2016-07-31

LIKE TO - przegląd lipca

Witajcie!
Na samym początku chciałam Was po raz kolejny zaprosić do udziału w konkursie, który znajduje się TUTAJ. Macie czas do 10 sierpnia! Miłej zabawy :)
Ogłaszam uroczyście, że lipiec to prawdziwie zaczytany miesiąc roku. Zapewne już nie powtórzę przez długi czas tylu przeczytanych książek w ciągu miesiąca. Jestem z siebie taka dumna. Tyle interesujących i motywujących historii przeczytałam w lipcu. Dokładnie 20 (!!!) 
Ktoś mnie pokocha
Magiczne drzewo: Czerwone krzesło
Poradnik pozytywnego myślenia
Losing Hope
Opowieści z Narni: Koń i jego chłopiec
Opowieści z Narni: Siostrzenic czarodzieja
BFG - Wielkomilud
Magiczne drzewo Tajemnica mostu
Chwila szczęścia
Nie pozwól mi odjeść
Diabeł ubiera się u Prady
Łukasz Fabiański Magiczne rękawice
P.S. Kocham cię
Zakochać się
Podróże z owocem granatu
Kiedy odszedłeś
Opowieści z Narni: Ostatnia bitwa
Gruba
Jak u siebie
Zabić drozda
Wśród nich najlepsza była "Kiedy odszedłeś"  oraz "Nie pozwól mi odjeść", natomiast najgorzej wspominam "Zakochać się" oraz "Chwila szczęścia". 
Jak widać panuje ogromna różnorodność. Przez książki skierowane szczególnie do dzieci oraz historie o sportowcach aż do wiele wymagających książek.  

PIOSENKI MIESIĄCA

FILMY MIESIĄCA

Listy do Julii (2010)

Sophie wyjeżdża z narzeczonym do Włoch i pierwsze kroki kieruje do Werony miasta zakochanych oraz  Romeo i Julii. Tam razem z innymi nowo poznanymi kobietami odpowiada na listy skierowane do Julii. Odnajduje list z przed 50 lat i postanawia odpowiedzieć. A ta odpowiedź zmienia całe jej dotychczasowe życie.

Wiele razy oglądnęłam już ten film i nie mam dość. Znam go na pamieć jak Harry'ego Pottera. Jednak dalej wywołuje we mnie emocje i łzy.



Jak to robią single (2016)

Obejrzałam wreszcie ten film i coś czuję, że będę do niego wracać nie raz!
Alice postanawia zostać singielką - niecodzienna zachcianka. W pracy poznaje inną singielkę, z którą się zaprzyjaźnia i razem odwiedzają codziennie wieczorem kluby w Nowym Yorku. Poznają różne osoby i odkrywają czego chcą od życia.









ODKRYCIE MIESIĄCA

Znowu znajduje się tutaj cząstka Youtuba, ale tym razem to cały kanał o nazwie GirlDreamcatcherVEVO, a nie pojedyncza piosenka. Wpisałam w wyszukiwarkę dreamcatcher i odkryłam to cudowne miejsce w internecie. Tworzą je Dove Cameron oraz Ryan McCartan, którzy poza śpiewaniem znani są również z seriali i filmów z kanału Disney Channel.
Jeszcze nie wiem, co najbardziej mi się w nich podoba, ale zauroczyłam się na całego.
P.S. Wcześniej swoje covery i utwory publikowali na kanale: The Girl and the Dreamcatcher.


A Wam jak minął pierwszy miesiąc wakacji?

2016-07-29

KTOŚ MNIE POKOCHA

Hejka!
Nadszedł koniec mojego codziennego ględzenia o opowiadaniach . Każdy post wymagał ode mnie wiele pracy. Czasami wychodziło przypadające do gustu COŚ, a innym razem był to totalny złamas ("Kiedy odszedłeś" już za mną, jak widać)
Dziś już ostatni post podsumowujący całe dwa tygodnie, które może nie zmieniły mojego życia, ale sprawiły, że już wiem, po co ja w ogóle piszę. (Tak, tworzyłam moje krótkie opinie i rozmyślałam nad tym, jakie jest moje życie i co ja właśnie robię - czy się rozwijam, cofam, czy stoję w miejscu, jak głaz narzutowy)

Okładka książki Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych opowiadań
Autorzy: Leigh Bardugo, Nina Lacour, Libba Bray, Francesca Lia Block, Stephanie Perkins, Tim Federle, Veronica Roth, Jon Skovron, Brandy Colbert, Cassandra Clare, Jennifer E. Smith, Lev Grossman
Tytuł: Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych opowiadań
Tytuł oryginału: Summer Days & Summer Nights: Twelve Love Stories
Tłumaczenie: Matylda Biernacka, Anna Gralak, Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Adriana Sokołowska-Ostapko
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 487
Wydawnictwo: Otwarte



Niektóre opowiadania doprowadzały mnie w stan melancholijny, a inne rozśmieszały do łez. Przy jednych płakałam, a przy innych zastanawiam się dlaczego czytam takie gnioty. Opowiadania jak i historie w nich zawarte były przeróżne. Od najlepszych do najgorszych. Panowała wspaniała równowaga, gdyż jednej osobie może się spodobać jeden utwór, a innej kolejny. Każdy w tym zbiorze znajdzie coś dla siebie.

Dziękuje serdecznie wszystkim, którzy zechcieli komentować moje opinie, dodając mi tym motywacji i energii do pisania kolejnych postów i poprawiania błędów. Maciej Pionek jako jedyny postanowił wyrazić również swoją opinię na temat książki "Ktoś mnie pokocha". Było to bardzo miłe. Czasami mieliśmy inne zdanie, ale to właśnie o to chodzi -  o możliwość wypowiedzenia swojego zdania.

Teraz czas na "akapit techniczny" - chociaż to dalej będzie wychwalanie, ale cóż zrobić. W zimie były gwiazdki, a teraz są serduszka. Kolory na okładce również są słodkie, ciepłe i jasne. Duża ilość brokatu dodatkowo sprawia, że książka świeci jak słońce w upalny dzień. Nie brakuje też wstążeczki, tym razem pomarańczowej. I chyba mam kolejny ulubiony kolor. Oczywiście pomarańczowy, którego w tej książce był nadmiar. Fioletowy, pomarańczowy i czerwony - jaki będzie następny?

Zarówno "Podaruj mi miłość" i "Ktoś mnie pokocha" przypadły mi do gustu. Teraz czekam na podobne książki z wiosną i jesienią w tle. Przecież każda pora roku jest odpowiednia na miłość. Wyobrażacie sobie jak ładnie by wyglądały wszystkie czerty książki na półce? Bosko!

I już ostatnia część posta, a mianowicie opowiadania ułożone od mojego ulubionego aż do tego, które najmniej przypadło mi do gustu:

  1. Za półtorej godziny skręć na północ
  2. Całkiem nowe atrakcje
  3. Mapa maleńkich wspaniałości
  4. Bezwładność 
  5. Koniec miłości
  6. Ostatni bój w Horrelaksie
  7. Byle nie miłość 
  8. Sick Pleasure
  9. Tysiąc powodów, dla których mogło nam się nie udać
  10. Pamiątki
  11. Żegnaj i powodzenia
  12. Łeb i łuski, jęzor i ogon



To do zobaczenia już w niedzielę przy podsumowaniu miesiąca!

2016-07-28

KTOŚ MNIE POKOCHA *Mapa maleńkich wspaniałości*

Cały czas 4 sierpnia, bez końca ta sama data, czas się zapętla i nie wiadomo jak to naprawić. A Mark zrobił właśnie to, co ja sama chętnie bym wykonała. Poszedł do biblioteki i czytał. Najlepsze rozwiązanie. Dodałabym jeszcze seriale i podróże. Jeden dzień a cały świat można obejrzeć. 

Nieskończenie wiele czasu na poznawanie odległych światów, brak problemów, brak obowiązków. Jednak z czasem mogłoby się to znudzić. Wychodzisz na ulicę i tam zawsze o tej samej godzinie, minucie i sekundzie przejeżdża to samo żółte auto, a ten sam pies wbiega na ulicę.  Lecz między tymi codziennymi i zwykłymi wydarzeniami znajdują się też inne -  niesamowite. Wielka bańka mydlana, uśmiech chłopczyka oraz kot huśtający się na oponie. Wyobrażacie sobie ile rzeczy dzieje się codziennie, a my ich nie zauważamy, nawet nie myśląc, że za naszymi plecami właśnie dzieje się jeden maleńki cud. Tego nie da się pojąć!
Zachwycił mnie pomysł autora i mimo, że zapowiadało się na powtórkę filmu pod tytułem "Dzień świstaka" to ze strony na stronę wszystko nabierało nowego kolorytu.

Teorie, które wymyślali bohaterowie były przednie. Mieli bardzo dużo czasu na myślenie o całej ludzkości, więc mogli ją uratować albo pogrążyć. Najlepsza jak dla mnie była ta o wymiarach, w których żyjemy. Ludzie są cieniem przedmiotu czterowymiarowego. Czyż to nie jest mądre? Oczywiście nie rozumiem tego doskonale, ale wiem, że to najmądrzejsza rzecz, jaką do tej pory przyszło mi słyszeć.

Na razie żyłem bez konsekwencji. Ale nie można ich unikać w nieskończoność.
Lev Grossman; Mapa maleńkich wspaniałości; strona 445

PRZYPOMINAM O KONKURSIE 

2016-07-27

KTOŚ MNIE POKOCHA *Tysiąc powodów, dla których mogło nam się nie udać*

Jaki ten tytuł jest długi! Ale bardzo mądrze wpleciono go w treść i fabułę opowiadania.

Dlaczego nie było przypisów tłumaczących dialogi prowadzone przez bohaterów po hiszpańsku? Leżąc na kocu i czytając, nie zawsze mam dostęp do internetu i słownika. Teraz jak tłumaczę sobie te treści, żałuję, że nie umiem hiszpańskiego. Słowa, które przypominają jakiekolwiek polskie słowa (próbowałam się domyślić, co to może być), znaczą coś innego i od razu cała rozmowa nabiera nowego sensu.

Gra Caballo, czyli koń została wymyślona przez Griffina. Ale dlaczego ja ciągle nie wiem na czym polegała? Na rzucaniu piłki do kosza? A może nietrafianiu i braku punktów? Chciałam się dowiedzieć  co w tej rozgrywce chodzi, ale nie udało się. A szkoda, bo zaciekawiła mnie. Wewnętrzne dziecko się odezwało :)

Annie pracowała jako animatorka na obozie dla dzieci. Trochę jej współczułam musiała pilnować całą gromadkę pociech i wymyślać im co chwilę nowe atrakcje, bo jak wiadomo, maluchy szybko się nudzą. Ciężka praca, a do tego w jej grupie był chłopak z autyzmem, z którym nie potrafiła znaleźć wspólnego języka. Jednak nie poddawała się i nie rezygnowała, tylko szła dalej, naprzód. Bardzo cenię tę cechę u bohaterów książkowych, ale wśród ludzi też.

Postać Griffina zszokowała mnie. Niby niczym się nie wyróżniał spośród swoich rówieśników, a jednak był inny. Nie spodziewałam się tego. Yhh, może zwyczajnie nie byłam przygotowana na to wszystko, co mnie spotkało w czasie czytania opowiadania.

Bardzo, ale to bardzo nie znoszę przegrywać. Nienawidzę robić czegoś, w czym nie jestem dobry, więc jeśli coś uwielbiam, naprawdę się angażuję, a jeśli nie, w ogóle się nie przejmuję. Zwykle albo angażuję się bez reszty, albo wcale.
Jennifer E. Smith; Tysiąc powodów, dla których mogło nam się nie udać; strona 425

2016-07-26

KTOŚ MNIE POKOCHA *Całkiem nowe atrakcje*

Cassandra Clare! Nie było opcji, żeby nie spodobało mi się to opowiadanie, jeśli było napisane przez Panią Clare. Mimo, że przeczytałam prawie wszystkie jej książki wydane po polsku (oprócz "Mechanicznej księżniczki") nie znudziło mi się. Ciągle chce więcej - nowych bohaterów, nowych światów i nowych miłości.

Nie zabrakło oczywiście demonów. Super, super, super! Jestem bardzo szczęśliwa, że Cassandra Clare nie odrzuciła całkowicie świata istot nadnaturalnych. O Aniele, nie wyobrażam sobie tej autorki piszącej o zwykłym, pospolitym świecie. To jest niemożliwe.
Mephit - to jeden z demonów. Imiona demonów zawsze wydawały mi się być straszne, jak to na demony przystało, ale w tym wypadku nazwa mi się podobała, była wprost idealna dla zwierzątka domowego, którego można oswoić.

Nie wiem czy kojarzycie film "Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń", ale warto się z nim zapoznać. Yyy, to miało być o opowiadaniu, więc co ja tu z filmem wyskakuję. Już tłumaczę. Wujek Walter kojarzył mi się cały czas z Hrabią Olafem właśnie z tego filmu. Wyobrażałam sobie go tak  i nie potrafiłam inaczej.Trochę ich łączyło (chora walka o bogactwo), ale na tym koniec. Uwielbiam moją wyobraźnię, gdy płata mi takie figle.
Jego syn przypominał mi Dudley'a z "Harry'ego Pottera", ale na szczęście tylko początkowo, bo się okazało, że jest całkiem inny zarówno pod względem zachowania jak i wyglądu.

Akcja utworu ma miejsce w cyrku. Tutaj wielka mroczność przypadła mi do gustu, gdyż pasuje ona do całego zła, które tworzy to miejsce. Złe i ogromne klauny, straszne atrakcje i Wujek Walter. To jest niesamowite połączenie z miłością, której mimo wszystko tu nie brakuje.
Tata zawsze powtarzał, że trzeba dużo magii, żeby coś wyglądało nieprawdziwie w odpowiedni sposób.
Cassandra Clare; Całkiem nowe atrakcje; strona 371

2016-07-25

KTOŚ MNIE POKOCHA *Żegnaj i powodzenia*

Trochę nie wiem o kogo miłość przede wszystkim tu chodziło, ale załóżmy że o każdą. Nie można dyskryminować tak pięknego uczucia.W sumie wszyscy się kochali jak jedna wielka rodzina.

Rozumiem doskonale Rashidę. Mimo że była już prawie dorosła to kochała jak dziecko - całym sobą i nie wyobrażała sobie innej opcji. A jeszcze informacja, że ktoś inny kocha Audrey i chce z nią spędzić całe życie jest dla dziewczyny jak cios prosto w serce. Zgroza. Dramat. Tragedia.
Ale to co później dziewczyna robiła, jak się zachowywała i jak traktowała innych pozostawia sobie wiele do życzenia.

I tu pojawia się minimalny problem. Nie pamietam nic więcej z tego opowiadania i muszę je czytać drugi raz. Ale to nie problem, bo jestem pewna, że przypadło mi do gustu, ale za nic nie przypomnę sobie o czym ono ogólnie było i co mogę skomentować w tym poście.

Tak, już wiem! Kolejne opowiadanie z imprezą w tle. Jak wiadomo nikt trzeźwy nie wyjdzie - to prawdopodobnie motto jakichkolwiek przyjęć. Nie tak powinny się toczyć domówki, ale cóż zrobić. Ludzka głupota czasem przeraża... Jednak w tym wypadku dwoje młodych i w pełni obiecujących (jako zakochani) nastolatków mogło się spotkać i poznać, dzięki jednej osobie, która się trochę zapomniała. Trochę dziwny sposób, ale liczy się.
Nie ma nic zapadającego na długo w pamięci, ale tak bywa ...

PRZYPOMINAM O KONKURSIE

2016-07-24

KTOŚ MNIE POKOCHA *Byle nie miłość*

"Byle nie miłość" nie było o miłości. Wcale. W ogóle. Niezaprzeczalnie. 

Ogrom bohaterów przebywających w jednym miejscu, a dokładnie hotelu, gdzie zawsze jest dużo ludzi, dawał mi się we znaki. Trudno było zapamiętać imiona bohaterów, więc wyszedł mi z tego zbitek: menadżer B., mądrala i mama doktorka, pięknisia (Smerfetka) oraz wielu innych, których sami poznacie, czytając opowiadanie.  Trudno jest zapamiętać ich wszystkich, a do tego dochodzi wiele, naprawdę wiele wątków. Każdy kogoś kocha, coś ukrywa, chce z kimś być, ale nie może. Jedno wydarzenie goni kolejne. Czytanie to jednak ciężka praca.

Arlo to nowy pracownik hotelu i już w pierwszym dniu pracy wymyśla intrygi z innymi pracownikami. Przede wszystkim zauważa wszystko to, co goście hotelowi ukrywają. Czytelnik też to może wywnioskować z opisów i jedyne co przychodzi na myśl to : Ale oni są ślepi!

Język w utworze był cudowny. Może trochę mnie śmieszył, bo nie mogłam go dopasować do wydarzeń i czasu akcji. Bohaterowie zwracali się do siebie z wielkim szacunkiem i używali zwrotów panno, panu, pani. To w ogóle nie pasowało do sytuacji! Poza tym wydawało mi się jakbym czytała dramat. Brakowało tylko didaskaliów. Ale to opowiadanie dawało nową energię dla całego zbioru.   

Opowiadanie "Byle nie miłość" zaczyna się bardzo miłym zwrotem "Drogi czytelniku". Aż ciepło robi się na sercu. Czuć, że opowiadanie jest skierowane szczególnie do Ciebie, osoby, która poznaje tę historię. Wiadomo tych drogich czytelników jest ogrom na całym świecie, ale przez chwilę, ułamek sekundy jesteś to tylko Ty.
Znowu nie ma cytatu - bo który wybrać?

2016-07-23

KTOŚ MNIE POKOCHA *Bezwładność*

Po Veronice Roth spodziewałam się opowiadania w świecie dystopicznym albo podobnym do niego. Trochę może udało mi się przewidzieć, gdyż w opowiadaniu był przedstawiony projekt Ostatnia Wizyta - dzielenie się wspólnymi wspomnieniami z umierającą bliską osobą. Tego nie ma w XXI wieku, a przynajmniej ja o tym nie słyszałam, więc to kwestia przyszłości.

Wspomnienia miały tutaj ważną i szczególną rolę. Stanowiły miejsce, gdzie dwie bliskie osoby mogły być razem i od nowa przeżywać dawne chwile oraz tworzyć nowe. Magiczna kraina, do której każdy pragnąłby dostać klucz. Ogólnie rzecz biorąc, ciekawie można spędzić czas, oglądając wspólnie widma z przeszłości. Przełączać je jak kanały w telewizji i omijać reklamy.
Miałam jednak mały problem z kojarzeniem co Matt i Claire mówią w prawdziwym wspomnieniu, a co dopowiadają później. Ale to też zaleta bo mogłam dwa razy (minimum) czytać tak genialnie stworzone opowiadanie. "Bezwładność" jest chyba najlepszym opowiadaniem, ale jeszcze ma konkurencje w przyszłych pięciu.

Wzruszyłam się - dopiero co poznałam bohaterów, nie tworzą części serii książkowej, która dobrze znam, a potrafiłam wprowadzić się w stan melancholii.
SPOJLER: Myślałam, że Matt umrze, a Claire załamie się jeszcze bardziej, bo już teraz była w strasznym stanie. Bałam się o nich. Nie mogło się to skończyć śmiercią, gdyż oni musieli się wcześniej pogodzić albo chociaż porozmawiać i to nie poprzez wspomnienia.

Przyjaźń, która nie umarła nawet po wielkiej kłótni i kilkumiesięcznych "cichych dniach" to prawdziwa przyjaźń. I tu właśnie taka była, oboje czekali na pierwszy krok drugiej osoby, a pomógł im los, trochę w niefortunny sposób, ale liczy się.
- Być może zaniżasz moje zdolności w kwestii długotrwałego odczuwania żałoby - uśmiechnęłam się przez łzy. - Mam wieloletnie doświadczenie w użalaniu się nad sobą.
Veronica Roth; Bezwładność; strona 260

PRZYPOMINAM O KONKURSIE

2016-07-22

KTOŚ MNIE POKOCHA *Pamiątki*

Dziś muszę trochę dokładniej przedstawić zamysł opowiadania. Bez tego ani rusz!
Kieth i Matty tworzą swój związek, angażując się w różny sposób. Mattowi zależy bardziej, a Kieth jest Kiethem. Postanawiają ze sobą zerwać pod koniec wakacji i planują, który to będzie dzień. Nie mam doświadczenia w zrywaniu, ale czy to się planuje? Robi się z tej okazji imprezę jak na urodziny, czy ma to inny przebieg?
Ten pomysł wydawał mi się bardzo dziwny. Gdy się kocha inną osobę to nie myśli się o zerwaniu, tylko o każdej minucie wspólnej. Chyba że to nie była miłość, ale wtedy co? Trochę nie rozumiem...

Matt czytał książkę! Coraz mniej bohaterów książkowych czyta cokolwiek. W filmach chwytają książkę, żeby coś się działo w tle, ale w książce nie ma potrzeby budować tła, więc książki odchodzą na bok. Ale Matty czytał. Jestem z niego taka dumna, że odważył się spróbować i to nie byle co, tylko klasyka w najczystszej postaci.

Wesołe miasteczko kojarzy mi się ze słońcem, zabawą i wielkimi karuzelami. Te trzy warunki zostały spełnione przez autora, ale wydawało mi się, że jest mroczniej. Straszne wesołe miasteczko - tylko u nas!
Ponuro przedstawione otoczenie przez jednego z pracowników stoiska, nie zachęca do odwiedzenia tego miejsca.
Poza tym w tym opowiadaniu panowała przygnębiająca aura. Wiadomo, Kieth i Matt mieli się rozstać na wieki wieków, ale mogli ten swój ostatni dzień spędzić wesoło. A oni woleli się pokłócić i uciekać od siebie jak najdalej.
Ale jak zawsze powtarza moja mama: "Istnieje cienka granica między kimś czarującym a manipulantem"
Tim Federle; Pamiątki; strona 203

PRZYPOMINAM O KONKURSIE 

2016-07-21

KTOŚ MNIE POKOCHA *Za półtorej godziny skręć na północ*

Zacznę od tego, że się zakochałam w opowiadaniu Stephanie Perkins. Chwile spędzone podczas czytania tego dzieła (idealne określenie) mogłyby, jak dla mnie, trwać wieczność i nigdy nie mieć końca. Genialny minimalizm!
W poprzednich opowiadaniach pojawiały się stwory z głębin oceanu oraz zombie, a tutaj tego nie było i bardzo mi się to podobało. Piękno tkwi w prostocie i takie inne motta...

Z całego serca kibicowałam Marigold w odzyskaniu jej ukochanego Northa. Tworzyli oni idealną parę, która nie miała prawa się rozpaść albo choć przez chwilę stracić swoje znaczenie.

Podobnie jak uwielbiało się opowiadanie, tym samym darzyło się Northa. Nie dość, że miał niesamowite imię to jego głos i sposób wymowy, jak zauważyła Marigold, były przeznaczone do radia. Z łatwością znajdował odpowiednie słowa do sytuacji i potrafił cudownie opowiadać o trasie kolejki, której był opiekunem. Aż nabierałam ochoty, żeby się zatrzymać na danej stronie i raz za razem czytać ten sam fragment. Może gdzieś na świecie jest taki North, który równie pięknie opisuje widoki z kolejki górskiej, wystarczy go tylko odnaleźć. 

Las kojarzy się ściśle z wakacjami. W upalny dzień to tam można schronić się i ochłodzić. Wchłonąć zapach drzew i ciszy (też może pachnąć - nie ma ograniczeń). Doskonałe miejsce na poważną rozmowę, która cały czas wisiała nad Marigold i Northem.

Moje czytanie wyglądało tak: pogadają, nie teraz, za dwie strony, no dobra w następnym akapicie się odważą, daje im ostatnią stronę. Ale zarazem chciałam, żeby ta rozmowa odchodziła dalej, bo oni gniewali się na siebie i wydawało się, że to jest pozytywna złość. Bardzo lubię komentować wydarzenia podczas czytania. To moje przeznaczenie.
Nie wiem, który fragment opowiadania tu umieścić, więc nie ma nic :)

PRZYPOMINAM O KONKURSIE


2016-07-20

KTOŚ MNIE POKOCHA *Sick Pleasure*

Hejka!
Ten tytuł opowiadania mnie zaintrygował. Byłam bardzo ciekawa jakie będzie połączenie tytułu i opowiadania. :)

Pojedyncza wymiana zdań między nastolatkami w opowiadaniu sprowadzała się do długiego, lecz ciekawego opisu na pół strony sytuacji z przed x lat. Dla mnie to była zaleta bo jak już pewnie się domyślacie uwielbiam retrospekcje i w recenzjach często o nich piszę, ale w opowiadaniu lepsze są opisy aktualnych sytuacji. Wiadomo, nie da się oddzielić przeszłości od teraźniejszości, ale każdy chce jak najszybciej się dowidzieć, jak rozwinie się związek głównych bohaterów. To jest najważniejsza informacja, a nie może być zasłonięta wspomnieniami.

Imiona bohaterów nie były pełnoprawnymi imionami jakie wszyscy znamy. Kilka liter zbitych razem z ukrytym przenośnym sensem i znaczeniem - tego nie było. Po co się wysilać jak można nazwać bohaterów tylko pojedynczymi literami alfabetu? I w taki oto sposób czytałam historię M, L, A, I, J i kilku jeszcze innych. A tak na serio, to bardzo ciekawy pomysł - sama jak piszę opowiadania, nawet wypracowania na lekcje (co ty tu Zaczytana o szkole gadasz - wakacje są) największy problem mam z imionami. Liter jest mniej niż imion, więc łatwiej można dokonać wyboru.
Zaraz, zaraz... a gdyby te imiona ułożyć w jakieś słowo. Tylko jakie?

Lato i wakacje były w tym opowiadaniu przedstawione jako jedna, wieczna, nie mająca końca impreza. Pierwszy klub, domówka, kolejny klub, a nad ranem jeszcze zahaczymy o plażę, bo czemu nie? I tak w kółko. Tam poznawali swoje miłości, a w niektórych przypadkach pierwszy raz wchodzili w świat używek i narkotyków. Uwaga wewnętrzna nauczycielka:  nie tak powinno się spędzać wakacje w nastoletnim wieku, powinien być to przyjemny i miło spędzony czas, który nie spowoduje, że resztę słonecznych dni spędzimy na szpitalnym łóżku albo w domu z karą "do odwołania". Wystarczy, tyle tych mądrości...

I się zakochała. Cieszmy się, bo nikt się tego nie spodziewał, że los padnie właśnie na nią. Ale biorąc pod uwagę opisy, to wybrała sobie nawet przystojnego chłopaka, tylko problemem było jego zachowanie. Nie ma ideałów, ale żeby aż do tego stopnia źle i chamsko się zachowywać? Ale dobra tyle, bo jeszcze Wam wszystko zdradzę.
Miłość potrafi być dziwna i smutna. Trudno czasami zrozumieć, dlaczego w różnych momentach swojego życia pędzimy w stronę jednych ludzi, a uciekamy przed innymi. Dlaczego tak bardzo szukamy tego, za czym tęsknimy, a potem tak szybko umykamy, gdy to znajdziemy.
Francesca Lia Block; Sick Pleasure; strona 147

PRZYPOMINAM O KONKURSIE

2016-07-19

KTOŚ MNIE POKOCHA *Ostatni bój w Horrelaksie*

Dziś już kolej na trzecie opowiadanie ze zbioru!
Nie wierzę w Zombie, ani w to, że istnieją gdzieś tam na krańcu świata. To wszystko za sprawą "Darów Anioła" i Jace'a, który sam ogłosił, że te istoty to tylko wymysł ludzi i ich nie ma. Ale w tym opowiadaniu były! Zombie wychodziły z ekranu! One były w filmie, który nie był filmem! To samo w sobie jest straszne i niepojęte, ale gdy poznawałam tę historię wydawało mi się to śmieszne i kojarzyło z bajkami  typu "Kubuś Puchatek" (nowa wersja), kiedy to bohaterowie zastanawiają się, co dalej robić i pytają telewidzów - aktywne oglądanie bajek to największa atrakcja z dzieciństwa. Teraz doszło do mnie, że to tak na prawdę było trochę przerażające.

Kino! Mój 47 dom - albo inaczej - miejsce, gdzie czuje się jak w domu. Akcja tego opowiadania właśnie toczyła się w jednym z kin i to w dniu jego zamknięcia. Smuteczek - zamknąć kino i stworzyć centrum handlowe - śmierć kultury gwarantowana. Przez opowiadanie przewijało się wiele tytułów filmów, szczególnie horrorów, których miłośnikiem był Kevin i ciągle chciał o nich rozmawiać.

Przyjaciel Kevina, Dave był niezwykle pozytywną osobą. Autentyczny nastolatek, który cały czas ma nos w telefonie, ale notuje w umyśle wszystko, co dzieje się na około i strzela trafnie ripostami. Uwielbiam takich bohaterów w książkach. Sprawiają, że nawet smutny i przygnębiający rozdział ma w sobie promyczek uśmiechu.
Z emocjami dzieją się dziwaczne rzeczy, kiedy człowieka ścigają demony.
Libba Bray; Ostatni bój w Horrelaksie; strona 122

PRZYPOMINAM O KONKURSIE

2016-07-18

KTOŚ MNIE POKOCHA *Koniec miłości*

Nie tego się spodziewałam. Koniec miłości, czyli że jakaś miłość się zakończy. Czarno na białym. Nie ma innej opcji. A w tym opowiadaniu miłość się rozpoczęła. Zrozumieć zamysł tytułu nie jest tak łatwo.

Hmm, nie mam jak opowiedzieć Wam o miłości, gdyż wszystko wyjaśniło się na ostatnich stronach, a tak to nie wiadomo prawie w ogóle kto?, z kim? i dlaczego? Ile ja osób przyłączyłam do Flory, której całe zamieszanie dotyczy, zostanie tylko dla mnie. Nikt do niej nie pasował z mojego punktu widzenia, a jednak udało się coś stworzyć.

Szkoła wakacyjna to zawsze coś nowego. Nie ma plaży i romantycznych ognisk tylko nauka. Oczywiście trochę monotonnie z porównaniem roku szkolnego. Nie wiadomo czy to dalej wakacyjna miłość, czy szkolna miłość. Tyle tych niejasności, ale opowiadanie czytało się przyjemnie.
Problemy książkowych nastolatek, których było tutaj sporo zazwyczaj są podobne do naszych, ale za każdym razem są inaczej przedstawione, więc nawet rozwód rodziców może być największą traumą albo najszczęśliwszym dniem życia. Wszystko zależy od bohatera i jego charakteru, a ja lubię czytać właśnie o tym jak oni sobie radzą z problemami.
- Ale ja myślałam, że miłość powinna być wieczna - mówię.
- Kolejne kłamstwo, którym nas karmią w dzieciństwie. Przynajmniej są z niego zadowoleni.
Nina Lacour; Koniec miłości; strona 64

PRZYPOMINAM O KONKURSIE

2016-07-17

KTOŚ MNIE POKOCHA *Łeb i łuski, jęzor i ogon*

Nadszedł czas na pierwszą opinię o opowiadaniu. Tym razem nie jest ono zimowe, tylko pełne słońca i ciepła.

Leigh Bardugo to autorka tego opowiadania, które ma bardzo niecodzienny tytuł. W ogóle nie kojarzy się z latem oraz wakacjami, a do miłości jeszcze dalej. Nic bardziej mylnego! Wszystko co miało być - jest. 
Z racji, że jest to pierwsze opowiadanie w tym zbiorze, spodziewałam się czegoś przeciętnego - zwykłych bohaterów, zwykłej miłości - takie wprowadzenie, żeby nie było już na samym początku BUM, tylko wszystko stopniowo. Jednak moje oczekiwania różniły się od zamysłu autorki, ale nie zawiodłam się.

Ogólnie akcja "Łeb i łuski, jęzor i ogon" toczyła się wokół potwora z morskich głębin. Gracie i Eli szukali informacji na temat Igipigiego - nieprawdaż, że to imię jest słodkie. Różni ludzie opowiadali historie na temat zwierzęcia, każda kolejna wydawała mi się ciekawsza i coraz bardziej kibicowałam im w odnalezieniu mieszkańca zatoczki.

Nie powinnam mówić o zakończeniu, ale zasady są po to, żeby je łamać, więc przejdę do sedna. Rozbiło mnie, nie spodziewałam się, że akcja utworu tak się potoczy, że tajemnica Igipigiego w taki sposób zostanie wyjaśniona, że ta wielka miłość będzie właśnie taka. Nie wiem, jak to inaczej opisać, bo jeszcze nie otrząsnęłam się z tych wszystkich wrażeń i emocji. Jeśli kolejne opowiadania również będą pełne przeżyć, to jestem zachwycona.
Zabieram się za czytanie kolejnych historii!
- Dlaczego tak jesz?
- Jak jem? - spytał.
- Jakbyś chciał napisać wypracowanie o każdym kęsie. Przecież zjadasz cheeseburgera, a nie rozbrajasz bombę.
Leigh Bardugo; Łeb i łuski, jęzor i ogon; strona 21

2016-07-16

KTOŚ MNIE POKOCHA

źródło
Już wspominałam o tej atrakcji wakacyjno-blogowej w poście urodzinowym. Teraz objaśnię Wam to bardziej, chociaż zasada jest taka sama jak przy "Podaruj mi miłość" - jeśli ktoś potrzebuje powiewu zimnego wiatru to zapraszam do zapoznania się z tamtą antologią. 
Nie mogłam się oprzeć pokusie, żeby zrobić podobny cykl w wersji letniej. To wszystko sprawka wydawnictwa Otwartego i ich serii Moondrive! Ale dobrze się złożyło, że zechcieli wydać tę książkę w wersji polskiej. 
"Ktoś mnie pokocha" to książka, na którą czekałam trochę mniej niż na pierwszą część, która w oryginalnej wersji była druga... ale cii! Jakoś wyszło tak, że nie zdążyłam czekać, bo co chwilę się coś działo. Sprawdzian! Kartkówka! Oceny! Konkurs! Wyniki z egzaminów gimnazjalnych! I dopiero w dzień premiery uzmysłowiłam sobie, że czas wyruszyć do księgarni. 
Tym razem znałam tylko dwóch autorów opowiadań a mianowicie: Cassandrę Clare oraz Veronice Roth. Ale już sama Cassandra Clare by wystarczyła, albowiem uwielbiam tę autorkę, wszystkie jej książki, jak również jej Simona, który jest jedyny w swoim rodzaju. Nie było wyjścia - musiałam przeczytać książkę!
Odważ się zrobić pierwszy krok do spełnienia marzeń. Kto wie, może miłość czeka na Ciebie tuż za rogiem? Przecież wszyscy pragniemy tego samego: by ktoś nas pokochał.
cytat z okładki książki

PLAN ŻYCIA:
Przez najbliższe tygodnie nie będzie recenzji ani "Monologów". Wszyscy się cieszą, że nie ma nudy! (wstajemy i klaszczemy) Codziennie będziecie mogli ujrzeć post o ogólnym przesłaniu: moje wrażenia po danym opowiadaniu. Obiecuję, że nie będzie spojlerów! 

Jestem bardzo ciekawa, który zbiór opowiadań w większym stopniu przypadnie mi do gustu. Wszystko wyjdzie  na jaw już za ... dwa tygodnie? Chyba dobrze to wyliczyłam.

I już na sam koniec okrzyk bojowy rodem z kreskówki. Czy damy radę wytrwać ze mną? Tak damy radę!

2016-07-14

RECENZJA #Blagierka

Okładka książki Blagierka
Autor: Izabela Sowa
Tytuł: Blagierka
Liczba stron: 296
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Akapit Press







STRESZCZENIE:

Tytułowa bohaterka Amelia jest eurosierotą, licealistką i przy okazji albo i przede wszystkim zagorzałą ekolożką. Ma chłopaka, a przynajmniej wydaje jej się że go ma i go kocha. W szkole broniąc ekologii i wymyślając różne akcje, zostaje wybrana do prowadzenia strony o ekologii. Współpracuje z nią chłopak z Zarzecza, czyli tej biedniejszej i "gorszej" strony miasta. Nazywany jest on Krejzol przez swoich znajomych.
Żeby prowadzić razem tę stronę muszą się spotykać (moja logika) przez co zaprzyjaźniają się. Poznają też jedną gimnazjalistkę, która chce z nimi współpracować, a wszystko traktuje bardzo poważnie. Jakby od tego zależało jej życie.

Zdrowy, wolny człowiek jest skończoną całością. Nie musi się nikim dopełniać. Dopiero kiedy się zakocha, pęka na pół. I co gorsza ślepnie.
Izabela Sowa; "Blagierka"

MOJA OPINIA:

Oceniam książkę w skali od jeden do dziesięć na 4.
Książka wpadła w moje ręce przez przypadek, a najdokładniej była w polecanych książkach w mojej bibliotece to stwierdziłam, że sobie poczytam. Po około pięćdziesięciu stronach uświadomiłam sobie że to już czytałam. Ale czemu by nie przypomnieć sobie co się działo dalej i nie odkładać książki? I tak wspominałam sobie wszystkie wydarzenia i odkrywałam nowe bądź zapomniane wątki.
Książka wywarła u mnie mieszane odczucia. Trochę mi się podobała, a trochę nie.

Po pierwsze, nie mogłam zrozumieć dlaczego Amelia nazywana "Paris" okłamywała całe swoje otoczenie. Rodzice, którzy żyli w Wielkiej Brytanii nie wiedzieli o niej prawie nic. Do rozmowy z nimi zakładała kapcie i sprzątała pokój w zakresie kamerki internetowej. Nie wiem co ona sobie wyobrażała. Przecież rodzice i tak dowiedzą się o wszystkim. Amelia nawet swoim znajomym wciskała kit, że u niej wszystko OK. Nie mogę tego pojąć. Przecież nikt nie poradził by sobie z takim nadmiarem kłamstw. Nie można z nikim porozmawiać szczerze, bo wszyscy nam bliscy znają inny przebieg zdarzeń.
NP. Chwila co ja mu mówiłam, że moi rodzice są w Wielkiej Brytanii, czy może jednak w Norwegii?  Może już nie pamięta? Ach trudno. (to dialog wewnętrzny, który na pewno miał miejsce w głowie dziewczyny)

Kwestia Bonda jej niby chłopaka rozśmieszyła mnie. Nie, to wygrywa ze wszystkim co w tej książce się pojawiło. Ona myślała, że to jest jej chłopak, chyba z rok wydawało jej się, że chodzą razem. I że on ją kocha. Prawda jednak okazała się gorzka. Ale tak prawdę mówiąc to przydał się taki szok głównej bohaterce. Przestała przez to być królewną, która ma wszystko. Pomógł temu też "Krejzol", który pochodził z całkowicie innego środowiska niż Amelia. Takie zderzenie dwóch światów na szczęście nie spowodowało wielkiej eksplozji. Co za szczęście.

"Krejzol" był osobą z którą po pewnym czasie mogłabym się zaprzyjaźnić. Mimo że był on zamknięty w sobie w gronie znajomych otwierał się i był prawdziwym sobą. Chciał udowodnić też sobie, że potrafi więcej niż jego ojciec, który w niego nie wierzy. Nauczył się przyszywać guziki, naprawiać sprzęty domowe. Wszystko żeby ułatwić swojej mamie życie.

Kwestia zapisu historii "Blagierki": Tutaj jest kilka rzeczy do których się przyczepie, bo od dłuższego czasu nie czytałam aż tak przepełnionej błędami książki. Dialogi niektóre zaczynały się od pauzy inne od nowego akapitu i musiałam czytać niektóre fragmenty kilak razy. Przecinków też często brakowało. Książka nie była podzielona na rozdziały, wszystko było napisane jako jeden tekst. Nie wiedziałam gdzie jest główna bohaterka i zrazem narratorka: w domu czy dalej w szkole. A może Amelia się teleportowała?

(...) Jesteśmy traktowani jak stado, któremu można wcisnąć każdą bzdurę. Bo stado nie myśli. I nie pamięta...
Izabela Sowa;Blagierka

Jak wcześniej wspomniałam Amelia i "Krejzol" zajmowali się projektem o ekologii. Dziewczyna wszędzie szukała ekologicznych przedmiotów i produktów żywnościowych. W Internecie znała prawie wszystkie strony na ten temat, robiła tam zakupy: mata bambusowa do jogi - czemu nie?, chipsy z egzotycznych owoców - chętnie. Nawet kupiła jakąś ekologiczna bluzę. Wydaje mi się, że to już jest uzależnienie, jeśli od ekologii i ochrony środowiska można się uzależnić. Czytając rozdziały, w których omawiali jak ma wyglądać strona, co chwilę w myślach powtarzałam: dobry pomysł, hmm, ciekawe rozwiązanie itp.

Podsumowując: Książka, która mówi o ekologii (bo to własnie wydawało mi się najważniejsze) tylko pod tym względem zostanie przeze mnie zapamiętana.O innych rzeczach chcę jak najszybciej zapomnieć. Tak chyba będzie lepiej...

2016-07-12

RECENZJA #Między książkami

Okładka książki Między książkamiAutor: Gabrielle Zevin
Tytuł: Między książkami
Tytuł oryginału: The storied life of A.J.Fikry
Tłumaczenie: Łukasz Witczak
Rok wydania: 23 lipca 2014
Liczba stron: 268
Wydawnictwo: W.A.B.
opublikowane na: lubimyczytac.pl








STRESZCZENIE:

Amelia to nowa, pełna energii przedstawicielka handlowa wydawnictwa Pterodactyl Press. Wybiera się do jedynej księgarni położonej na wyspie Alice Island, której właścicielem jest zrzędliwy Ajay, by zaprezentować mu ofertę zimową. Pierwsze spotkanie nie kończy się powodzeniem. Jednak muszą się spotykać, bo księgarnia działa cały czas, a do tego są potrzebne nowe, popularne książki, a nie omszałe starocie wyciągnięte po dziesiątkach lat z kartonu.
Ajay zmienia się, gdy do jego księgarni trafia mała, dwuletnia Maja z listem od swojej mamy, z prośbą o opiekę nad dziewczynką. Mężczyzna nie chce jej oddawać do opieki społecznej, sam chce być jej ojcem. Chce zmienić też w swoim życiu kilka innych znaczących wiele rzeczy. Ten nastrój zmian sprawia, że inni mieszkańcy wyspy również przechodzą metamorfozę, otwierają się na nowych ludzi i na wzajemną pomoc.
Odgradzamy się od ludzi, bo myślimy, że jesteśmy nie do pokochania, lecz myślimy tak dlatego, że jesteśmy odgrodzeni od ludzi. Nie znacie dnia ani godziny, ale kiedyś idąc ulicą, spotkacie tego kogoś. I zostaniecie pokochani, bo pierwszy raz w życiu nie będziecie sami. Odrzucicie samotność.
Gabrielle Zevin; Między książkami

MOJA OPINIA:

Oceniam książkę w skali od jeden do dziesięć na 8.
Spodziewałam się książki o miłości, zwykły romans tylko, że rozgrywający się w bibliotece/księgarni miedzy najróżniejszymi książkami. Zakazana miłość, nagłe zmiany, słodkie wyznania uczuć, pocałunki przy czytaniu - "klasyka romansowa". A dostałam coś podobnego, a zarazem bardzo innego. Miłość była na pierwszym planie, ale niekoniecznie miedzy mężczyzną i kobietą. Przeważało uczucie pomiędzy członkami rodziny, znajomymi, którzy się nawzajem wspierali. Szczerze mówiąc tego potrzebowałam. Zwykłej NIEZWYKŁEJ książki o życiu. Nie ma tam super mocy, walki z polityką. Za to jest rodzina, która dla każdego człowieka jest  najważniejsza. Przyjaźnie, które tworzą się w przeróżnych sytuacjach i przez to, że są takie oryginalne trwają zawsze i na zawsze.

Może ta książka nie spowodowała u mnie nagłego wylewu wodospadu łez, ale sprawiła, że chwilę się zastanowiłam. Czy nasze wybory zostaną kiedyś docenione? Czy to co zrobimy (nawet pomoc starszej osobie z wniesieniem zakupów po schodach) ma jakiś wpływ na nasze życie? Czy jeśli kogoś kochamy to zostaniemy z nim na zawsze, czy kiedyś zostaniemy rozdzieleni? Czy nasze odejście zmieni coś w życiu bliskich?
Tych pytań było więcej, ale nie będę pisała Wam wszystkich. Będzie pretekst, żeby sięgnąć po książkę i przeczytać ją, by wymyślić pytania i  by znaleźć odpowiedzi.
Żaden człowiek nie jest wyspą.
Każda książka jest wszechświatem.
Gabrielle Zevin; Między książkami
Okładka jest niesamowita i o niebo lepsza od tej oryginalnej, która w ogóle mi się nie podoba. Ta, w którą obleczona jest książka, trzymana przeze mnie aktualnie w lewej ręce, wydaje się być bardziej związana z tematem utworu. W końcu są na niej książki! Mnóstwo książek! A ta "niedbała czcionka", która całkowicie odbiega od tych które znam z innych ksiażek. Jak dla mnie jest ona idealna, gdyż jak wiadomo w książkach nie ma nic prostego, wszystko jest pokręcone, połączone ze sobą, a niekiedy owiane tajemnicą.

To inna okładka, ale jest cudowna!
Czy dziecko, takie malusieńkie jak kruszynka może zmienić COKOLWIEK w życiu zwykłego, przeciętnego człowieka? Tak, oczywiście. Wystarczy, że będzie się Mają. Chociaż każde dziecko potrafi powiedzieć coś, co osobę dorosłą dosłownie zwala nóg i pojawiają się myśli typu: "Dlaczego ona to wie i rozumie, a ja nie. Przecież ona jest jeszcze dzieckiem, a ja jestem już doświadczonym dorosłym człowiekiem!"
Maja już od pierwszej chwili, gdy się pojawiła w księgarni zmieniła wszystko. Nie coś, przecież jak zmiany to w każdej płaszczyźnie życiowej. Ajay zaczyna wreszcie myśleć, że ma po co żyć. Nie jada już tylko zakupionych, sztucznych posiłków i nie upija się po nocach. Maja pomaga mu nabrać odwagi by spotkał się z Amelią, którą sama polubiła.
Księgarnia zaczyna żyć nowym życiem. Większość mieszkańców przychodzi, żeby się spytać jak się czuje Maja i przy okazji kupuje książki. Powstają nowe kluby czytelnicze, przykładowo policjantów. I przede wszystkim rozwija się kącik z książkami dla dzieci i młodzieży który prowadzi Maja. Poleca innym dzieciom książki, sama przegląda je, wymyślając swoje historie na podstawie obrazków. Aż samemu chce się usiąść i poznawać te nowe historie razem z dziewczynką.

W  książce był często wspominany jeden autor. Udało mi się jakoś wypatrzyć go pośród takiego ogromu nazwisk i imion. Był to Edgar Allan Poe. Jedyny autor, którego znam choćby jeden utwór, a to wszystko za sprawą wydawnictwa Wymownia, które przysłało mi do recenzji kilka jego  nowel. Wreszcie nie czułam się "nie w temacie", rozumiałam z czego się śmieją bohaterowie, mówiąc o nim i mogłam porównać swoje opinie. Pozostałych nie kojarzyłam w ogóle, chyba że nie istnieli, tylko byli fikcją literacką... ale nawet nie sprawdzałam.
Czytamy, bo chcemy czuć, że nie jesteśmy sami. Czytamy, bo jesteśmy sami. Czytając, nie jesteśmy sami. Nie jesteśmy sami.
Gabrielle Zevin; Między książkami
Polecam serdecznie tę książkę wszystkim książkoholikom, a także tym, którzy pierwszy raz od dłuższego czasu sięgną po jakąkolwiek książkę. Dlaczego nie zrobić powrotu z przytupem?

Przypominam o konkursie!

2016-07-10

KONKURS URODZINOWY

Surprise!
Wczoraj mogliście przeczytać wylewny post na temat roku blogowania, a dziś prezentuję Wam konkurs. Wiem, że nagroda to nie jest bestseller ostatnich czasów, ale ta książka jest bardzo ciekawa, o czym możecie się przekonać, czytając moja recenzję "Kołyski". 

BANER KONKURSOWY
Zasady konkursu:
1. Organizatorką i sponsorką nagród jestem ja, właścicielka bloga Przemyślenia ZaczytanejBelli.
2. W konkursie nagrodą jest jedna książka: "Kołyska". (Czytana raz przeze mnie; z mojej biblioteczki.)
3. Jest tylko jeden zwycięzca!
4. Zwycięzca będzie wybrany drogą losowania.
5. Uczestnik konkursu może zgłosić swój udział tylko raz.(jeden komentarz)
6. Losowanie odbędzie się dopiero przy 10 chętnych uczestnikach.
7. Adres zwycięzcy musi znajdować się na terenie Polski. Nie wysyłam książek za granicę.
8. Konkurs trwa od 10.07 do 10.08 do godziny 23:59.
9. Zwycięzca zostanie ogłoszony w osobnym poście, w ciągu tygodnia od daty zakończenia konkursu.
10. Po ogłoszeniu zwycięzcy wyślę do niego maila z prośbą o adres do wysyłki. Jeśli w ciągu czterech dni nie otrzymam odpowiedzi, nagrodę otrzyma kolejna wylosowana osoba.
11. Aby wziąć udział w losowaniu, należy:
*napisać zdanie z tytułem jakiejkolwiek książki np. Leżąc w łóżku, spoglądałam na KOŁYSKĘ ustawioną po drugiej stronie pokoju.
*podać swój adres mailowy
*być obserwatorem bloga
 *udostępnić banner konkursowy  na swoim blogu lub w Google+ wraz z linkiem do tej strony
12. Wzór zgłoszenia wygląda następująco:
Zgłaszam się!
Moje zdanie: (np.Leżąc w łóżku, spoglądałam na KOŁYSKĘ ustawioną po drugiej stronie pokoju.)
Mój e-mail: (podaj adres mailowy)
Obserwuję blog jako: (nick, pod którym obserwujesz blog)
Udostępniam banner: (link do miejsca, w którym udostępniłeś banner)
13. Zgłoszenia przyjmuję wyłącznie w komentarzach pod tym postem.
14. Jako organizatorka, zastrzegam sobie prawo do zmiany zasad konkursu w czasie jego trwania.
15. Udział w konkursie oznacza akceptację regulaminu.
16. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr4, poz. 27 z późn. zm.)

Happy Hunger Games!

*użyte grafiki: tło, okładka.

2016-07-09

MONOLOG Z KSIĄŻKĄ W DŁONI *Urodziny bloga*

Hejka!
Wyobraźcie sobie, że już rok jestem z Wami i cały czas mam energię, żeby dalej pisać, mimo że zazwyczaj moja motywacja i zapał wypalają się po kilku próbach. Jednak czytanie i pisanie to jest coś, co kocham całym sercem i nigdy tego nie opuszczę!

Najpierw odśpiewam sobie znane wszystkim: 
Stooooo laaaat, stoooo laaat, nieeech żyyyjee naam! A ktoo?...ZaczytanaBella!

To już mamy za sobą moje cudowne śpiewy. Ufff. :)

źródło

POCZĄTKI

Na początku był chaos. Chyba nic nie powstaje od początku uporządkowane i zaplanowane. Moje bloga też to nie ominęło. Pierwsze recenzje były... Nawet nie można tego nazwać recenzjami. To tylko kilka zdań połączonych w całość, która nawet nie była spójna. To było straszne. Nie zagłębiajcie się w tak odległe zakątki mojego bloga, choćby korciło Was niemiłosiernie. Z tego powodu nie zaczęłam swojego blogowania wielkim bum, lecz spokojnie z dnia na dzień odkrywałam tajniki bloggera. Można zmieniać czcionki! Można wstawiać cytaty! I tak mijały kolejne tygodnie, a ja nabywałam coraz większego doświadczenia. Teraz pewnie myślicie, że po co ja się brałam za blogowanie, nie wiedząc podstawowych rzeczy. Odpowiedź jest bardzo prosta. Uwielbiam poznawać nowe rzeczy i próbować znaleźć idealne miejsce dla siebie.

TERAZ

Teraz czas na statystyki. 
Ten cudowny i przeuroczy post (nie ma to jak zachwalać samego siebie) jest 142 postem opublikowanym na blogu. Pojawiło się 47 recenzji, 4 notatki z serii "Seri(al)owo" oraz 50 "Monologów z książką w dłoni". 

Na ten moment Przemyślenia ZaczytanejBelli posiadają 110 stałych czytelników, którym bardzo dziękuję za wsparcie w postaci miłych komentarzy oraz szczere opinie pod moimi opowiadaniami i innymi postami. 

Odwiedziliście mnie łącznie 28 400 razy pozostawiając po sobie 2355 znaków w postaci komentarzy.

Najwięcej z Was przeczytało posty:
RECENZJA #FARMIKOWO OPOWIADANIE+ĆWICZENIA (690)
OPOWIADANIE - LARA I ALEC (637)

Nawiązałam współpracę z trzema wydawnictwami:
Pascal
ColorfulMedia
Wydawnictwo Wymownia

źródło

PRZYSZŁOŚĆ

Na pewno nie skończę na jednym roku blogowania, gdyż moje zaplanowane posty sięgają już listopada, więc: Strzeżcie się!
W wakacje, jak już pewnie zauważyliście, wprowadziłam dwie recenzje tygodniowo, a przez następne dwa tygodnie będą posty dotyczące książki pod tytułem: "Ktoś mnie pokocha" w podobnej formie jak przy "Podaruj mi miłość". Od września będą też raz w miesiącu posty z nowościami wydawniczymi, które mnie zaciekawiły (muszę wymyślić jeszcze nazwę). "Monolog z książką w dłoni" dalej pozostaje na swoim miejscu, gdyż nie wyobrażam sobie jakby mogło go zabraknąć. Pojawi się teraz więcej postów na temat moich ulubionych wykonawców muzyki, aktorów oraz autorów książek. Nie zabraknie również śmiesznych postów, które nie są śmieszne oraz TAGÓW.

I na koniec chciałam Wam jeszcze raz bardzo, bardzo, bardzo podziękować za to, że jesteście!  
Macie ode mnie ogromnego przytulaska :)
źródło
Jutro dodatkowy post, a wraz z nim ogromna niespodzianka! (to brzmi jak reklama z kolorowej gazety)

Do zobaczenia!

2016-07-07

RECENZJA #Z dala od zgiełku

Autor: Thomas Hardy
Tytuł: Z dala od zgiełku
Tytuł oryginału:Far from the Madding Crowd
Tłumaczenie:Róża Czekańska-Heymanowa
Liczba stron: 480
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
opublikowane na: lubimyczytac.pl






STRESZCZENIE:

W XIX wieku, w Anglii żyła sobie pewna niezależna od nikogo kobieta. Nie szukała miłości, chciała zająć się tylko pracą i powierzonym jej gospodarstwem. Była to Betsaba Everdeene. Na jej nieszczęście, albo i szczęście znalazło się trzech zalotników. Każdy inny, każdy z innym majątkiem i różnym charakterem. Gabriel Oak - farmer, który został bez grosza przy duszy i musiał szukać pracy, trafiając ostatecznie na gospodarstwo Betsaby. Sierżant Franciszek Troy - wojskowy, który szukał tylko zabawy, i przelotniej miłości, gdyż na stałe uczucie nie było go stać. I na koniec został sąsiad pan William Boldwood, który zakochał się od pierwszego wejrzenia i nie mógł się pogodzić z odpowiedzią jaką otrzymał.
Którego z tych mężczyzn wybierze Betsaby? A może zostanie dalej sama, ignorując miłość wdzierająca się do jej życia z każdej strony?
Bezpieczniej jest korzystać z pierwszej nadarzającej się sposobności i bez namysłu zastosować się do niej, niż mieć plan gotowy i czekać, kiedy uda się wprowadzić go w czyn.
Thomas Hardy; Z dala od zgiełku


MOJA OPINIA:

Oceniam tę książkę w skali od jeden do dziesięć na 3.
Czy wy też czasem macie tak że wszędzie słyszycie o pewnej książce - wszyscy o niej mówią, powstał na podstawie niej film, który fajnie byłoby obejrzeć, a do książki was w ogóle nie ciągnie. Gdy już macie tę książkę w ręce i się zastanawiacie czy ją wypożyczyć/kupić, czy jednak zostawić. Po pewnym czasie podejmujecie tą ważną decyzję - zabieracie ją ze sobą do domu. Czytacie. I wiecie, że to była pomyłka życia. Ja własnie tak miałam z tą książką, ale postanowiłam ją przeczytać. Czemu nie, przecież mnie to nie zabije. Przejdźmy do mojej opinii...

Zdania w tej książce były długie, a opisy rozległe. Na dodatek bardzo mało było dialogów. Wszystko przeciw mnie. Lecz dałam radę i przemęczyłam to. Czasami warto było poznać niektóre opisy. Znalazły się też zdania, które ratowały kilka stron bez ani jednego dialogu. Ale ciągle były to wyjątki! Cały czas kojarzyło mi się to z lekturą szkolną pt."Krzyżacy", gdzie wszystko było, jak dla mnie, laniem wody.

Tylko Gabriel Oak w tej książce był w stu procentach wykreowany. Wiedział czego chce, był pewny do czego dąży i się nie poddawał. Chociaż stracił wszystko, to się nie załamał. Szukał nowej pracy, nowej nadziei i nowego życia. Swoją miłość do Betsaby okazywał i mimo że ona jej od początku nie chciała przyjąć, kochał dalej. Miał w sobie wiele uczuć i emocji, które nie potrafiły go opuścić, cały czas szukały wyjścia - osoby, która je przygarnie i zrozumie.
Pozostali mężczyźni trafieni strzałą amora, czyli sierżant Troy i  farmer Boldwood nie posiadali tych ważnych cech. Wszyscy trzej zalotnicy byli od siebie całkowicie różni, mieli inne zamiary, różne pragnienia i inaczej rozumieli słowo MIŁOŚĆ.
Najczęściej jednak postanawiamy unikać złego dopiero wtedy, gdy zło poczyniło już takie postępy, że niemożliwością jest go uniknąć.
Thomas Hardy; Z dala od zgiełku
Głowna bohaterka, wokół której toczyła się cała akcja utworu - Betsaba była dla mnie całkowicie niezrozumiała. Nie mogłam jej polubić już od samego początku. Kolejne jej wybory miedzy innymi w kwestii miłości, sprawiały że jeszcze bardziej pogłębiała się moja niechęć do tej bohaterki. Nie była ona nigdy obdarzona miłością od innego mężczyzny przez co się zamknęła na to uczucie. Myślała, że poradzi sobie, jakoś przeżyje, pracując i myśląc tylko o gospodarstwie. jednak wiadomo, że to jest niemożliwe. Sama uległa temu, tylko dlaczego zakochała się w nieodpowiednim mężczyźnie! Spośród tych trzech, których miała do wyboru, wybrała tego, który mógł ofiarować jej najwyżej przelotny romans.
Betsaba była osobą, która gdy postawi na swoim to nigdy nie zmieni zdania. Jednak gdy na horyzoncie pojawiał się Gabriel Oak wszystko się zmieniało. Potrafiła go przeprosić, podziękować mu, a także poprosić.

I teraz chyba najwyższy czas przedstawić Wam, co mi się podobało w tej książce oprócz farmera Gabriela Oaka. To jest tylko jedna taka sprawa, lecz rozległa. Ostatnie cztery rozdziały przypadły mi do gustu, bardziej niż cała książka. Po pierwsze, dlatego że cała historia zakończyła się po mojej myśli. Aczkolwiek od początku książki wiadomo jakie będzie zakończenie, bo tylko jeden z mężczyzn starających się o rękę Betsaby jest szczegółowo opisany. Chociaż jak teraz myślę to SPOJLER: Gabriel i Betsaba nie pasują do siebie. Drugi powód jest taki, że to koniec "Z dala od zgiełku", który był dla mnie męczarnią. Nigdy tak długo nie czytałam jakiejkolwiek książki (nie licząc wcześniej wspomnianych "Krzyżaków").


FILM:

Film, pod tym samym tytułem, nie różnił się prawie w ogóle od książki. Tylko zakończenie było inne, bo komu by chciało się robić trzecie wesele w jednym filmie? Po za tym film oglądało się łatwiej niż czytało się książkę. Widocznie ta epoka nie jest przeznaczona dla mnie pod względem czytania.
Gabriel wyglądał na trochę starszego niż był w mojej wyobraźni. Pozostali zalotnicy nie za bardzo mnie obchodzili pod względem wyglądu, ważne, że od samego początku wiedziałam na kogo patrzyć i na kim się skupiać, a na kim nie. Jednak wąs sierżanta Troya był niesamowity.
Wydarzenie były przedstawione zgodnie z tym co zawierała książka. Poszczególne sceny miały takie same "domyślne tytuły" co rozdziały w książce. Wiec było wszystko zgodnie z planem wydarzeń książkowych.
Nie powiem żeby film był nudny, ale też nie zaliczał się do najwspanialszych. Jednak warto było go obejrzeć i porównać obraz filmowy z tym stworzonym w wyobraźni.


A Wy czytaliście tę książkę? Może akurat Wam się podobała?

2016-07-05

RECENZJA #Marsjanin

Autor: Andy Weir
Tutuł: Marsjanin
Tłumaczenie: Marcin Ring
Tytuł oryginału: The Martian
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Akurat
opublikowane na: lubimyczytac.pl








STRESZCZENIE:

Tytułowy bohater, czyli Mark Watney był jednym z sześciu astronautów, którzy wyruszyli na misję na Marsa. Właśnie: był. Po sześciu dniach marsjańskiej przygody pojawiła się bardzo silna burza, która była dla wszystkich astronautów niebezpieczna. Postanowili się ewakuować, lecz dla Marka nie był to udany manewr. Wszyscy z załogi myśleli że umarł, a on przeżył i chciał żyć, jak najdłużej to możliwe. Po kilku miesiącach pracownicy NASA odkryli ten fakt, który był przerażający. Wiedzieli, że muszą uratować Marka. Tylko jak to uczynić?
Wiecie co? "Kilowatogodzina na sol" jest upierdliwe w wymowie. Muszę wymyślić nową jednostkę. Jedna kilowatogodzina na sol to... może być wszystkim... hm... słabo mi idzie... nazwę ją "piratoninja".
Andy Weir; Marsjanin

MOJA OPINIA:

Oceniam książkę w skali od jeden do dziesięć na 10.
"Marsjanina" przeczytałam z dwóch powodów. Pierwszy to, jak wiadomo: film, który powstał na podstawie tej książki, a główny aktor został nominowany do Oscara, więc nie mogłam sobie odpuścić tej pozycji. Po drugie, Anita z kanału Reviews by Anita często przedstawiała tę książkę i mówiła jak to ona: "Rozpieracza system". Takim oto sposobem przeczytałam tę książkę i jak widać po ocenie nie zawiodłam się.

Ludzie mają różne odruchy. Warunkowe i bezwarunkowe. Jednak każdy z nas ma choć odrobinę współczucia i empatii względem drugiej osoby. Wydawało mi się, że czytając tę książkę uruchomią się one, aczkolwiek tak się nie stało. Na pierwszy plan wyszła radość i śmiech. To chyba nie tak powinno być. 
Mark będąc samemu na obcej planecie nie sprawiał wrażenia osoby pogrążonej w rozpaczy. Tryskał energią i optymizmem. To było dość dziwne zjawisko jak dla mnie. Miałam przygotowane chusteczki na wszelki wypadek, ale po kilku stronach czułam, że się w ogóle nie przydadzą.
Nie spotkałam jeszcze tak bardzo optymistycznej książki. Jestem całkowicie zachwycona! Nie wiem nawet co o niej napisać... ale coś wymyślę.
Rozplątałem łóżko Martineza, zabrałem na zewnątrz sznurek i przymocowałem taśmą do kadłuba, wzdłuż linii zaplanowanego cięcia. Tak, oczywiście, taśma klejąca działa w niemalże próżni. Taśma klejąca działa wszędzie. Taśma klejąca jest magiczna i powinna być czczona.
Andy Weir; Marsjanin
Może coś o Marku. Gdy był na Marsie, gdzie wszystko jest inne niż na Ziemi, wydawało mi się, że on też się zmienił. Ten klimat, brak ciśnienia, przyciągania grawitacyjnego i innych rzeczy (roślinek, zwierzątek oraz ludzi) sprawiały, że Mark dostawał wielką ilość pomysłów na raz. Nie ważne, że były niebezpieczne i zagrażały jego życiu. Zawsze jednak pozostawała szansa, że wszystko pójdzie dobrze w 100%. Często wczuwałam się w jego postać (wiem, brzmi to bardzo surrealistycznie), gdy coś rozwalał. Bardzo dobrze mu to szło. Sprzęty za kilkanaście miliardów dolarów - kilka chwil i już nie ma po nich nawet śladu. Zazdrościłam mu tego, że mógł to robić i nikt nie zwracał mu  uwagi. Ba, nawet NASA mu pozwalała. A ja jestem ograniczona do kartki papieru, albo czegoś równie mało wartościowego.
Mark wychodząc z Habu (swojego "mieszkania") musiał ubierać skafander, gdyż warunki na zewnątrz były niesprzyjające dla ludzkiego organizmu. Jednak ja przypominałam sobie o tym dopiero, gdy on wspomniał, że jest mu niewygodnie.Takie nagłe olśnienie, a sprawiało, że odczuwałam szacunek dla niego. Mark był wytrwały jak mało kto. Tyle co on zrobił w tym skafandrze, na pewno nikt jeszcze nie zrobił.
I tak przechodzimy do kolejnego punktu, którym jest łazik. Zawsze wyobrażałam sobie łazik, jako mały pojazd, do którego ledwo jedna osoba mogłaby się wcisnąć. Puszka wielkości człowieka szczelnie zamknięta - to był właśnie mój pojazd. A w tej książce był wielkości samochodu. W sumie, w filmie też - wygoda na najwyższym poziomie. 
Ta książka poza tym, że opowiada tak bardzo napawającą optymizmem historię, uczy. I to tych przedmiotów szkolnych, których ja najmniej rozumiem. A raczej nie rozumiałam. Pierwszy raz zdarzyło mi się rozróżnić energię egzoenergetyczną od endoenergetycznej. Uwiadomiłam sobie, że związek wodoru z tlenem wybucha, a w warunkach jakie stworzył Mark jest to wielkie BUM w porównaniu z tym, co widzimy w szkole w czasie doświadczenia.

Autor, Andy Weir ma niesamowity sposób pisania. Nie zajmuje się rozległymi opisami, lecz mówi wszystko prosto z mostu. Ta prostota sprawia, że każdy czytelnik przenosi się na Marsa i razem z Markiem walczy o przetrwanie.

Podsumowując: Musicie przeczytać "Marsjanina" choćby nie wiem co!

2016-07-02

MONOLOG Z KSIĄŻKĄ W DŁONI *zastosowanie książek*

Hejo!
Nie ma weny, nie ma weny. Jest północ jest wena! Tak to skutkuje - wystarczy, że chcę spokojnie zasnąć pojawiają się pomysły, których nie można nie zanotować. Tak oto powstał ten post. Myślę, że spodoba się Wam.
(Szykuje się niedługo podobny - nieśmiesznie śmieszny)

PODUSZKA

Ta wersja sprawdza się tylko przy książkach, które są nudne lub są lekturami, czyli w większości przypadków podchodzą też pod kategorię pierwszą. 
Komu nie udało się zasnąć przy czytaniu lektury szkolnej? Chyba każdy zdrzemnął się choć na kilka chwil czytając "Krzyżaków" bądź "Weisera Dawidka" czy inne dzieło literackie. W takich wypadkach poduszką była oczywiście książka aktualnie czytana. Ciężkie życie mają ci, co czytali "Zemstę" albo "Skąpca" i zmorzył ich sen, bo to był twardy sen - dosłownie i w przenośni. (Cienkie książki nie sprzyjają snom - niestety)

źródło

KRZESŁO 

Przeprowadziłeś się akurat do nowego domu i nie masz nic oprócz ścian, lampy i książek? Idealnie! Możesz wybrać sobie jedną książkę do czytania, a z pozostałych zbudować krzesło. Nic trudnego: wystarczy tylko ułożyć kilka egzemplarzy jeden na drugim, włączyć lampę i czytać. Pudła w samochodzie poczekają, a ty i tak masz wszystko co ci potrzebne.




KLIMATYZACJA

Upalny letni dzień. Nikomu nic się nie chce robić, więc zostaje czytanie książek. Tylko dalej jest gorąco. Na ten problem dobrym rozwiązaniem jest druga książka i najwyżej druga osoba do pomocy. Chyba każdy wie, jak używać ksiązki jako wachlarza. Powiew chłodu i od razu lektura staje się przyjemna.

WENTYLACJA W CZASIE KATARU

Obudziłeś się rano i męczy cię katar, jednak szafka z lekarstwami nie zawiera żadnego odpowiedniego preparatu dla ciebie.  Zostaje półka z książkami. Otwierasz książkę i kładziesz na twarzy. Nie dość, że nie dociera do ciebie światło, które drażniłoby twoje oczy, to czując zapach książek twój nos "przetyka się" i możesz znowu swobodnie oddychać. 
UWAGA! Książka w tej postaci może uzależnić oraz możesz ją ubrudzić, co na pewno nie będzie mile widziane.

źródło

DOM

Nie masz gdzie mieszkać? Ale, ale... masz książki, prawda? To się dobrze składa, gdyż możesz zbudować sobie dom! Wszyscy zachwycają się mieszkaniem w lesie i tym zapachem, który tam króluje, a ty będziesz miał zapach książek, ściany z książek, dach książkowy i meble ksiązkowe i jeszcze książki do czytania w wolnej chwili. Takie życie, to każdy bez wyjątku chciałby mieć. Nawet ci, którzy mówią, że nie lubią czytać, w takim mieszkanku powinni polubić. 

INNE

ZAKŁADKA
Czytasz książkę i musisz przerwać, ale nigdzie w pobliżu nie ma zakładki. Co zrobić? Panika. Strach. Uff, jest inna książka.  I już jest zakładka. 
ZBROJA
Posiadanie dużej ilości książek - przede wszystkim wojennych, gdyż to one są najbardziej dostosowane do takich właśnie zadań, spowoduje, że będziecie gotowi na atak zombie (które tak na prawdę nie istnieją), wojnę lub inny atak zbrojny. Przydatna rzecz - wystarczy tylko połączyć kilka książek w jedną całości, wziąć zakładkę jako broń i można walczyć. 

I jak mi poszło? 


MIŁEGO WEEKENDU!


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka