zawsze brzmią głupio, gdy się ujmuje je w zwykłe słowa.
Lucy Maud Montgomery

Marzenie (czynność)

Gdy leżysz w łóżku i po ciężkim dniu pełnym pracy i nauki postanawiasz się odprężyć i marzysz. Marzysz o różnych sytuacjach, które chciałbyś przeżyć. O podróżach do ulubionego miasta, którego zdjęcia są poprzypinane do ścian w twoim pokoju. O spotkaniu z idolem, którego zdjęcia i  piosenki cały czas są przeglądane na twoim telefonie. Zamykasz oczy i marzysz. Planujesz to wydarzenie skrupulatnie szczegół po szczególe. Minuta po minucie. Aż zaśniesz. A następnego wieczoru powtarzasz wszystko jeszcze raz albo znajdujesz nowe marzenie. Widzisz wreszcie swoje pragnienie i wiesz, że już jesteś blisko celu.


Lękam się jednak utraty złudzeń, więc wolę pozostać w świecie marzeń.
Paulo Coelho

Moje ostanie marzenie

To marzenie związane jest z zespołem One Direction - chociaż można się było tego spodziewać :)
Jestem na koncercie. Pierwszy raz. Nie mogę doczekać się momentu, kiedy usłyszę głos Luisa, mojego ulubionego członka zespołu.
Po koncercie podchodzi do mnie Luis i proponuje mi żebym spędziła kilka chwil z zespołem. (Ehm,  nie wiem skąd on o wiedział, że marzę o tym, ale nieprawdaż że super to wymyśliłam). Idę z nim nie dowierzając że to dzieje się na prawdę. Luis uśmiecha się do mnie i gdy wychodzimy do ich "pokoju"wszyscy mi się przedstawiają i rozmawiamy jak starzy znajomi. (Myślę, że oni są tacy na prawdę.) Rozmawiamy na różne tematy, a ja ciągłe nie wierzę, że jestem w tym miejscu pośród moich idoli. Na zakończenie śpiewamy razem piosenki z ich ostatniej, według mnie najlepszej płyty. Najpierw "Olivia", potem "Love You Goodbye"  i "Temporary Fix". Na zakończenie proponują mi ponowne spotkanie, gdy skończą trasę.


Marzenia książkowe

W czasie czytania książki, takiej która zaintrygowała nas całkowicie na pewno nie zabraknie momentów, kiedy będziemy marzyli o tym, żeby być na miejscu któregoś bohatera. Albo znaleźć się w tym samym świecie, w którym mają miejsce wydarzenia opisane w książce. Przykładowo, gdy czytałam Harry'ego Pottera marzyłam żeby zamieszkać w domu Weasley'ów czy Malfoy'ów. U Weasley'ów mogłabym porozmawiać sobie z Ginny albo z Molly, a wszyscy by byli szczęśliwi. I teraz Weasley'owie mieliby drugą córkę o której marzyli. Nieprawdaż, że to dobry pomysł?
Natomiast u Malfoy'ów mogłabym mieszkać w pokoju obok Draco, a to byłoby już bardzo dużo dobrego. Lucjusza i Narcyzę jakoś bym zniosła. :)


Cel to zadanie, jakie wyznaczamy naszym marzeniom.
Ambrose Bierce

I jak mi poszło pisanie "nie recenzji"? Chcecie żeby takie posty pojawiały się częściej?

Zakończmy ten post tym niezmiernie miłym akcentem :)
Zapraszam! 

2016-02-17

RECENZJA #Ostatnie dni Królika

Autor: Anna McPartlin
Tytuł: Ostatnie dni Królika
Tytuł oryginału: The last days of Rabbit Heyes
Liczba stron: 400
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: HarperCollins

(na końcu niezmiernie interesująca notka)



STRESZCZENIE:

Mia "Królik" Heyes to kobieta, która jest chora na raka. Poznajemy ją i jej rodzinę, kiedy wszyscy są przygotowani na jej śmierć, która nadchodzi nieubłaganie. Królik trafia do hospicjum gdzie odwiedzają ją wszyscy członkowie rodziny. Rodzice jej, a szczególnie matka przychodzi do niej codziennie. Brat - muzyk powraca do Dublina by być przy siostrze. Jej siostra planuje wszystko, opiekuje się swoimi czterema synami, myśli o córce Królika i o przyszłości. Wszyscy chcą się zająć Juliet, która traci z dnia na dzień swoją matkę. Wybuchają przez to kłótnie, które przeradzają się w śmieszne sytuacje.


MOJA OPINIA:

Oceniam tę książkę w skali od jeden do dziesięć na 8.
Forma w jakiej przedstawiona była historia Królika była bardzo rozdrobniona (nie wiem czy to dobre określenie). Mieliśmy podział na dziewięć dni, a każdy dzień na rozdziały. Natomiast każdy rozdział składała się z kilku części nazwanych imionami osób opisywanych w fragmencie. Ufff, Nie wiecie jak trudno było się nie pomylić. Kilka razy musiałam się wracać do najbliższego imienia, bo gubiłam wątek. Ale przeczytałam całość zachowując ogólny porządek.
Pojawiały się też "przerywniki", czyli BLOG KRÓLIKA. Były to krótkie wpisy, które umieściła na swoim blogu główna bohaterka z różnych okresów jej życia: choroba, chemioterapia, okres zdrowia, nawrót.
Początek książki męczyłam dłuuuugi czas. Nie mogłam wejść do przedstawionego świata. Na szczęście udało się i mogłam razem z bohaterami płakać i śmiać się. A takich sytuacji nie zabrakło. 
Książka jest przepełniona bohaterami. Czasami wydawało mi się, że jest ich tam za dużo. Jednak wszyscy byli tam potrzebni. No bo jak to by było gdyby pominęli najbliższą przyjaciółkę Królika, która kocha jej brata? Albo Juliet, która też szukała miłości i DORASTAŁA oddzielona przez los od matki? Wtedy to już nie byłoby to samo.
Sny Królika o Johnnym, były przepełnione miłością. Wspominała w nich swoje młode lata, kiedy kochała bezgranicznie Johnny'ego i którego nadal kocha. Tyle przepięknych wspomnień. Chętnie poznałabym cały okres, który spędzili razem. Dzień po dniu.
Za każdym razem, gdy pojawiała się Molly, przygotowywałam się na wybuchy śmiechu. Jej humor i zachowanie i charakter i jeszcze to, że miała 74 lata a zachowywała się jak młoda osoba sprawiały, że książka była bardziej optymistyczna.
Polecam książkę bardzo serdecznie, wzruszenie i śmiech gwarantowane!



NOTKA
Dzisiaj dotarła do mnie paczka z wydawnictwa Pascal. W niej była oto ta książka. W najbliższym czasie pojawi się jej recenzja. Jestem bardzo ciekawa, co wydarzy się w tej książce.
Po za tym dzisiaj jest jej premiera, więc jeżeli też chcecie ją przeczytać jak najszybciej, możecie pędzić do księgarni.

2016-02-13

MONOLOG Z KSIĄŻKĄ W DŁONI *Shadowhunters*

Dziś postanowiłam napisać dla Was krótką notkę o serialu "Shadowhunters". Nie jest to podsumowanie serialu, które pojawi się po skończonym sezonie, tylko mowa obronna.
Przeczytałam dużo opinii innych blogerek i blogerów, a także uslyszałam wśród znajomych na temat tego serialu i ja też postanowiłam się wypowiedzieć.
Pierwsze wrażenie w  czasie oglądania tego serialu to było wielkie WOW. W porównaniu z filmem, który prawie wypalił mi oczy, to było cudowne. (już słyszę te głosy, ze film najlepszy - przecież każdy ma swoje zdanie)

Pierwszy serial, którego pierwszy odcinek zachęcił mnie do oglądania kolejnych. Dosłownie! (Zazwyczaj przekonuję się do jakiegoś serialu przez pół sezonu) I pierwszy serial, który oglądam po angielsku bez napisów, lektora czy innych udogodnień. Nie dałabym rady czekać na tłumaczenie, a wersja oryginalna i tak jest dla mnie mniej więcej zrozumiała.
Zapraszam!

Czarnobyl. Każdy porusza tę kwestię. Też uważam, że to trochę śmieszne miejsce jak na Valentina (jeżeli Czarnobyl w ogóle może być zabawnym miejscem), lecz to pasuje! Tyle substancji promieniotwórczych w jednym miejscu połączonych z demonami, aniołami, ich krwią i pomysłami Valentina to na pewno wychodzi mieszanka wybuchowa. A kto czytał serię, wie jaki jest Valentine. A jeżeli to miejsce zostało wybrane w drodze przypadku i tak uważam, że jest w pełni dopasowane do charakteru ojca Clary. I jeśli już jesteśmy przy Valentine to muszę dodać, że bardzo przypomina mi on mojego nauczyciela od chemii. Więc coś w tym jest...

Luke policjantem. Czemu nie. Policjanci sprawdzają ślady, tropy i różne poszlaki czyli tak jakby węszą. A psy też węszą. Natomiast psy, jak nauczyłam się na lekcjach biologii mają to samo pochodzenie co wilki. Od wilka do wilkołaka już nie jest tak daleko, więc to, że Luke jest policjantem nie jest dla mnie zaskoczeniem. Nawet podczas czytania książki zastanawiałam się dlaczego on nie jest policjantem tylko bibliotekarzem.  Aktor, który gra Luka jest dobrze zbudowany i nie mogę się doczekać kiedy będzie przedstawiony jako wilkołak. A nie już był. Tylko chyba nie było tego widać..... Hmmm, nie pamiętam. Ostatni odcinek mnie zaskoczył maksymalnie pod względem Luka, następny też chyba będzie o nim miedzy innymi. Ale bez spojlerów, oglądajcie!

Clary. To postać na która kierowane jest najwięcej zarzutów. Za bardzo wyfarbowali jej włosy, które są mega jaskrawe. Ja wyobrażałam sobie ją w kolorze włosów podobnym do tego Eleonory z "Eleonora i Park". Lecz ten kolor też może być. Sprawia, że Clary wydaje się bardziej odważna. Trochę nie pasuje mi, że dziewczyna cały czas mówi o mamie i Simonie (to już mi przypadło do gustu ^^). Po pewnym czasie robi się to denerwujące: "Musimy uratować moją MAMĘ" - jednak jak każdy człowiek martwi się o swoich 
najbliższych. Teraz trochę o jej miłości życia: Clary i Jace trochę za szybko się "zaprzyjaźnili" kto czytał ten wie, ile oni musieli przejść i ile rzeczy się na nich posypało.

Instytut. Ojej. Powiem napiszę tak. Trochę tam ludzi się przewinęło, ale nawet w książce opisano, że mieści się tam ponad 200 ludzi. Robią oni tło na które ja nie do końca zwracam uwagę, bo przecież Alec czy Simon są ciekawsi. Więc nie rozumiem, gdzie problem. Twórcy serialu unowocześnili bardzo Instytut. Jednak uważam, że to jest na korzyść. Akcje można przeprowadzać szybciej, a monitoring jest lepszy. No i nie trzeba wszystkiego szukać w księgach w bibliotece.

Miecze serafickie. Tum tum tum (nucę melodie z Gwiezdnych wojen)
Tak, nie zaprzeczam: te miecze są trochę podobne do mieczy świetlnych, ale miecze serafickie muszą świecić anielską mocą! Przynajmniej ja to tak sobie wyobrażałam podczas czytania.
Simon to postać, która sprawia ze mam dylemat. W książce najbardziej polubiłam go, a tu taki niesamowity aktor gra Aleca. Jednak go zostawię Magnusowi, oni są dla siebie stworzeni. Simon czy on był taki strachliwy w serii książkowej. Nie wiem, ale jakoś inaczej go zapamiętałam. Wydaje mi się ze zrobili z niego takiego trochę nieudacznika(?), niezdarę. Ale ciągle to jest Simon.

Malec. Jak zobaczyłam Magnusa, a wcześniej Aleca to prawie się roztopiłam ze szczęścia - jak Olaf z "Krainy Lodu". To jest jedyne OTP jakie możliwe jest w tej serii i w tym serialu. Ten wzrok Magnusa, gdy patrzy na Aleca. I przy okazji jego teksty, ach!
W ostatnim odcinku urzekła mnie scena, kiedy rozmawiają ze sobą przez telefon. Pięć odcinków na to czekać i się doczekać. Czuje teraz ulgę,  ale nie do końca.  Czy widzieliście narzeczoną Aleca. To jest straszne! Oni nie mogli mi tego zrobić! Mimo że pojawi się dopiero w 8 odcinku już jej nienawidzę,  tak samo jak Maryse!

A jakie jest wasze zdanie na temat serialu "Shadowhunters"? Oglądacie ten serial, czy raczej nie?


2016-02-10

RECENZJA #Eleonora i Park


Okładka książki Eleonora i ParkAutor: Rainbow Rowell
Tytuł: Eleanora & Park
Tytuł oryginału: Eleanor & Park
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 340
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte










STRESZCZENIE:

Eleonora przenosi się do nowej szkoły. Nikogo tam nie zna a do tego w autobusie nie ma dla niej miejsca. Nie wie co zrobić, chce stamtąd uciec i nigdy nie wracać. Na szczęście jeden chłopiec przesuwa się pod okno i udostępnia jej miejsce obok siebie. Oczywiście ten chłopak to Park. Od tego dnia Eleonora i park już codziennie siedzą razem w autobusie. W drodze do szkoły i do domu. Chłopak czyta komiksy, a dziewczyna spogląda mu przez ramie i też poznaje historie superbohaterów. W taki oto sposób zaczyna się ich przyjaźń. Z dnia na dzień zbliżają się do siebie, spędzają razem czas po lekcjach.
Rodzina Eleonory jednak nie wie że dziewczyna kocha kogoś innego niż mamę i rodzeństwo. Okłamuje ich mówiąc że spotyka się z Tiną dziewczyną której tak na prawdę nienawidzi. To wszystko przez to że jej ojczym na nic jej  nie pozwala, nie szanuje jej tak samo jak pozostałych członków rodziny.
Park próbował ją ocalić, jednak nie na wszystko się zgadzał. Miłość wygrała i udali się wspólnie w "ostatnia podróż". Jakie będzie jej zakończenie?

-Twoje imię się jakoś zdrabnia? [...]
-Tak, Eleonora.
-A nie Nora albo Elo, albo Lena, albo Lenny, Albo Elle...?
-Usiłujesz mi wymyślić zdrobnienie?
-Nie, uwielbiam twoje imię. Nie chcę się pozbywać ani jednej jego sylaby.
Rainbow Rowell; Eleonora i Park


MOJA OPINIA:

Oceniam tę książkę w skali od jeden do dziesięć na 7.
Dlaczego oni musieli się cały czas kłócić? Cokolwiek powiedział Park albo Eleonora sprawiało, że się kłócili. Czasami nawet jedno spojrzenie i już wybuchała miedzy nimi awantura. Nie wystarczyłoby gdyby się pokłócili tylko kilka razy i pogodzili. A nie tak cały czas w wojennej atmosferze. Jednak był jeden plus tej sytuacji. To że zawsze się godzili, a to było cudowne. Wtedy przypominali siebie, że nie mogą żyć bez swojej obecności.
Książka porusza ważny problem, którym jest to, że istnieją takie rodziny, w których dzieje się tragedia, jak w rodzinie Eleonory, a nikt im nie może pomóc. Albo nie chce. Eleonora próbuje być silna, nie chce się poddawać swojemu ojczymowi i pragnie wspierać swoje rodzeństwo, które nie rozumie, że ojczym tak naprawdę jest zły, mimo że raz na jakiś czas kupuje im zabawki.
W szkole też nie jest za wesoło. Eleonora jest prześladowana przez grupę dziewczyn, które się wyśmiewają z jej otyłości. Nie rozumieją, że to nie wygląd jest najważniejszy.
Na jej podręcznikach miedzy tytułami piosenek, które dziewczyna chciałaby posłuchać znajduje też raz na jakiś czas obraźliwe testy. Podejrzewa o to Tinę i jej koleżanki. Prawda jednak okazuje się straszna i bolesna. Lecz nie będę wam spojlerować sami sobie poczytajcie.
Przyjaźń Eleonory i Parka. Jak się cieszę, że to nie było takie nagłe BUM!. Chociaż to było nie możliwe gdyż Eleonora i Park byli parą outsiderów, którzy żyli w swoim własnym świecie. Ciesze się, że otworzyli drzwi do swoich przestrzeni i mogli się zaprzyjaźnić. Park za wszelką cenę chciał bronić Eleonory. Nawet do tego stopnia, że jego lekcje Taekwondo przydały się. To było przepiękne: czytać o tym jak Park postawił się i walczył z Stevem (przynajmniej tak mi się wydaje, że z nim).
Książka była podzielona na 58 rozdziałów. A każdy rozdział na części, które były opowiedziane z perspektywy Eleonory albo Parka. Wiec podobnie jak w ODDAM CI SŁOŃCE znaliśmy wszystkie wydarzenia i uczucia, które się kotłowały w bohaterach książki.
Akcja utworu ma miejsce w roku 1986. Nie wiem jak wtedy było, bo mnie na świecie nie było. Lecz w książce można zauważyć ten klimat innego życia niż w XXI wieku. Nie ma internetu, słuchają muzyki na walkmanie, a piosenki zapisane są na kasetach. Czytają komiksy o superbohaterach. Pewnie sporo osób czyta komiksy, lecz ja nie znam nikogo takiego.
Rainbow Rowell, która napisała także "Fangirl" zachwyciła mnie po raz drugi. Myślę, że niedługo będzie też kolejna okazja przy czytaniu ksiazki "Linia serc".


2016-02-06

MONOLOG Z KSIĄŻKĄ W DŁONI *książkowa sztuka*

Dziś tak bardziej... tylko kategorie TAGU i zdjęcia; myślę, że się wam spodoba TAG i wykonacie go na swoich blogach. Ja TAG znalazłam na blogu Ich perspektywy i postanowiłam go wykonać. :)



1. Najładniejsza okładka pojedynczej książki.

Nieprawdaż że cudowna jest ta okładka - pół twarzy bliźniaków najlepiej przedstawia to co zawiera książka.

2. Najbrzydsza okładka pojedynczej książki.

Dzień kolibra
Aż nie chce się czytać- jednak konkursy zobowiązują 

3. Najładniejsze okładki serii.

Patch, a raczej osoba, która go przedstawia w największym stopniu pasuje. I jeszcze to, że są biało czarne.


4. Najbrzydsze okładki serii.

Jak można tak zepsuć okładki tak przecudnej serii! Jakie szczęście, że mam to ładniejsze wydanie :)

Te okładki nie podobają mi się. Nawet nie wiem dlaczego.Nowe wydanie jest lepsze.

5. Okładka zapadająca w pamięć.

Nie wiem, przeglądnęłam całą biblioteczkę na lubimyczytać.pl i nie wiem.

6. Okładka niepasująca do treści.

Aż sama się zdziwiłam, ale nie ma chyba takiej książki. Zawsze znajdzie się chociaż najdrobniejszy szczegół, który przedstawia coś z książki, jakieś wydarzenie, czy szczególny znak bohatera.

7. Strony: białe czy żółte?

Żółte. Białe rażą w oczy i czytanie jest utrudnione. (Nie ma to jak narzekać na kartki)

8. Strony: cienkie czy grube?

Średnie, nie mogą być za bardzo cienkie bo się przedrą, a za grube to będą za grube i książka będzie grubsza i cięższa.

9. Okładka: twarda czy miękka?

Miękka bo lepiej się ją trzyma w czasie czytania. Na półce też cudownie wygląda.

10. Najlepsze wydawnictwo (pod względem wyglądu książek).

Wydawnictwo Otwarte, a najlepsza ich seria to MOONDRIVE. Uwielbiam ich okładki! Chociaż czytałam tylko niektóre książki to wszystkie mi się podobają. Jakbym stała przed półką okładek tej serii to długo musiałbym się zastanawiać nad jedną najlepszą :)

Nominuję:
MisBOOKs z Na półce i w sercu
Patryka z Patryk i Książki
Fioletowy Notes z Fioletowy Notes
oraz wszystkich chętnych do wykonania TAGu

2016-02-03

OPOWIADANIE - Lara i Alec

Dzisiaj przychodzę do was z opowiadaniem. Jak można spodziewać się o miłości. Proszę Was, przeczytajcie je i wyraźcie swoją opinię w komentarzu. Tylko niech to nie będzie coś typu: "Nie podoba mi się, bo tak". Albo: "Podoba mi się". Z góry dziękuje :)

Sto dwadzieścia jeden. Sto dwadzieścia dwa. Sto dwadzieścia trzy.


Tak, nie mylicie się - liczę gwiazdy. Zamiast bawić się na balu szkolnym siedzę w domu, w swoim pokoju i liczę gwiazdy. A to wszystko dlatego, że nie miałam z kim iść. Nawet moja przyjaciółka ma partnera, a ja nie. Czekałam do ostatniego dnia, lecz niestety się nie doczekałam i teraz mogę sobie siedzieć i liczyć gwiazdy. Przy okazji trochę pomyślę o tym, jakiego mam pecha, że nikt mnie nie lubi, że zostałam sama. Z gwiazdami, ale ciągle sama.

Jedynym plusem tej sytuacji jest to, że mój punkt obserwacyjny jest wygodny. Jest tak za sprawą koca i kilku poduszek, które położyłam na parapecie. Mój skromny bufecik też nadaje przyjaznej atmosfery. Chipsy i sok owocowy są na każdą okazję dobrym wyborem.


Sto dwadzieścia cztery. Sto dwadzieścia pięć.


Najgorsze jest to, że sukienka cały czas wisi w szafie. Nie mam serca żeby ją wyrzucić. Może będę miała inną okazję żeby ubrać tę pastelowo-różową sukienkę. Gdy zobaczyłam ją w sklepie od razu pomyślałam, że muszę ją mieć na bal, na który czekałam kilka miesięcy. Szkoda mi trochę tego, że nie poszłam sama, bez partnera. Może nie miałabym z kim tańczyć, siedzieć przy stoliku i rozmawiać. Ach, czyli tak jakby mnie tam w ogóle nie było.




Sto dwadzieścia sześć. Sto dwadzieścia siedem.


Dzwonek telefonu. Nawet mi się nie chce wstawać. Kolejny. Zsunęłam się z parapetu – mojego osobistego niezmiernie wygodnego obserwatorium gwiazd. Dlaczego nie wzięłam ze sobą telefonu? Teraz muszę go znaleźć. Pa, pa gwiazdeczki!

*Hejo, gdzie ty jesteś? ON się o ciebie pytał*


*ON cały czas tu jest. Czeka na ciebie.*


Nie obchodzi mnie ON. Ani żaden inny chłopak. Miał przecież czas żeby mnie zaprosić. Prawie pięć tygodni od ogłoszenia daty balu. Dlaczego tego nie zrobił? Na co czekał?

ON to jest Alec. A dokładniej zwykły uczeń, w którym się zakochałam. Jednak na tym koniec, bo on ma dziewczynę. Przynajmniej tak mi powiedział, gdy robiliśmy wspólnie projekt na WOS. Do ostatniego dnia miałam nadzieje, że rzuci swoją dziewczynę, a na przerwie podejdzie do mnie i mnie zaprosi na bal.

*Nie wiem gdzie jesteś Li, ale ON jedzie do twojego domu*


Świetnie. Nie mogło być lepiej. Nie wychodzę z pokoju. Nie ma mowy. Chyba wystarczy mu widok mojego domu pogrążonego w śnie.

Przyjechał. Wiem, że to ON, bo nikt o tej porze nie jeździ po tej ulicy. Nie mam zamiaru wyjść z mojej prowizorycznej kryjówki za szafą. Żeby on tu nie wszedł. Żeby nie dzwonił do drzwi. Ciekawe czy Ness, moja przyjaciółka powiedziała mu, który pokój jest mój. Ten z balkonem czy jednak ten obok. Za chwile się dowiem. Chyba, że odjedzie i poczeka z tą rozmowa do poniedziałku. Ciągle mam nadzieję, że tak właśnie postąpi.

A jednak nie. Zadzwonił do drzwi. On na serio nie rozumie, że jest noc i wszyscy teraz śpią. Oprócz mnie. Nie wychodzę z pokoju za żadne skarby. Oby tylko mama się nie obudziła i nie otworzyła mu drzwi.

Ta opcja też nie wypaliła. Usłyszałam jak mama schodzi po schodach z trudnością pokonując kolejne stopnie. Pewnie jeszcze nie do końca się przebudziła. Wstałam i chciałam podejść do drzwi żeby coś usłyszeć. Niestety uderzyłam się nogą o róg biurka. Dlaczego ono musiało właśnie w tym miejscu stać? Muszę przesunąć je gdzieś indziej, bo tu sprawia niebezpieczeństwo.

- Witam, zastałem Larę?

- Chłopcze czy ty wiesz, która godzina?

- Tak wiem doskonale. Lecz bardzo bym panią prosił żeby pani zawołała Larę, bo chciałbym jej coś ważnego powiedzieć. Myślałem, że będzie na balu, jednak się nie pojawiła, więc przyjechałem tu. Proszę bardzo.

- Wchodź. Myślę, że nie śpi jeszcze, bo przed chwilą słyszałam jak przeklina biurko więc tak... Pierwszy pokój po prawej.

- Dziękuję bardzo. I przepraszam, że panią obudziłem.

Dlaczego on był taki milusi. Już widziałam jak zrobił te swoje słodkie oczka żeby przekonać moja mamę. Chciałabym je zobaczyć. Nie, nie mogę. Jestem przecież na niego zła. Nic nie zadziała. Wdech. Wydech.

Zapukał. Zwykłe puk, puk i koniec. Tyle. I że niby ja mam zacząć rozmowę? Mowy nie ma.

- Wiem, że nie śpisz. Więc… może zacznę. Pamiętasz nasz projekt na WOS. I to, że powiedziałam, że mam dziewczynę. To… nie była prawda. Nie mam i nigdy jeszcze nie miałem dziewczyny. Powiedziałem tak dlatego, że…. myślałem, że będziesz się ze mnie śmiać.

Odbiło mu. Normalnie, autentycznie odbiło mu. Wstrzymałam oddech i oddaliłam się od drzwi, przy których cały czas stałam. Dlaczego mnie okłamał wtedy? Dlaczego nie powiedział mi prawdy? Tyle przez niego się stresowałam, zamartwiałam.

- Kocham cię, Laro…..

Acha. Tego się nie spodziewałam. ON powiedział: „Kocham cię”. K.O.C.H.A.M. C.I.Ę. Nie, to nie możliwe. To ja go kocham, kochałam i jak na razie nie planuję przestać go kochać. Musze mu odpowiedzieć. A jeżeli on już sobie poszedł, bo nic nie mówi? Nie chyba jest gdzieś, bo jego auto stoi na podjeździe.

Otwarłam drzwi i wpatrywałam się w Aleca. Jednak nie uciekł – ale ulga. Był ubrany w czarny garnitur i po za tym wyglądał jak zwykle. Włosy miał w nieładzie, a na jego twarzy gościł uśmiech. Swoje niebieskie trampki zamienił na czarne, które wbrew wszystkiemu pasowały do jego ubioru.

Popatrzył się na mnie swoim wzrokiem. Nigdy nie można być do końca pewnym, co to za wzrok. Czy on chce kogoś zabić, pocałować, przeprosić, obrazić czy może coś całkiem innego. Jednak to jest Jego wzrok i on tak bardzo hipnotyzuje.

Wszedł do mojego pokoju. Do pokoju, w którym ja i tylko ja przebywam cały czas. Nikt tu nie wchodzi. Nawet Ness, bo twierdzi, że jest tu zła energia. A on wszedł. A raczej to ja go wpuściłam. Chyba. Nie jestem pewna, bo cały czas miałam swoje spojrzenie utkwione w nim.

Podeszłam do niego i pocałowałam go. Tego jestem pewna. Bo nie mogłam nic wydusić ze swoich ust. Nawet nie powiedziałam, że go kocham. Czy to utarte „Ja ciebie też”.



*Wszystkie zdjęcia pochodzą z TUMBLR*
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka