2016-12-21

RECENZJA #Szczęście do wzięcia

Autor: Jason F. Wright
Tytuł:Szczęście do wzięcia
Tytuł oryginału: Christmas Jars
Tłumaczenie:Zbigniew Kasprzyk
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 168
Wydawnictwo: WAM
opublikowane na: lubimyczytac.pl

OGÓLNIE O KSIĄŻCE:

Hope już od najmłodszych lat uwielbia pisać. Zaczyna od historii przekazywanych znajomym i kontynuuje swoją pasję w redakcjach gazet, awansując na coraz ważniejsze stanowiska. W Wigilię, którą spędza niestety bez mamy, jej mieszkanie zostaje ograbione, a ona sama znajduje słoik pełen drobnych monet. Postanawia się dowiedzieć skąd się on wziął i dlaczego pojawia się wśród najbardziej potrzebujących ludzi.
Oczywiście jak to dziennikarka stara się napisać o tym artykuł.
Życie zabrało mi mamę. [...] Nie mogę pozwolić, żeby zabrało mi też moje słowa.
Jason F. Wright; Szczęście do wzięcia

MOJA OPINIA:

Oceniam książkę w skali od jeden do dziesięć na 9.
Gdyby nie moja koleżanka, nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę, więc dziękuję Ci bardzo!
Co niby może się wydarzyć przez 168 stron? Okazuje się że bardzo, bardzo dużo. Nie ma wielu wątków, a te które występują, są genialnie ze sobą połączone. 

źródło
Idea Słoika Bożonarodzeniowego, która z jednej rodziny rozprzestrzeniła się, można powiedzieć, że na cały świat, urzekła mnie. Każdy w swojej kieszeni lub portfelu ma niezliczone ilości drobnych monet. Nie wiadomo co z nimi zrobić, gdyż w sklepie, przy kasie płaci się banknotami, żeby było szybciej. Poza tym ceny zazwyczaj wyglądają tak: 4,99; i ten grosik prawie nigdy nie ginie, ale w dużych ilościach to bogactwo. Można byłoby stworzyć górę groszówek, a Jason F. Wright podpowiada nam, co z nimi zrobić. Podzielić się z kimś, w tę jedną magiczną noc, zrobić coś miłego dla obcego człowieka, żeby on również mógł poczuć magię świąt Bożego Narodzenia. 
Ja również mam podobny słoiczek, na razie bardzo malutki, ale trochę inne ma zastosowanie. Planowałam wydać zebrane monety na książkę albo prezent dla samej siebie. Takie prywatne kieszonkowe. Ale teraz nie wiem jaka będzie przyszłość słoiczka. 

Rodzina Maxwellów już od początku była przedstawiona, jako taka, która nie boi się niczego. W sensie, że nie straszny im gniew i złość, gdyż kochają się i wiedzą, że tak będzie zawsze, mimo wszystkich kłótni i sprzeczek. Biło od nich dobro i szczęście. Nie było dla mnie zdziwieniem, że Hope chciała z nimi przebywać, gdyż została sama, a Maxwellowie tworzyli jej nową rodzinę. Od razu weszła w ich życie i nie była odpychana, tylko dostawała wiele pomocy i wsparcia.

Zazwyczaj w filmach i książkach spotykam się z tym, że rodzice adopcyjni informują swoje dzieci o tym, dopiero, gdy wkraczają w dorosłość. Nie wiem, na co oni czekają, przecież niczego nie zmienią, a prawie 18 lat ukrywania prawdy to nie jest dobry wybór. Byłam bardzo zaskoczona tym, ze chociaż tutaj autor dał inny przykład. Hope dowiedziała się o swojej przeszłości prawie na początku, nie przeżyła przez to wielkiego szoku i była wdzięczna swojej mamie, że się nią zaopiekowała. 
Proszę pana, połowa, a może nawet więcej tuszu zużywanego przez moją gazetę idzie na opisywanie niezliczonych chorób tego świata. Na każdej stronie piszemy o ludzkich słabościach. Jako osoba, która zna ten fach od środka, jestem tym już zmęczona. (...) moim zdaniem po prostu tak niewiele... tak niewiele jest pozytywnych wiadomości, że powinniśmy pokazywać... nie, powinniśmy eksponować dobro,kiedy tylko nadarza się okazja. Możemy przypomnieć ludziom, że w świecie-także w naszym mieście-jest wiele dobrych uczynków.
Jason F. Wright; Szczęście do wzięcia
Marzyłam zawsze o pracy dziennikarskiej, gdyż to własnie w tej dziedzinie mogłabym się spełniać. Hope, jak już wcześniej wspomniałam była dziennikarką. podobało mi się w niej to, że tak wytrwale dążyła do swojego celu, do znalezienia się na pierwszej stronie gazet i szacunku ze strony czytelników. Było to dla niej spełnieniem marzeń. Poza tym nie szukała dla siebie łatwych artykułów, tylko trudne, kontrowersyjne, takie które zmienią nie tylko jej życie, ale może i odbiorcy zastanowią się nad danym tematem. Teraz bohaterka książki "Szczęście do wzięcia", właśnie Hope będzie moim autorytetem w sprawach dziennikarskich.

Tytuł polskiego wydania jest dobry, ale oryginał jest o wiele lepszy. "Christmas jars" oddaje cały sens i istnienie tej książki. Trochę żal że zmieniono tytuł i okładkę, która również była niczego sobie.

Podsumowując: "Szczęście do wzięcia" to wzruszająca, a zarazem pełna radości z życia książka, którą warto przeczytać bez względu na porę roku i dnia. Wystarczy tylko kilka godzin i w szczególnych wypadkach paczka chusteczek.

2 komentarze :

  1. O tej książce już słyszałam, jednak nie miałam pojęcia o tym, iż jest taka dobra. Podoba mi się wspomniana idea słoiczka. Ja sama mam w domu wiele monet (1,2,5 groszy - w sumie ze 3 kg tego będzie) i chętnie bym kogoś tym obdarowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry uczynek w czasie Świąt to chyba odpowiednia opcja dla każdego :)

      Usuń

Zostaw po sobie znak. Tylko nie Mroczny Znak. ^^
Komentuj, wyrażaj swoje opinie, bądź aktywny. Wiesz, ile to daje szczęścia dla mnie? Każdy komentarz to wielkie wydarzenie. Nie jesteś tylko komentatorem. Jesteś najważniejszą osobą, jaka jest na świecie.
Dziękuje bardzo, że czytasz moje recenzje i przemyślenia. Czuję się tym zaszczycona :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka