2017-07-25

INDEKS SZCZĘŚCIA JUNIPER LEMON /opinia

Autor: Julie Israel
Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Tytuł oryginału: Juniper Lemon's Happiness Index
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Data wydania: 5 lipca 2017
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: IUVI


OGÓLNIE:

Juniper Lemon stara się wieść dalej życie po śmierci siostry. Jednak już pierwszego dnia szkoły gubi fiszkę z bolesnym wyznaniem, którego nikt nie może zobaczyć. Nikt! Zmuszona przez sytuację wybiera się do kontenerów ze śmieciami na poszukiwanie zaginionego skarbu. W ciągu roku szkolnego bez siostry dziewczyna poznaje grupę osób, ale czy ta relacja na pewno jest szczera?
Dodatkowo Juniper pragnie dowiedzieć się kim jest tajemniczy TY. 
- A jeśli się boję? - szepczę.
- Wszyscy się boimy, Juniper.
Indeks szczęścia Juniper Lemon; Julie Israel; 305

MOJA OPINIA:

Jestem zauroczona. Nie dość, że cudna okładka, wnętrze również zadowalające, ba, zachwycające!
Porównanie autorki do Greena i Nelson to strzał w dziesiątkę. Gdyby połączyć humorystyczne komentarze i barwne emocjonalne opisy, wymieszać i dosypać szczyptę notatek, listów i fiszek powstanie "Indeks szczęścia Juniper Lemon". Nie myślcie jednak, że ta książka to puste odwzorowanie znanych schematów - Julie Israel stworzyła coś całkiem nowego, niezwykłego, wow.

Wśród grupy bohaterów, jaką tworzyli uczniowie i nauczyciele szkoły, łatwo dostrzec kilka postaci, które są szczególnie ważne dla całokształtu "Indeksu szczęścia Juniper Lemon". Stanowią oni grono osób z różnymi wartościami i zainteresowaniami, ale potrafią się porozumieć, widoczna jest między nimi więź. Polubiłam każdego z nich, ale moje serce skradł Brand. Rozrabiający muzyk, który tak naprawdę, pod wszystkimi warstwami ochronnymi i tarczami jest wrażliwym chłopakiem. To odkrycie było niezwykłe, bo okazało się, że pozory tworzone przez Branda latami, mylą. Od razu zapragnęłam poznać jego postać bliżej. Razem z Juniper chciałam go zrozumieć i znaleźć całe to ukryte bogactwo. 
Natomiast Juniper ślepo wierzyła, że istnieje jakiś sposób na odzyskanie siostry. Podjęła kilka nieodpowiednich decyzji, ale mimo to uważam, że została dobrze wykreowana, a to jest najważniejsze. Chciałabym mieć taką przyjaciółkę, naprawdę.

Dialogi prowadzone przez autorkę były magiczne - podobnie jak komentarze i narracja. Można było wyczuć w nich buzujące emocje, co prowadziło do wybuchu śmiechem albo łzami. Wszystko zależało od sytuacji. Kto by wpadł, żeby m&m's wykorzystać jako walutę? Grzebać w śmietniku? To już najwyższy stopień desperacji, ale zabawny jak mało co. Dalej się śmieję, wyobrażając sobie Juni krążącą wokół resztek obiadowych i innych odpadków. Niezapomniane! Jeśli jesteście ciekawi, jest tylko jeden sposób...

Sztuka i muzyka odgrywają w tej książce ogromną rolę. Juniper najczęściej zajmowała się zajęciami plastycznymi, wspominając siostrę. Możemy śledzić jak dziewczyna tworzy dzieła z udziałem znalezionych śmieci. Od razu sztuka nowoczesna (śmietnikowa zarazem) nabiera nowego znaczenia. Zamiast tworzenia rzeźb z butelek plastikowych Lemon organizuje przestrzenie w refleksyjne mapy. Wykorzystuje swoje fiszki "indeksu szczęścia", które nie były nawet głupim pomysłem. Zapisanie wydarzeń z minionego dnia i poddanie ich ocenie, może pomóc nam lepiej poznać siebie - a w tym przypadku Juniper. Tylko nie wyszukujcie tych dodatków wcześniej, bo cała książka może nie być już tak interesująca. Taki mały kawałek papierka, a wszystko zdradza...

Wydanie książki jest dopracowane na najwyższym poziomie. Podział rozdziałów był dla mnie zaskakujący. Spodziewałam się rozdziału pierwszego opatrzonego numerem 1, a nie liczbą 65. Jednak to wszystko ma sens. 
Autorka przygotowała poruszającą opowieść, która jako debiut powinna zajmować jak najwyższe miejsca. Juni i jej historia dołączają do moich ulubionych. Na pewno będę wracać nieraz do przygód w śmietniku albo miłości między bohaterami. Nie ominę żadnej okazji!

"Indeks szczęścia Juniper Lemon" czyta się bardzo szybko, jeden wieczór wystarczy by zrozumieć Juniper Lemon, jej problemy i trudności, a także motywacje. Każdy czytelnik znajdzie płynący morał z tej książki, który warto zapamiętać. 

Dziękuję serdecznie wydawnictwu IUVI za możliwość poznania Juniper Lemon i przeżycia roku wraz z nią. 

2017-07-22

KOCHAJĄC SERIALE /monolog z książką w dłoni

Hejka,
Dziś zapraszam na kolejną część o serialach! Chyba nie myśleliście, że na trzech się skończyło? 
Zresztą na sześciu też nie :)

źródło

SKAM

Serial, który zna każdy.
Serial, który jest krótki.
Serial, który jest wybawieniem po zapracowanym dniu.
"SKAM" opowiada o życiu uczniów w norweskiej szkole. W poszczególnych sezonach akcja skupia się na różnych osobach. Eva, Noora, Isak (on jest przepiękny!), Sana. Poznajemy całą historię, zazwyczaj połączoną z wątkiem miłosnym tylko z jednej perspektywy. Hmm, dla mnie najbardziej romantyczne i optymistyczne były podchody (nie można tego inaczej nazwać) Noory i Wilhelma. Kolejne miejsce zajmuje Isak, bo sprawił, że się wzruszyłam. Naprawdę, w ciągu kilku pierwszych minut odcinka potrafiłam się wzruszyć i trwałam tak do końca. To było bardzo dziwne.
Oprócz szkoły poznajemy też typowe miejsca imprez lub rodziny głównych bohaterów. Jest tak nastoletnio, bez żadnego nacisku z zewnątrz. Wszystkie wydarzenia wydają się spontaniczne i żywe, a przede wszystkim wiarygodne. Problemy poruszane są bliskie każdemu uczniowi, można się z nimi spotkać nawet w swojej szkole.
Chciałabym jeszcze sezon o Chris, bo ona jest genialna! Szkoda, że to już koniec :(
Jedyne czego mi brakuje to muzyki, jakiejkolwiek melodii czy dźwięku w tle. Czasami jest zbyt cicho!


źródło

AnnE

Polski tytuł to jest jeden wielki błąd, wiec go pomińmy.
Historia w serialu zaczęła się identycznie jak w książce. Dworzec, czerwone drogi, cichy Mateusz i gadatliwa Ania. Ten odcinek był w pełni sentymentalny i doskonały. Dosłownie zapierał dech w piersiach. Natomiast kolejne z minimalnymi zmianami również mi przepadły do gustu.
Gilbert i Ania, czyli jak kiedyś pisałam idealny związek. Czekałam na Gilberta. Całe trzy odcinki minęły zanim się pojawił i od razu było wielkie WOW. Gilbert grany przez Lucasa Zumanna był cudny, doskonale pasował do tej roli. A gdy wypowiedział "Marchewka" wszystko zaczęło się rozkręcać.
Pozostali bohaterowie również spełnili moje oczekiwania, emocje były widoczne na ich twarzach, a zachowanie odwzorowywało to co pamiętam z kart książki. Ich charakteryzacja również pokazywała realia epoki.
Całej akcji towarzyszyły niesamowite widoki i krajobrazy. Mimo że chwilę wcześniej wszyscy się spieszyli, następowało nagłe STOP, które pozwalało poskładać wszystkie wydarzenia w jedną całość.
Jedyne co mnie rozczarowało to zakończenie. Nie tego chciałam, ale przynajmniej można czekać na kolejny sezon!


źródło

13 powodów

Najbardziej znany i powszechny serial ostatnich miesięcy. Przygasił nawet trochę sławę "Riverdale", a to już jakiś znak.
Mimo że po każdym odcinku zdarzało mi się trochę ponarzekać, uważam, że warto poznać tę produkcję.
Podstawową sprawą, która wywołała moje oburzenie jest zmiana zachowań, charakterów oraz reakcji bohaterów na zaistniałą sytuację. W książce było inaczej! Wiadomo, spodziewałam się rozwinięcia wątków, nowych elementów, ale nie wyolbrzymienia i zmienienia najważniejszych aspektów - emocji! Jednak skoro zaczęłam, musiałam skończyć...
Aktorzy byli dobrani wzorowo do tej ekranizacji. Szkoła łączyła przedstawicieli wielu ras i narodowości, a każdy z nich w jakiś sposób był zaangażowany w sprawę Hanny Baker. Clay (Dylan Minnette) w swojej nieudolności był czasami nawet słodki :)
Podobnie w kwestii łączenia wspomnień z rzeczywistością. To było dopracowane, w pewnym sensie płynnie przechodziło się pomiędzy tymi dwoma sferami. Usłyszane z kaset nagrania stawały się realniejsze, a przez to ciekawsze.
Odcinków na razie jest 13 i każdy trwa godzinę. Według mnie optymalny czas i ilość. Nie widzę sensu robić kolejnego sezonu, no bo o czym? Poczekam, zobaczę.

Znacie któryś z powyższych seriali? Co sądzicie? 

2017-07-19

KRÓLEWSKA KLATKA /opinia


Autor: Victoria Aveyard
Tytuł: Królewska klatka
Tytuł oryginału: King's Cage
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
Cykl: Czerwona Królowa (tom 3)
Data wydania: 24 maja 2017
Liczba stron: 568
Wydawnictwo: Moondrive

Jeśli nie znasz serii, zapraszam na recenzję poprzednich tomów:

Ostrzegam przed obecnością spojlerów!

OGÓLNIE:


Mare pozostaje w niewoli, jest maskotką Mavena. Pozbawiona mocy i znieważona, nie poddaje się, stara się znaleźć drogę ucieczki. Wokół toczą się liczne wojny i spory. W kraju Czerwonych i Srebrnych nic już nie jest pewne. Czy Mare odzyska wolność? 
Nadzieja w sytuacji, gdy nie ma na nią miejsca, jest okrucieństwem.
Victoria Aveyard – Królewska klatka

MOJA OPINIA:

Na odpowiedź na powyższe pytanie trzeba czekać i czekać. Czekać. Czekać. Obracać strony książki. Czekać. Wymyślać alternatywne rozwiązania. Czekać. To naprawdę jest nużące. Jednak z drugiej strony, skoro czekałam półtory roku na otwarcie tej książki, kilka godzin nie powinno być dla mnie problemem. Gdy to odkryłam, czerpałam coraz większą przyjemność z czytania "Królewskiej klatki". Wchłaniałam wydarzenia, zachwycałam się i kibicowałam bohaterom. Musiało im się udać!

Powyższy akapit określa całą książkę, to jedno wielkie oczekiwanie, które prowadzi do kolejnego odliczania dni do premiery czwartego, ostatniego tomu. Teraz czas na trochę szczegółów.

Na pierwszy ogień idzie ogniste rodzeństwo, czyli Maven i Cal. W tej części mogłam bliżej poznać Mavena. Akurat trafiło na księcia, przepraszam, króla, którego niezbyt lubię. Poprzednie części przekonały mnie, że nie znajdę w nim ulubionego bohatera. Ale. Ale każdego trzeba poznać i dać mu szansę. Udało mi się poznać bliżej szalonego Mavena i uważam, że był naprawdę dobrze wykreowany. Nie wiedziałam czego się spodziewać po jego zachowaniu. Był nieokiełznanym (zakochanym) i nieosiągalnym władcą. Lubię to!
Natomiast Cala było za mało. Czekałam na rozwój jego postaci, a gdy nastąpił chciałam to wycofać. Myślę, że jakoś wszystko się wyjaśni... za kilkanaście miesięcy.

Zmiana i rozszerzenie narracji było dobrym i przemyślanym zabiegiem ze strony Victorii Aveyard. Mare, Cameron i Evangeline. Każda bohaterka posiadała inny charakter oraz reprezentowała oddzielną grupę. Tylko jedna cecha je łączyła - troska o rodzinę. Dzięki podzielonej narracji mogłam poznać cały obraz sytuacji w czasie niewoli Mare. Nie było przez to monotonnie, bo śledzi się zarazem dwór i działania Szkarłatnej Gwardii.
Potwory są najbardziej niebezpieczne, gdy się boją.
Victoria Aveyard – Królewska klatka (166)
Właśnie, dwór. Olbrzymie powierzchnie połączone ze sobą, stanowiły dla Mare tajemnicę. Każda nowo odwiedzana sala wywoływała inne odczucia lub przywoływała wspomnienia z pierwszego pobytu na zamku w całkowicie innej roli. Przepych albo prostota. Jako marionetka w rękach Mavena, dziewczyna poznawała też różne osobistości na uroczystościach. Kolejny raz barwnie przedstawiono poszczególne zdolności rodów Srebrnych, a także Nowych.

Mare w "Królewskiej klatce" można określić, jako chodzącą propagandę. Była wykorzystywana do najróżniejszych celów i zagrań politycznych Mavena. Brutalnie zmuszana i wykorzystywana wywołała wiele emocji. Byłam zszokowana dokładnością i precyzją działań króla i jego świty. W kwestii polityki, autorka rozwinęła wątek walki z Lakelandią oraz historyczne dzieje Norty. Sprytnie przekształciła wydarzenia z naszej historii i wplotła w fikcyjny świat. Uważam to za udane!

Wielu narzeka na rozciągłość i przedłużanie w "Królewskiej klatce". Natomiast mi się to niezmiernie podobało. Uwielbiam styl Victorii Aveyard, więc tylko się cieszyłam widząc ponad 500 stron stworzonych z jej słów. Każde zawiłości, pojedyncze wydarzenia, czy wątki były konieczne. Nie chciałam kończyć. Myślę, że i wy nie odpuścicie sobie tej książki! Nie wypada!

Czytaliście? Znacie tę serię?

2017-07-15

KOCHAJĄC SERIALE /monolog z książką w dłoni/

Hej,
Dawno temu pisałam, że obejrzałam wiele serialów. Chyba najwyższy czas trochę to opisać, prawda? 
Jesteście ciekawi?
Zapraszam!
źródło

Confess

Tak wiem, nie musicie mi tego mówić. Najpierw oglądnęłam serial, a teraz planuję czytać książkę. Wiem, że to był błąd, bo mam jeszcze większą ochotę na zasmakowanie stylu Colleen Hoover. Trudno.
Ten serial nie jest jakimś cudem wszechświata, obowiązkowym aspektem życia. Jednak patrząc na Owena wszystko nabiera sensu. Ogólnie historia mi się spodobała. Znowu został poruszony problem, który jest przez większość pomijany. Czytaliście książkę lub oglądaliście serial/film o walce o prawa do opieki nad ukochanym dzieckiem? Właśnie, nie. Colleen jeszcze raz połączyła przeszłość i teraźniejszość. Kolejny raz pojawiło się wszechobecne przeznaczenie. Właśnie za to ją uwielbiam.
Yhh, zeszłam z tematu....
Aktorzy według mnie, pasowali idealnie do swoich ról. Daję im plusa. Szczególnie na niego zasługuje Owen (Ryan Cooper) był  genialny, niesamowity, po prostu WOW.
W serialu pojawiło się wiele humoru, smutku, rozpaczy i miłości.

źródło

Lucyfer

Lucyfer (nikt się nie spodziewał, że będzie uroczym anglikiem) bierze urlop w Piekle i wybiera się na wakacje do Miasta Aniołów. Tam prowadząc klub nocny, odpoczywa, znajduje nowe cele i perspektywy. Stara się również pomagać miejscowej policji by być blisko Pani Detektyw, która jest dla niego nieosiągalna i której nie potrafi całkowicie poznać. Ich relacja jest powiewem świeżości wśród wszystkich schematycznych romansów.
Wątek boski, chyba tak można to nazwać jest bardzo intrygujący. Wydaje się trochę irracjonalny, ale z odcinka na odcinek wszystko powoli się tłumaczy, aż do kolejnego buuum!
Twórcy serialu wpletli do każdego odcinka jakieś morderstwo. To akurat jest doskonały dodatek dla mnie, zagorzałej fanki "Agentów NCIS" oraz "CSI: Kryminalne zagadki".  Kryminalne zawiłości nie zasłaniają jednak najważniejszej części serialu, czyli życia Lucyfera, jego miłostek, intryg oraz problemów.  Diabeł nawet stara się interpretować poszczególne sprawy w stosunku do swojej osoby, w czym pomaga mu doktor Linda Martin.
Jak  można się spodziewać w tym serialu nie brakuje ironii, zabawnych dialogów czy sytuacji.

źródło

Flash

Jak poznaję superbohaterów to wszystkich od razu, co nie?
Arrowa opisuję dokładnie w poszczególnych postach, ale teraz czas na Flasha, czyli Barry'ego Allena.
Jego historia nie zaczyna się od pięciu lat na wyspie tylko od wybuchu akceleratora. Zostaje obdarzony mocą super szybkości. Jednak nie tylko on, więc powstaje wielu metaludzi, z którymi musi się zmierzyć.
Ten serial ma całkowicie inną atmosferę niż Arrow.  Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że tu jest pogodniej i bardziej rodzinnie.
Drużyna Flasha, a szczególnie Cisco (gdy siorbie swoje napoje) przypadła mi do gustu. Ich system pracy był doskonale opracowany.
Doktor Harisson Wells już od pierwszych odcinków był bohaterem krzyczącym, oczywiście w przenośni, zaufajcie mi, a was zniszczę. Coś czuję, że on wywoła wiele erupcji, którym nawet Flash nie będzie mógł zapobiec...
W ogóle obecność kilku równoległych rzeczywistości była genialna. Tam można podróżować! Przenosić się! Istnieje ktoś podobny do nas! Ale czy na pewno?
Miłości w tym serialu nie brakuje, choć Flash jest na nią ślepy. Kiedy dostrzeże to, co jest najbardziej jaskrawe i widoczne?

Oglądacie te seriale? Inne? Piszcie!

2017-07-12

MAYBE SOMEDAY /opinia

Okładka książki Maybe Someday


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Maybe Someday
Tytuł oryginału: Maybe Someday
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Cykl: Maybe
Data wydania: 13 maja 2015
Liczba stron:440
Wydawnictwo: Otwarte




OGÓLNIE:

Wszystko zaczęło się od balkonu i prywatnego koncertu...
Sydney w dniu swoich urodzin straciła cały swój dobytek, nie tyle fizyczny, co psychiczny. Nie ma teraz nikogo bliskiego. Jest sama.
Na horyzoncie, a dokładniej na balkonie pojawia się chłopak z gitarą, który ofiaruje jej swoją pomoc równającą się z mieszkaniem. Nie zdradza tylko kilku istotnych spraw...
Wszystko wskazuje na postępujący romans, ale czy na pewno?
Nie cierpię swoich uczuć. I nie cierpię swoich wyrzutów sumienia. Jedne i drugie prowadzą ze sobą ciągłą wojnę, a ja nie jestem pewna, ku czemu powinnam się skłaniać.
Colleen Hoover – Maybe Someday

MOJA OPINIA:

Colleen Hoover to autorka książek, która wszystko zmienia. Z jej powodu przechodzę przez wszystkie stany emocjonalne. Jednak nic nie powstrzymuje mnie od czytania kolejnych książek jej autorstwa. (Nie zaliczając mojej dwumiesięcznej przerwy, kiedy przygotowywałam swoją psychikę na kolejne doznania.)
Niedawno albo dawno, czytałam "Maybe Not", czyli kontynuację lub część historii łączącą się z bohaterami "Maybe Someday". Znając postacie pobieżnie, nie wiedziałam czego dokładnie się spodziewać. Zwariowanej książki czy wyważonej lektury?

Tym razem los skierował mnie w stronę "Maybe Someday". Kolejnej książki, którą będę zachwalać. Wywyższać. Jak możecie się spodziewać dołączę także do osób, które stawiają ją na podium. Gdy ją przeczytacie zrozumiecie, że nie ma innej opcji. To jest autentyczne cudo!

Kolejne rozdziały pisane z perspektyw Ridga i Sydney są wypełnione wieloma sprzecznymi uczuciami. Każda scena stworzona przez Hoover wydaj się być żywa, jakby naturalna. Dodatkowo ważną kwestią jest komunikacja. Uważam, że żeby coś zaistniało musi być choć minimum interakcji. W "Bez słów" Mia Sheridan wprowadziła znajomość języka migowego, a tutaj Colleen Hoover SMS. Rzadko spotykane w książkach wprowadzenie innych form wypowiedzi, urzekło mnie. Czytanie prywatnych rozmów (zapisanych, nie wypowiedzianych) było o wiele bardziej intymne. Przecież pisząc jesteśmy bardziej szczerzy, niż rozmawiając twarzą w twarz. Te wyznania były osobiste i zawierały wiele tajemnic z przeszłości. Naprawdę, czarująco!
(…) Ktoś mi kiedyś powiedział, że cierpienie stanowi doskonałą inspirację. Niestety, miał rację.
Colleen Hoover – Maybe Someday
Następny równie cudowny element "Maybe Someday" to muzyka. Tak można ogólnie określić to, co tworzyli bohaterowie. Muzyka. Poszczególne teksty pisane przez nieszczęśliwie zakochanych biły emocjami. Nawet wyrwane z kontekstu miały siłę. Oczywiście ja, jak to zwykle bywa, najpierw przeczytałam teksty utworów, ich tłumaczenie i zrobiłam swoją własną interpretację, a potem kolejną już wraz z bohaterami. Gdy jesteście ciekawi jak te utwory brzmią zapraszam tutaj.

Teraz czas na chwilę zachwytu (kolejną). Gdy Ridge przychodził do pokoju Sydney z gitarą w ręku od razu wiedziałam, że wydarzy się coś, co zaburzy wszystko do tej pory odczuwalne. Wiele erupcji, wybuchów i ... niechcianej miłości było wspaniałą mieszanką, która wypełniała bohaterów. Nie jestem pewna, kto był bardziej zdruzgotany po chwilach bliskości między postaciami. Czytelnik czy bohaterowie z pod pióra Hoover? 

SPOJLER
Decyzje, które z biegiem czasu podejmował Ridge niezbyt przypadły mi do gustu. Jak można tak postępować? Odtrącać kogoś, kogo serce już wybrało?
Jednak zrehabilitował się w zakończeniu. Oczywiście, jak można się spodziewać, niecodziennymi, magicznymi wyznaniami, które potrafią poruszyć każdego. Czytając je byłam wzruszona jak nigdy.

Kończąc moje zachwyty, czas powiedzieć, że naliczyłam się 9 synonimów "ochów i achów". To chyba szczególnie przekonujący znak, czyż nie?

Czytaliście?

2017-07-09

URODZINY 2 /monolog z książką w dłoni

Hej,
Dziś dla mnie, a szczególnie dla tego bloga ważny dzień. Trzeba go uczcić.

Dwa lata. 
Całe dwa lata w miarę regularnych postów na blogu.  
Recenzji, opowiadań i monologów.
Multum przeczytanych książek, obejrzanych seriali i filmów.
Wiele wspaniałych komentarzy i rozmów.
Dziękuję!

źródło
Codzienne doglądanie tego zakątka było niezmiernie interesującym zajęciem. Pierwszy komentarz cieszył, 150 cieszy, a 2500 także. Coś czuję, że to się nigdy nie zmieni. Dziękuję wam serdecznie za tak wiele miłych słów i własnych opinii, a czasami za krytykę i wskazania błędów. Naprawdę było to pomocne! Kieruję te słowa do wszystkich 176 obserwatorów, a także do każdego z osobna!

Uwielbiam udoskonalać własne posty przed ich opublikowaniem. Często pierwotna recenzja zostaje całkowicie zmodyfikowana. Jednak to nie zmienia faktu, że dalej śmieję się ze swoich tekstów. Czytając recenzję z października albo kwietnia, potrafię wybuchnąć śmiechem, chociaż to było tak niedawno. Nie wydaje mi się, żeby tak szybko zachodziły przemiany w moim umyśle. Inne opinie powodują, że mam ochotę kolejny raz przeczytać daną książkę - np. "Harry Potter i przeklęte dziecko". Niesamowite!

Może teraz trochę statystyk? Nie bójcie się, policzmy tylko do trzech!
  1. Co mnie zmieniło na zawsze /recenzja
  2. New Books - wrzesień
  3. English Matters /recenzja

Tak oto przedstawia się spis najchętniej czytanych postów. Jeśli jeszcze ich nie znacie, warto sprawdzić, co w trawie piszczy :)

Uroczyście wkraczając w kolejny rok blogowania warto sporządzić jakiekolwiek plany. 

Koniec z recenzjami. Zrozumiałam wreszcie, że moje recenzje są odległe od wyobrażenia definicji słowa 'recenzja' zawartego w mojej głowie jak i w słowniku. Wraz z nowym rokiem przybywają OPINIE. Ogólnie, dalej będzie luźno, śmiesznie (albo nie) i subiektywnie.

Poprawa formy. O czas i regularność nie muszę się martwić, ale forma i wygląd posta rzadko spełniają moje oczekiwania. Staram się powoli to zmieniać, dlatego jesteście świadkami różnych prób. Udanych i nieudanych.

Na pewno napiszę 'naprawdę'. Te dwa słowa bardzo, bardzo często pojawiają się na tym blogu. Tylko rzadko udaje mi się pamiętać, które powinno się pisać razem, a które osobno. Nawet teraz sprawdzałam...

Zawieszenie seri(al)owo. Wiecie, to miała być seria, która porwie czytelnika, zachęci do serialu lub serii książkowej. Miało być pięknie, ale pojawił się problem. A nawet kilka. Po pierwsze, nie wiedziałam, co pisać, by zaciekawić, a zarazem niczego nie zdradzić. Po drugie, te posty zyskiwały mały odzew z waszej strony, więc mi tym bardziej się nie podobało. Ostatnią sprawą jest to, że były rzadko, choć w ubiegłych miesiącach chciałam spróbować je rozwinąć, ale jak to bywa... nie wyszło.
(Pojawi się więcej o seriach i serialach w monologach, które osobiście uwielbiam!)

Może Wy posiadacie jakieś pomysły, na coś co chcecie znaleźć na tym blogu. Czekam na propozycje w komentarzach lub na e-mailu!

Na sam koniec chciałabym Wam jeszcze raz serdecznie podziękować za ten rok spędzony ze mną i moimi pomysłami.  Czuję się zaszczycona!


2017-07-08

#wyślijcoś /WYMIANA POCZTÓWKOWA

Hej,
Witam wszystkich! Cieszę się niezmiernie, że dotarliście do tego posta. Dziś chciałabym was serdecznie zaprosić do udziału w wymianie pocztówkowej.
źródło

W erze SMSów i internetu zapominamy o tych cudownych skrawkach papieru, które niosą ze sobą o wiele więcej emocji oraz historii niż rozmowa online. Tak, to właśnie są pocztówki. Kilkanaście lat temu czekało się na kartkę od przyjaciela będącego na wakacjach z rodziną nad morzem lub w górach. A teraz... czas do tego wrócić.
Jeśli jesteście chętni to pomogę!

Warunki, które musicie spełnić są bardzo proste i nie wymagają od Was praktycznie nic.

  1. Posiadanie adresu na terenie Polski.
  2. Posiadanie humoru i chęci do udziału.

Trudne? Nie!

***

Gdy skomentujecie ten post, wyrażając chęć udziału w wymianie to już połowa sukcesu! Wystarczy jeszcze wysłać informacje o sobie, swoim adresie ORAZ ZGODĘ NA PRZEKAZANIE ADRESU WYLOSOWANEJ OSOBIE na e-mail:

zaczytanaja21@gmail.com 

Nie martwcie się, informacje poufne nie będą nigdzie publikowane! 

Po kilku dniach (albo minutach, zależy od wakacyjnego poziomu szczęścia) dostaniecie informację zwrotną, kto jest waszym partnerem. 
Napiszcie kilka słów pozdrowień i ślijcie w świat!

Czas trwania zapisów: 08.07.2017r. - 15.07.2017 r.

Czas na wysłanie pocztówki: do 31.07. 2017 r.  (pamiętajcie o szacunku i nie zapomnijcie o terminie!)

Ktoś chętny?

2017-07-05

KOCHAJĄC PANA DANIELSA /opinia

Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: Kochając pana Danielsa
Tytuł oryginału: Loving Mr. Daniels
Data wydania: 17 czerwca 2015
Liczba stron:432
Wydawnictwo: Filia

OGÓLNIE:

Wydarzenia w życiu Ashlyn sprawiły, że musiała się przeprowadzić do ojca. W czasie podróży pociągiem poznaje Daniela. Zakochują się już od pierwszego spojrzenia i to dosłownie.
Gdy dziewczyna pierwszy raz wchodzi do nowej szkoły, szokuje ją widok Daniela, a raczej Pana Danielsa. Ups!
Jego tęczówki były intensywnie niebieskie, a spojrzenie pełne zainteresowania. Przez chwilę myślałam, że jego oczy są bramą do innego świata.
Przepiękne.
Zapierające dech w piersiach.
Cudowne.
Niebieskie oczy.
Westchnęłam.
Może rzeczywiście były wrotami do lepszego świata.
Brittainy C. Cherry – Kochając pana Danielsa

MOJA OPINIA:

Zacznijmy od tego, że udało mi się! Przeczytałam pierwszą książkę autorstwa  Brittainy C. Cherry! Bardzo chciałam poznać styl autorki, jej pomysły i historie. Słyszałam wiele dobrych słów i zachwytów na temat... wszystkich jej książek. Bez wyjątku!
Tak jest u większości czytelników, a jak u mnie? Hmm, troszeczkę inaczej. Nie potrafię się tylko zachwycać, bo książka była dla mnie po prostu płytka.

To jest najodpowiedniejsze słowo. Szukałam go długo, by w jakiś sposób przedstawić to, co odczuwam po skończonej lekturze. Miłość pomiędzy bohaterami była opisana szeroko i mieściła się na wszystkich 432 stronach. Jednak wydaje mi się, że nie była ona dosadnie pogłębiona. Nie mogłam poznać całości uczucia tylko małe, niepołączone fragmenty.
Rozumieniem, musieli się z tym ukrywać przed otoczeniem, ale nie przed odbiorcami książki. Nie przed sobą!
Ashlyn i Daniel Daniels stanowiliby idealnie dobraną parę, ale to szkoła ich rozdzielała. Trudno jest się poddać i pozwolić odejść uczuciu, które każdego dnia jest pobudzane na nowo. Spojrzenie, dotyk i słowo rozbijają całą budowaną granicę. Jednak opłaca się czytać o walce bohaterów. Choć jest płytka, prowadzi do znakomitego zakończenia. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszych, piękniejszych ostatnich stron książki.

Nowa rodzina, do której Ashlyn weszła niespodziewanie była interesująca. Naprawdę. Znalazło się tam tak wiele osobowości i problemów, że nie mogło być nudno. Mogę nawet powiedzieć, że to nie był zwykły zapychacz, ale równie konieczny jak romans wątek. 

- Czasami zastanawiam się, jak mam zacząć od nowa, wiesz? Jak mam kiedykolwiek być szczęśliwy?
- Zacznij powoli. Pozwól sobie odczuwać każdą cholerną emocję. A kiedy zaczniesz odczuwać szczęście, nie miej wyrzutów sumienia.
Brittainy C. Cherry – Kochając pana Danielsa
Gabby, czyli siostra Ashlyn powierzyła bliźniaczce listę rzeczy do zrobienia. Obowiązkowych czynności i spraw, które trzeba przeżyć by poznać choć namiastkę szczęścia. Ten element niezmiernie mi się podobał, bo w zabieganym świecie ludzi oraz bohaterów fikcyjnych był momentem refleksji. Z listów wylewało się szczęście, które z kolei udzielało się czytelnikom. W niektórych rozdziałach liściki leczyły dziewczynę, a w innych stanowiły tarczę i broń za razem. Miło się je czytało, naprawdę!

Autorka, a szczególnie stworzone przez nią dialogi skradły moje serce. Były doskonale dopracowane, o czym świadczy bogactwo cytatów płynących z wypowiedzi bohaterów. Można je określić jako częściowo dojrzałe (czasami źle wychodzili na podejmowaniu decyzji) i mądre.
Brittainy C. Cherry starała się zawrzeć podstawowe prawdy oraz zasady i przekazać je wszystkim. Udało się! 
Wiele z wypowiedzi mnie poruszyło, ale też znalazło się kilka zabawnych fragmentów i rozmów.

I na sam koniec Szeks, czyli inspiracja i obecność Szekspira. Na początku w mojej głowie pojawiła się krzycząca myśl "ZNOWU?!?", ale gdy inspiracja dramatopisarzem rozwijała się, robiło się ciekawie. W ogóle wszystkie rozdziały rozpoczynały się fragmentem piosenki wzorowanej na jego utworach. Postać Anglika towarzyszyła zakochanym i była zmyślnie wpleciona w całą akcję. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się to spodoba :)

Ostatecznie, czy warto? Z pewnością tak, dla ostatnich stron! 

Czytaliście, zamierzacie?

2017-07-01

TRZEJ MUSZKIETEROWIE /monolog z książką w dłoni/

Hej,
Mój chwytliwy tytuł jest jednym wielkim oszustwem. Kłamstwem, za które już teraz was przepraszam. Jednak musiałam, nie mogłam się powstrzymać, bo te słowa najlepiej opisują to, kim dla mnie są Simon, Simon i Simon. Trzej muszkieterowie stworzeni przez mój umysł. Troszeczkę, odrobinkę podobni.
Przekonajmy się...

Jeszcze jedna uwaga, czytacie na własną odpowiedzialność, bo mogę wam przypadkowo/specjalnie co nieco zdradzić z książek!


Simon z "Darów Anioła"

Nasza przyjaźń, jeśli można tak to nazwać, rozpoczęła się od tego, że zaczęłam czytać tę serię. Pojawił się już na pierwszych stronach i jako taki kujonowaty przyjaciel głównej bohaterki, urzekł mnie. Od razu przeglądnęłam wszystkie sześć książek poszukując jego imienia, żeby mieć pewność, że go nie pominą w późniejszych wydarzeniach.
Jego nieudolność, gdy wkroczył do świata Nocnych Łowców była cudna. Clary zapoznała się z nowymi ludźmi bez najmniejszego problemu, a Simon powoli, krok po kroku starał się wszystko zrozumieć, cały czas zaskakiwany nowymi elementami. Słodko!
Moje wątpliwości o rozwój postaci Simona szybko się rozwiały. Jego życie stało się o wiele ciekawsze niż Clary. Stając się wampirem, stał się bohaterem. A to czego dokonał w ostatniej części, czyli książce pt.:"Miasto niebiańskiego ognia" to było coś niezwykłego. Wstrzymywałam oddech przez większość książki. Jeśli znacie Cassnadrę Clare, wiecie pewnie, że potrafi trzymać czytelnika w niepewności. Wszystko przez to, że prowadząc wątki wielu bohaterów, każdy musi czekać na swoją kolej.
Ogólnie, jestem zadowolona z jego udziału w tej serii, zawsze coś ciekawego działo się w jego pobliżu, a jego wypowiedzi również nie były nudne.
źródło


Simon z "Simon oraz inni homo sapiens"

Obstawiam, że to wszystko przez oreo. Lubię je. Simon je lubi, więc jest coś, co nas łączy.
Cała książka pisana z jego perspektywy była niesamowita. Kolejny Simon z indywidualnym poczuciem humoru, które pomaga zrozumieć całą treść, emocje i przeżycia bohatera. Coraz bardziej podobają mi się narracje pierwszoosobowe!
Historia przedstawiona w książce Becky Albertalli, jest bardzo żywa i pewien sposób bliska wszystkim. Codziennie spotykamy się z różnymi rodzajami miłości, jednak niektóre odmiany cały czas tkwią w ukryciu, bojąc się wyjść do ludzi. To właśnie malutka cząstka ukrytej miłości jest zawarta w tej książce. Uczycie, które zaistniało między Simonem i tajemniczym Blue jest jak bomba, wulkan chwilę przed erupcją. Simon musi walczyć z otoczeniem, oceną ze strony innych ludzi, oskarżeniami. Byłam pewna, że go to przygniecie, że będzie chciał się poddać.
Co jeszcze mogę powiedzieć? Może kilka słów zachęty? Całym sercem zachęcam was do poznania Simona, do wkroczenia do jego świata. Nie będę samolubna, podzielę się z wami, chodźcie!
Wieść głosi, że powstanie film na podstawie tej powieści. Jestem ciekawa, co uda się wydobyć grupie produkcyjnej z tej książki. Poniżej możecie podziwiać przyszłego Simona granego przez Nicka Robinsona!
źródło


Simon z "Nie poddawaj się!"

To już ostatni Simon na dziś. Tego chłopaka stworzyła Rainbow Rowell, a jego zarysy były zawarte już w "Fangirl". Widząc olbrzymią cegłę, która miała w sobie całą historię Simona w magicznej szkole, byłam pewna, że to mi się spodoba. Ponad 500 stron z Simonem, Penelope i Bazem. 
Rozumiem, że ta jedna książka przypomina bardzo, bardzo serię o Harrym Potterze, ale gdybym miała wybierać pomiędzy tymi czarodziejami, to bym... nikogo nie wybrała. 
Wracając do Simona. Polubiłam go (pewnie nikt się nie spodziewał). Mieszkając ze swoim największym wrogiem w świecie Magów, jego życie musiało być interesujące. Szczególnie, że współlokator był wampirem. Ich przygody we wspólnym pokoju, wypełnione czarodziejską mocą walki oraz ironiczne rozmowy były genialne.
Gdy nadeszły święta, nie mogę sobie przypomnieć które, ale święta, wszystko zaczęło przyspieszać. Życie Simona stawało się bardziej emocjonujące, a jego najbliższe otoczenie bogatsze, w sensie uczuciowym. Mimo że autorka stworzyła proste, nieskomplikowane relacje miedzy bohaterami, jestem w pełni zadowolona z końcowego efektu. Aniele, przecież dzięki temu Simon zasłużył, żeby dołączyć do tego zaszczytnego grona!

źródło



Dobra, wiem, mam słabość do Simonów. Cóż zrobić, są zawsze niesamowitymi postaciami!
Znacie innych Simonów - piszcie!

2017-06-29

NEW BOOKS /lipiec

Hej,
Mam dla Was kilka propozycji na rozpoczynający się niedługo miesiąc. Książek jak zwykle jest wiele, ale mi udało się wybrać kilka, na które mam największą ochotę. Wśród nich "Piękne złamane serca" z prześliczną okładką oraz kawałek polskiej twórczości autorstwa Sandry Nowaczyk.
Jestem niezmiernie ciekawa!
 (informacje ze strony datapremiery.pl)

"Współcześni kochankowie", 04.07.

Błyskotliwa i zabawna powieść o tym, co to znaczy nareszcie wydorośleć wiele lat po osiągnięciu dojrzałości.Elizabeth, Andrew i Zoe od czasów studenckich przez lata wspólnie przeżywali swoje życiowe wzloty i upadki. Teraz zbliżają się do pięćdziesiątki, mieszkają w samym sercu Brooklynu i z przerażeniem stwierdzają, że ich dzieci właśnie zaczęły ze sobą sypiać.
"Współcześni kochankowie" to niezwykle dowcipna opowieść o ekscytującym uroku młodości, piorunującym zaskoczeniu rzeczywistością wieku średniego i o tym, że zamiłowania – do gotowania, muzyki czy pielęgnowania przyjaźni – nigdy nie przemijają, przeciwnie, z biegiem lat ewoluują i dają coraz lepsze owoce.

Friendzone, 05.07

Tatum i Griffin przyjaźnili się prawie od kołyski. Byli dla siebie jak brat i siostra. Tak zawsze było i tak już miało pozostać.
Jeden taniec na balu maskowym zmienił wszystko.
Teraz oboje są pełni sprzecznych emocji. Czy będą chcieli za wszelką cenę pozostać przyjaciółmi? Przecież to ona zawsze miała być najważniejsza. Kiedyś sobie to obiecali. I do tego oboje mają partnerów. A co, jeśli tylko jedno z nich będzie chciało... no właśnie, czego?
Gdy do głosu dochodzą uczucia, czasami wszystko zdaje się rozpadać... i kiedy nie masz na kim się oprzeć, czujesz, że spadasz i że już nigdy się nie podniesiesz.




Piękne złamane serca, 05.07.

Ja byłam odważna. Ona była szalona. Razem sprawiałyśmy kłopoty
Caddy i Rosie są nierozłączne. Bardzo się różnią, ale to tylko je do siebie zbliża. Gdy Caddy kończy szesnaście lat, zdaje sobie sprawę, że chciałaby być taka jak jej przyjaciółka – pewna siebie, przebojowa i zabawna. Wtedy w ich życie wkracza śliczna oraz – jak się okazuje – skrywająca pewną tajemnicę Suzanne. I wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane. Przeszłość Suzanne stopniowo wychodzi na jaw, teraźniejszość wymyka się spod kontroli, a Caddy zaczyna dostrzegać, że problemy mogą być bardzo ekscytujące. Jednak budowanie przyjaźni i próby zaleczenia starych ran są dużo boleśniejsze, niż którakolwiek z dziewczyn się spodziewa. Caddy wkrótce przekonuje się, że kłopoty potrafią się mnożyć w niesłychanym tempie.




"Indeks szczęścia Juniper Lemon", 05.07.

Julie Israel - Indeks szczęścia. Juniper Lemon"Indeks szczęścia Juniper Lemon" jest przezabawną, a jednocześnie poruszającą opowieścią o ważnych, a także z pozoru błahych wydarzeniach, które przewracają życie do góry nogami. 
Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie Juniper. Świat bez jej cudownej starszej siostry Camilli stał się zimnym i smutnym miejscem. Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym "Ty". Juniper jest w szoku – nic nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa: kim tak naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość adresata i dostarczyć mu list. Ale wtedy coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych "wzlotów i upadków dnia". A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć. 
Do czego prowadzi grzebanie (dosłownie i w przenośni) w cudzych śmieciach? Czy odkrywanie małych i wielkich tajemnic otaczających ją ludzi to jest właśnie to, czego Juniper potrzebuje, aby uporządkować własny życiowy bałagan?
Na jakie nowości czekacie?

2017-06-27

LUBIĘ TO /przegląd czerwca

Hej,
Mamy już od kilku dni wakacje! Yupi! Jakoś od razu więcej energii!
Zanim pojawią się wakacje na blogu (na które jeszcze nie mam pomysłu...), czas podsumować czerwiec. W moim przypadku był on udany, większość czasu leniuchowałam i patrzyłam jak połowa szkoły biega za nauczycielami. Niezapomniany widok! :P

Skoro leniuchowałam, wiele książek przeczytałam, pozbawiona innych obowiązków.

źródło
Naucz się żyć (ciekawy poradnik, a jeszcze lepsze cytaty)
Słowik (jedno wielkie WOW, przerażająca historia Drugiej Wojny Światowej)
Franco (dlaczego ta książka jest tak cieniutka?)
Kochając pana Danielsa (miłość od pierwszego spojrzenia bez granic)
Chłopiec z latawcem (Afganistan i poruszająca historia)
Maria i puste pudełko 3 (świat gry jest interesujący i brutalny... jeszcze 4, 5, 6 i 7!)
Ania z Avonlea (uwielbiam tę rudowłosą dziewczynę!)
Odkąd cię nie ma (dużo muzyki i przyjaźni, i odwagi)
Królewska klatka (dzieło i cudo druzgoczące czytelnika)
Behawiorysta (książka Mroza za mną, brawo!)
Confess (co moje emocje zrobiły ze mną?)
Wiele światów Albiego Brighta (gonitwa za pytaniami w równoległych wszechświatach, jak Flash)

Nie potrafię czytać w ciszy, więc towarzyszyło mi dużo, dużo muzyki!

Mniej więcej wyglądało to tak, w rozszerzeniu o inne utwory Beatelsów i chłopaków z One Direction...

Ach, i znalazłam czas na kilka filmów! Jeden z nich to:

źródło
Było sobie pies (2017)
Film opowiada historię z perspektywy psa, który po każdym życiu ma kolejne. Cała produkcja powstała na podstawie książki Był sobie pies, którą recenzowałam kilka tygodni temu. Teraz obejrzałam film i uważam, że równie dobrze oddaje morał płynący z całości. Nie zabrakło wszechobecnego humoru, ale też wzruszających scen. Każdy właściciel był inną osobowością, całkiem różną od pozostałych. Półtorej godziny minęło szybko, za szybko.


Zaczytanych wakacji!

2017-06-24

Film "Zakazane życzenie" / monolog z książka w dłoni

Hej,
Skoro wszyscy czytali "Zakazane życzenie", ja też musiałam sprawdzić, o co tyle szumu. Próbowałam nawet coś napisać o tej cudownej książce, ale moje próby były bezsensowne. Nie potrafiłam opisać za pomocą słów tego, co sprezentowała autorka na stronach swojej powieści. Uczta przepełniona miłością i magią. Cudo!
Dlatego postanowiłam poszukać aktorów i aktorki, którzy mogliby występować w filmie na podstawie "Zakazanego życzenia" autorstwa Jessiki Khoury.

Poprzednie "filmy":
Promyczek
Czerwona Królowa

Aladyn (Christian Navarro)

To jest mój Aladyn. Wiem, że oglądam za dużo seriali, ale własnie w taki sposób znalazłam doskonałego aktora do odgrywania mojej postaci Złodzieja. Wyobrażacie sobie takiego Aladyna?
Podczas czytania książki towarzyszyło mi wyobrażenie Aladyna w wersji disnejowskiej. Średniej długości czarne włosy, kapelutek i małpka na ramieniu.
Wystarczy go tylko trochę ucharakteryzować, wysłać na zamek Kaspidy i wszystko będzie dobrze. Ach, nie mogę się doczekać...
Ale to nie Kaspida jest najważniejsza tylko...

Zahra (Ella Purnell)

To zadanie jest najtrudniejsze. Dlaczego? Bo średnio mi się spodobała postać Zahry w wersji książkowej. Jej manipulacje i częściowy egoizm doprowadziły do całkowitego skreślenia tej bohaterki przeze mnie. Chyba jestem jedną z nielicznych, które nie mogą znieść Pani Dżinn.
Wraz z tym pojawia się problem. Jak wybrać aktorkę, która nie sprawi, że jeszcze bardziej znienawidzę Zahrę?

Kaspida (Gad Gadot)

Tak! Tak! Tak!
Musiałam tu wrzucić jakiegoś superbohatera. Kaspida walczyła w swoim królestwie o dobro i sprawiedliwość, a Wonder Women  również jest wyszkolona w tym temacie. Liczę na to, że księżniczka zrobi show, na jakie zasługuje każdy widz. Szczerze to polubiłam ją bardziej niż Zahrę... Trudniej będzie znaleźć dla niej Strażniczki, gdy czytałam książkę kojarzyły mi się one z bajkami Barbie, gdzie dziewczyny musiały ochronić świat, czy pokonać złą czarownicę. Ach, wspomnienia z dzieciństwa...

Darian (Ryan Cooper)

Darian jest dziełem przypadku. Nie pamiętam już jego wyglądu z opisów w "Zakazanym życzeniu" dlatego wybrałam najlepszego z najlepszych. Ryan Cooper jako Darian będzie urzekał swoim wyglądem (a jak inaczej, przecież jest księciem), a także wiele namiesza. Wydaje mi się to doskonałym wyborem.  Już nie mogę się doczekać tego filmu!

Czytaliście? Jak wrażenia? 
Co sądzicie o takiej  amatorsko dobranej obsadzie?

2017-06-21

TAJEMNE MIASTO /recenzja

Okładka książki Tajemne miasto
Autorzy:C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld
Tutuł: Tajemne miasto
Tytuł oryginału:The Secret City
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kłodzińska
Cykl: Tajemny ogień (tom 2)
Liczba stron:330
Data wydania:11 stycznia 2017
Wydawnictwo: Moondrive
recenzja pierwszego tomu: TAJEMNY OGIEŃ 

OGÓLNIE O KSIĄŻCE:

Taylor i Sacha muszą znaleźć sposób na pokonanie klątwy, która ciąży na chłopaku. Przecież nikt nie chce, żeby umarł! W działania angażuje się wielu alchemików oraz uczonych. Tydzień to bardzo mało czasu. Jednak wszyscy starają się, aby go nie zabrakło. Czy Sacha przeżyje?
Witaj w alchemicznych świecie. Tutaj nawet księgi zabijają.
C.J. Daugherty – Tajemne miasto

MOJA OPINIA:

Oceniam książkę jako przeciętnie interesującą (5/10)
Już po kilku rozdziałach książki zastanawiałam się dlaczego po nią sięgnęłam. Wydawało mi się, że "Tajemne miasto" będzie idealnym pomysłem na odpoczynek. Po moich przygodach z pierwszą częścią, które bardziej były relaksem niż chęcią poznania krainy akcji i walki, liczyłam na to samo w drugim tomie. Pytam się, co poszło nie tak?

Cała książka była jedną rozlazłą ośmiornicą.  W siedem dni, które pozostały Sachy i Taylor autorki starały się wepchnąć jak najwięcej wydarzeń. Tu podróż, tam jakiś atak, ale i tak nie wyszło z tego nic zachwycającego. Nie wiem jak można było tego dokonać, ale nudziła mnie ta lektura. Potencjał kolejny raz został niewykorzystany, a szkoda...

Louisa już od początku książki była skazana na cierpienia, a może nawet śmierć w dalszej części. Wystarczyło tylko czytać dokładnie opisy i wyciągać wnioski. Autorki nie postarały się, żeby powieść zaskakiwała. Każda sytuacja była przewidywalna aż do niemożliwych granic. 
Taylor była kolejną denerwującą bohaterką, na którą się natknęłam w ostatnim czasie (dołącza do Tenleigh z "Bez szans"). Musiała zakończyć działanie klątwy, ale nie chciała powiedzieć o tym procesie Sachy, o którego w tym wszystkim chodziło. Każde działanie chciała prowadzić sama, niezależnie. Chyba nie po to ściągał ją dziadek do Oksfordu w poprzedniej części... 
Trzeba zabijać je tak, jak się zabija ludzi. To jedyny sposób. Szybko i bez skrupułów. Należy od razu celować w serce.
C.J. Daugherty – Tajemne miasto
"Czarna strona mocy" przypadła mi do gustu. Jako jedna z nielicznych części w tej książce była ona zaplanowana i przemyślana. Można było poczuć obecność zła, gdyż było ono wyraźnie zakreślone - nie kryło za sobą dobra. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że źli potrafili wysysać alchemiczną energię i zagłuszać ją.  Od razu przybywało trochę adrenaliny, bo bohaterowie nie mieli jak walczyć, więc musieli znajdować inne sposoby.

Interesującym aspektem (o dziwo się taki znalazł) były przemyślenia bohaterów dotyczące widocznej jak przez mgłę przyszłości. Na razie wiedzieli, że muszą sobie poradzić z większym problemem, ale cały czas w ich głowach pojawiali się członkowie rodziny czy przyjaciele. Wprowadzenie tego było strzałem w dziesiątkę, bo bohaterowie mimo że pozostawali odcięci fizycznie od bliskich, byli z nimi połączeni w sferze psychicznej.  

"Tajemne miasto" pokazuje też rozwój kilku romansów. Oczywiście wszystko dla czytelnika jest widoczne już od pierwszych stron, mimo że zakochani zauważają to dopiero po dłuższym czasie. Cóż zrobić?

Współpraca autorek chyba nie udała się w pełni. W kolejnych rozdziałach łatwo można zauważyć liczne niedomówienia czy niezgodności.
Chyba przez długi czas nie powrócę do twórczości C.J. Daugherty i Cariny Rozenfeld. Nie zachwyciły mnie, a wręcz zraziły.

Podsumowując, nie jest to obowiązkowa lektura, nawet gdy poznaliście pierwszą część.

Czytaliście? Podzielacie moją opinię czy wprost przeciwnie?

2017-06-17

TBR /monolog z książką w dłoni/

Hej,
Jak wymyślić szybko pomysł posta? Spojrzeć na biurko, półkę obok i kawałek parapetu.
Książki.
Cudeńka czekające na przeczytanie.
I to jak najszybsze!
Trochę się tego nazbierało. Nawet wiele, ale przecież kto odmówiłby nowej historii? No nikt. A na pewno nie zagorzały czytelnik.

Kochając pana Danielsa
Aktualnie czytam, ale nie potrafię zidentyfikować swoich odczuć. Podoba mi się czy wręcz przeciwnie? Trudno rozpoznać, bo raz wybucham śmiechem, potem pojawia się grymas niezadowolenia na mojej twarzy by przejść w stan konsternacji. I jak tu zrozumieć książkę?

Confess
Trochę rozczarowała mnie mała ilość wyznań i obrazów wewnątrz książki, ale to nie zmienia faktu, że książka będzie dobra. Jestem bardzo, bardzo pozytywnie nastawiona. Oglądnęłam serial, a także przypomniałam sobie, że tęsknię za stylem Colleen Hoover, więc jestem w pełni gotowa by poznawać kolejne genialne opisy i wątki nowych bohaterów.

Odkąd cię nie ma
Piękna okładka (czy to Hermiona?) oraz znana z „Aż po horyzont” i „Lato drugiej szansy” autorka.  Te dwie powieść zachwyciły mnie, a piosenek z „Aż po horyzont” nieustannie słucham (dobra, mam przerwę…). Jestem ciekawa, co tym razem zaserwuje Morgan Matson.

Chłopiec z latawcem
Cienka książeczka (w porównaniu z pozostałymi z tego TBR), która zawiera drastyczną historię. Nie wiem czego się spodziewać – na pewno będzie przyjaźń, ale też ból i cierpienie. Poza tym wiem, że jest film, który z wielką chęcią obejrzę. Chociaż w tym przypadku zachowam odpowiednią kolejność. Książka – potem film.

Tease
Przypadkowo wyciągnięta książka z półki bibliotecznej. Kolejna do kolekcji. Opis trochę przypomina „13 powodów”,  gdyż uczennica popełniła samobójstwo i uczniowie oraz nauczyciele starają się dowiedzieć dlaczego do tego doszło. Z tego co zauważyłam, pojawia się wiele różnorakich postaw i postaci. Myślę, że nie będzie nudno. Aniele, proszę!

Głebia Challengera
Pobyt w szpitalu psychiatrycznym przedstawiony na kartach książki.  Wstępnie ta informacja by mnie odrzuciła od lektury. Jednak dałam jej szansę, gdyż może to być ciekawa odmiana po kilkunastu romansach i schematycznych powieściach.  Poza tym są w niej rysunki! RYSUNKI!

Mrok kwiatów
Z opisu wyczytałam coś o cyrku, świecie fantastycznym i jakiejś silnie połączonej rodzinie. Nic więcej nie wiem. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, pewnie jak większość z was. Jednak nie zniechęcam się i będę sprawdzać co się w niej dzieje.

Maria i puste pudełko 3
Już dwie części za mną, ale czytanie serii idzie mi opornie, jak widać. Mimo że cały czas coś się dzieje. Możliwe, że dziwaczne połączenia miedzyświatowe oraz relacje między bohaterami dosłownie nie mieszczą mi się w głowie. Czytam dalej, bo ta historia wciąga, wydaje się, że nigdy się nie kończy!


Tak wygląda mój plan na najbliższe tygodnie.  A jak wasze? Czytaliście już któryś z powyższych tytułów?

2017-06-14

ARROW 3 /SERI(AL)OWO/

Kolejny sezon za mną. Kto by się spodziewał? Nie wiem jakim sposobem jeszcze mi się nie znudziło wpatrywanie się w Arrowa, sceny walki oraz wyszukiwanie wszystkich zawiłości. Nie rozumiem tego. Przecież za mną jest ponad (uwaga, liczę) 70 odcinków! Sporo, ale oglądam dalej!

Głównym tematem trzeciego sezonu jest Liga Zabójców. W sumie można powiedzieć, że każdy z bohaterów miał jakieś połączenie z tą organizacją. Oliver, Sara, Malcolm. Wszyscy byli w to wtajemniczeni, także ja, jako widz.

Sceny walki tworzą prawie cały sezon, w każdym odcinku stanowią ważną część. Gdy tak przyglądałam się kolejnym bitwom dobra ze złem na ekranie, doszłam do wniosku, że to nawet ładnie wygląda. Wszystko jest dopracowane, a gdy ukazuje się całe pole bitwy, walka wygląda jak taneczna choreografia. Każdy wykonuje inny ruch i mimo to wszystko ma sens i nie ma błędów. Myślę, że cała kadra musiała sporo się napracować, żeby osiągać takie cudo, które mnie zachwyciło. Brawo!
źródło
Przeszłość jest bardzo, bardzo bujna i znowu mnie zaskakuje. Nigdy nie jestem przygotowana na to, że 5 lat "na wyspie" jest tak bardzo brutalne i zmienne. Jednak podobało mi się że wszystko jest ściśle ze sobą powiązane. Tak jakby to co się działo w przeszłości pomaga Oliverowi poradzić sobie z obecnymi wydarzeniami.Także musi zakończyć niedokończone sprawy. I oczywiście tak jak wcześniej Vertigo pojawia się trucizna. Trochę już mnie nudzi ten wątek ("motyw trutki"),ale cóż zrobić. Oglądam dalej!

Pan Detektyw, Komendant, czy kim on tam był, stał się nagle znienawidzoną postacią. Chciał za wszelką cenę pokonać Arrowa, wsadzić go za kratki i mieć to już za sobą. (Przypomnę, że wcześniej z nim współpracował). Nie wiedział komu ufać, sam się pogubił w tym sezonie. Trochę szkoda, bo mógł wiele zrobić nie mieszając się... Może jeszcze się zrehabilituje?
źródło

Mama Felicity to prawdziwe przeciwieństwo Moiry. Pewnie to nikogo nie zdziwi, ale polubiłam ją. Mimo że zachowywała się jak nastolatka, potrafiła dać rady, których nikt inny nie starał się wypowiedzieć. W jakiś sposób pomimo zażenowania jakie wywoływała, była oparciem.
A jak już jesteśmy przy Felicity, wypadało by wspomnieć, że pojawi się kilka fragmentów z jej przeszłości. Działo się tam - nawet nie pomyślałam, że Felicity może być takim nieprzewidywalnym bohaterem.

Arrow i Roy sprawili, że musiałam się na chwilę zatrzymać. Wcisnęłam pauzę i buszowałam w internecie. Co teraz z Royem? Wróci? Arrow będzie Arrowem? Czy oni przeżyją śmierć?

Thea trenowała. Rozumiecie to? Ta mała księżniczka Olivera, buntująca się nastolatka uczyła się walczyć. Jednak treningi i oddalenie się od rodziny pomogły jej przetrwać. Gdyby i ona odeszła to moje serce byłoby w najdrobniejszych kawałkach, które byłyby nie do poskładania.

Jak widać ten sezon to ciągłe wstrzymywanie oddechu i walka o lepsze. 
Czy zakończy się ona zwycięstwem?

2017-06-10

Majonez i rekiny, czyli "Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara" /monolog z książką w dłoni

Kolejna wielka produkcja Disneya zagościła na ekranach kinowych. Oczywiście ja, jako miłośniczka piratów, a szczególnie Jacka Sparrowa, filmów przygodowych i Disneya  musiałam obejrzeć ten film. Jak najszybciej! Najlepiej w dniu premiery!

Spotkałam wiele negatywnych opinii o filmie "Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara". Także przeciętnych. Jednak rzadko czytałam, czy słyszałam zachwyty oraz ochy i achy. Gdzie one się podziały?
źródło
Trochę smutne, że coś tak dobrego nie jest doceniane. Ale... zostałam jeszcze ja. Superbohaterka, która może kiedyś uratuje świat. W tym zadaniu na pewno pomoże mi poniżej zawarta opinia. Jak możecie się spodziewać jest ona pozytywna. Co mam innego pisać, jak potrafię się teraz tylko ekscytować "Piratami z Karaibów"?
Idąc na ten film zależało mi na humorze, powrocie do dawno niewidzianych bohaterów i usłyszeniu nieopowiedzianych historii. Każdy element dostałam w wystarczającej mierze i nie żałuję. Zabawne i humorystyczne teksty wybijały się z każdej sceny. Nawet Sparrow nie był potrzebny by wywołać śmiech wśród widzów n a sali. To jest ogromny postęp!

Historia mimo że schematyczna, częściowo wzorowana na poprzednich, skradła moje serce. Będący na samym dnie psychicznym i fizycznym Sparrow staje przed wielkim wyzwaniem. Zawsze tak jest. Często stoi przed obliczem śmierci i władzą, która chce zniszczyć piratów. To jest już chyba normalne, a nawet konieczne ze względu na realia epoki.
Natomiast dalsze losy bohaterów są bujne i bogate w różne zwroty akcji. Każdy chce zdobyć Trójząb Posejdona, a wraz z nim bezwzględną władzę. Co z tym idzie każdy przy jego pomocy chce uczynić coś całkowicie innego, od ratowania rodziny do zagłady świata. Stron pragnących tego daru jest wiele. Uważam, że dzięki temu było jeszcze ciekawiej, a historia była bardziej skomplikowana i zawiła.

Kolejna ważna sprawa to napisy. Pierwsze co sprawdzałam na stronie miejscowego kina to, czy jest wersja z napisami. Większość filmów mogę oglądać z lektorem lub dubbingiem nie przeszkadza mi to. Przecież mam się zrelaksować, tępo patrzeć w ekran i kodować tylko ważne aspekty. O skupianiu się na czytaniu i obrazie nie ma mowy. Jednak Johnny Depp wszystko zmienia. Jego głos, jako Jacka Sparrowa jest jedyny, wyjątkowy i niepowtarzalny. Tego nie można zastąpić, zasłonić innymi dźwiękami. To trzeba słyszeć! Uwierzcie mi, słuchając go zyskacie jeszcze więcej w czasie oglądania filmu.
Skoro już jesteśmy przy Najlepszym Piracie Wszechczasów, mogę się jeszcze trochę pozachwycać nad całokształtem jego postaci. Już w pierwszych scenach, gdy się pokazał oczywiście z butelką rumu, uśmiech zawitał na mojej twarzy. Wiedziałam, że ten seans będzie znakomity. Jego kolejne słowa i sposób chodzenia, charakterystyczne dla Jacka Sparrowa również były obecne. Zawsze znalazł intrygującą i wartościową radę. Taki już jest... a to podwyższa go w rankingu genialnych bohaterów filmowych.
źródło
Czas na tytułowe rekiny! Jak się pewnie domyślacie majonez to dzieło przypadku, które stworzył Jack Sparrow. Natomiast pływające olbrzymy to twór całej kadry filmowców. Stworzyć rekiny, które tak naprawdę są szczątkami, dodatkowo je ożywić i sprawić, żeby wyglądały realnie na pewno jest trudno. Ich widok wywołał we mnie zdumienie i zachwyt. A także przerażenie, gdy zobaczyłam nogę Sparrowa pod wodą. Ale Pirat potrafi rozładować całą złą atmosferę i sprawić, że mimo strachu będę potrafiła się śmiać.
Ważna jest też kwestia walk, bitew wodnych, a ogólnie rzecz biorąc statków. Skoro na morzu znalazło się kilka załóg pragnących zdobyć skarb, pojawiła się też wszechobecna rywalizacja i bitwy. Każda kolejna potyczka była przedstawiona w znakomity sposób. Tam coś wybucha, tu ktoś pada od ciosu, a ktoś inny od kuli. Część statku opada w odmęty morza. Cały czas coś się dzieje. Nie jest to tylko jednorazowe zdarzenie. Pojawiają się one kilkukrotnie i wywołują takie samo wrażenie na widzach.

Na sam koniec czas na miłość. Uczucie, kóre było widoczne, wybijało się ponad wszystko inne i nie kryło się. Mimo że Henry i Carina, czyli nasi zakochani starali się to ukryć i nie pokazywać, co nimi kieruje, nie udało im się. Przykro... a może nie? Może akurat miło. Ich relacja budowana przez cały film była niezmiernie interesująca. Śledziłam ich poczynania z wielkim zaangażowaniem. Myślałam, że Elizabeth i Will to wszystko, co najpiękniejsze, ale młode pokolenie pokazało że może być jeszcze lepiej!

Już nie zanudzając, napiszę, że WARTO. Tylko tyle i aż tyle!


2017-06-07

CZY WIESZ, ŻE CIĘ KOCHAM? /recenzja/

Autor: Blue Jeans
Tytuł: Czy wiesz, że cię kocham?
Tytuł oryginału: ¿Sabes que te quiero?
Tłumaczenie: Izabela Rosińska
Cykl: Piosenki dla Pauli(tom 2)
Data wydania: 2012
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Jaguar

OGÓLNIE:

Paula razem ze swoimi przyjaciółmi zakończyła rok szkolny. Czekają ją wakacje pełne przemyśleń, wzruszeń i zawiłości. Na dodatek pojawia się Alan, jej znajomy z wakacji spędzonych we Francji. Chłopak zaprasza całą grupę znajomych na weekend do posiadłości wujka. To właśnie tam rozgrywa się cała akcja książki. Bohaterowie przeżywają wzloty i upadki, godzą się i kłócą. 


PRZEMYŚLENIA:

Znowu zaczęłam serię od środka. Chyba już tak mam, że podobają mi się historie wyrwane z kontekstu. Gdy wkraczamy do życia bohaterów i nic nie jest wytłumaczone. Nie wiemy dlaczego są przygnębieni albo nadmiernie szczęśliwi. Dlaczego kogoś nienawidzą, a kogoś innego adorują. Możemy się domyślać, a to jest bardzo bardzo interesujące zajęcie.
Tym razem padło na "Czy wiesz, że cię kocham?". Nie od razu było kolorowo i wesoło, bo czułam się zagubiona wśród ogromnej ilości bohaterów oraz wątków. Szybkie zmiany miejsca (chociaż cały czas było to to samo miasto) sprawiły, że byłam rozkojarzona i nie wiedziałam, co robić. Jednak z kolejnymi rozdziałami wszystko się zmieniało na lepsze.

Wśród wielu przyjaciół i związków, jakie rozkwitały na kartach książki, znalazłam kilku swoich ulubieńców. Na przykład Mario i Diana - kibicowałam im od samego początku. W sumie można powiedzieć, że to był najtrudniejszy związek. Niby się kochali, ale nie potrafili tego przyznać i zaakceptować. Dużo strat i przeszkód ich spotkało, ale było naprawdę romantycznie. Tego nie można zarzucić autorce - potrafiła wywołać wypełnione słodkością "Aww" u czytelnika.
Inne zakochane pary też miały burzliwe przygody, w ciągu tych kilku wakacyjnych dni! Gdy teraz myślę o tym, to wydaje mi się, że w ich życiu w ciągu jednego weekendu wydarzyło się więcej niż w moim życiu. Trochę smutne.

Coś, co nigdy się nie zaczęło, nie może się skończyć.
Blue Jeans – Czy wiesz, że cię kocham?
Dialogi. Moje kochane dialogi. Tęskniłam za słowami, które można samodzielnie interpretować. Ostatnio zaczęłam czytać wiele książek tylko, żeby poznać jak najwięcej barwnych opisów. Colleen Hoover czy Mia Sheridan to mistrzynie w tej kategorii. Nie mogłam się powstrzymać od czytania słowo w słowo kolejnych opisów sytuacji, wyglądu czy przemyśleń bohaterów. W ogóle mi się to nie nudziło. A teraz nadszedł czas na "Czy wiesz, że cię kocham?" autorstwa Blue Jeans z niezliczoną ilością dialogów. Można powiedzieć, że bohaterowie cały czas ze sobą rozmawiali zapominając o myśleniu. A dodatkowo te dialogi były przepełnione humorem a czasami ironią.
Oczywiście opisy też istniały w tej powieści, ale w minimalnej formie i okrojonej wersji.
Nie ma na to odpowiedzi. Nie wie, co powiedzieć. Trudno wytłumaczyć komuś, co czujesz, kiedy sama tego za dobrze nie wiesz.
Blue Jeans – Czy wiesz, że cię kocham?
Wnętrze książki, ukryte za prostą okładką było perfekcyjne dla każdego czytelnika. Krótkie rozdziały, których się nie czyta tylko połyka w całości,  oznaczone rysunkami serduszek i wieży Eiffla. Romantycznie, słodko, cukierkowo. Tylko że wydarzenia trochę od tego odstawały, bo miłość nie była szczęśliwa, ale przedstawiona w każdej swojej formie. Nawet tej złej i niebezpieczniej.

Jedyne co mnie denerwowało to zakończenia wielu rozdziałów. Nie wszystkich bez wyjątku, ale większości. Kiedy autor informuje czytelnika wcześniej, że za jakiś czas w życiu bohaterów wydarzy się moment przełomowy lub próba, która zmieni całkiem sytuację. Nie będą razem lub coś ich magicznie połączy. Ale dopiero za chwilę. Zamiast samemu to odkryć przewracając kolejne strony wszystko jest podane na tacy. Od razu trochę mniej przyjemności z czytania. Wniosek na przyszłość: Nie czytać ostatnich zdań.

Podsumowując, "Czy wiesz, że cię kocham" zaraża optymizmem, mimo że przedstawia wydarzenia przygnębiające i problematyczne. Czasami warto przeczytać książkę skierowaną prosto do nastolatków, można tam odnaleźć wiele wartościowych wyznań i opinii.


Czytaliście tę serię? Piszcie!

2017-06-03

DZIECKIEM BYĆ... /monolog z książką w dłoni/

Hej, 
Niedawno był Dzień Dziecka, a ja już jestem prawie dorosła. To prawdopodobnie najbardziej wymowne znaki i powody, dla których warto napisać posta z książkowymi wspomnieniami z jakże cudnego okresu dzieciństwa. Trochę się tego nazbierało...
Myślę, że spodobają wam się moje refleksje i może sami powspominacie te odległe czasy...

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma morzami był...

PIERWSZY ROMANS

Naprawdę trudno odkryć, jaka książka pokazała mi miłość w całej swojej okazałości. Najsilniejsze uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi. Nikt się nie domyśla. Zdradzę wam ten sekret. To "Ania z Zielonego Wzgórza". A dokładniej rzecz ujmując, cała seria o przygodach rudowłosej dziewczynki. Książka magiczna, prosta, wypełniona wyobraźnią oraz pierwszymi razami. Książka, którą aktualnie czytam, bo stęskniłam się za zwariowanymi pomysłami Ani.
I to właśnie w "Ani z Zielonego Wzgórza", dostrzegłam pierwsze OTP. Tylko jedynym problemem jest to, że nie wiedziałam wtedy, że coś takiego w ogóle istnieje. One True Pairing. Aha, dziękuję "Fangirl"!
Zatrzymam się jeszcze przy zakochanych, którzy tak naprawdę nie chcieli się kochać, ale teraz już wiem, że wszyscy kochankowie tak mają, wiec wybaczam im. Ania i Gilbert stanowili prawdziwy nierozerwalny związek już od pierwszego słowa, a mianowicie "Marchewka!". Niezbyt pamiętam jak potoczyły się ich dalsze losy (nadrabiam), ale jestem pewna, że było romantycznie i wzruszająco. Coś ze stypendiami? Mateusz? Albo nie, Maryla zachorowała? Chyba już wszystko wyparowało mi z głowy...
źródło

ŻENUJĄCE WSPOMNIENIE

Możecie się śmiać. Sama nie mogłam powstrzymać się od wybuchu śmiechem, gdy usłyszałam tę informację. Uwaga. Trzy, dwa, jeden... czytałam w dzieciństwie książkę o parówkach. To tak źle brzmi... Nie potrafię sobie wyobrazić mojej małej wersji zachwycającej się historyjkami parówek. Tak w ogóle, co one mogły robić? Ratować świat? Chodzić do przedszkola?
W sumie, chciałabym przeczytać taką książkę. Znając życie, nawet jej nie otwierając, płakałabym ze śmiechu. Chyba innej reakcji nikt się nie spodziewał.

UKOCHANA POWIEŚĆ

To najłatwiejszy, a zarazem najtrudniejszy akapit. Łatwo odkryć, że mowa o "Tajemniczym ogrodzie", który towarzyszy mi rok w rok. Jedno z kilkunastu moich mott brzmi "Tajemniczy ogród nawet 31 grudnia!" Odkąd poznałam tę autorkę poprzez "Małą księżniczkę", a później historię Mary i Colina, nie potrafię jej odstąpić, choćby na krok.
Tę książkę czytałam, zachwycałam się zmianą charakteru, jaka zaszła w Mary. Poznawałam tajniki ogrodu i razem z dziewczynką i Dickiem odkrywałam wartość przyjaźni.
Nie jestem do końca pewna, jak mi się udaje za każdym razem znaleźć w "Tajemniczym ogrodzie" coś nowego. Opis jakiegoś miejsca, emocje towarzyszące bohaterom, czy nawet kolejną różę w ogrodzie.
Jednym słowem. Uwielbiam. Nie wyobrażam sobie siebie bez tej książki. Kim bym była?
Jeśli jeszcze nie znacie tej powieści, w co wątpię, musicie to nadrobić. 
źródło

PIERWSZE ŁZY

Nie mówię tu o łzach wywołanych śmiechem (to znajdziecie powyżej). Tylko takich naturalnych, stworzonych przez empatię lub nadmierny szok spowodowany opisanymi wydarzeniami. Książką, która była pierwsza w tej kategorii oczywiście jest "O psie, który jeździł koleją". Lektury dla młodych uczniów szkół, niedoświadczonych przez życie, nie mogą się kończyć tak niespodziewanym wydarzeniem, jakim jest śmierć! Śmierć połączona z poświęceniem! Dziecko żyjące w świecie jednorożców i superbohaterów nie jest przygotowane na brutalne spotkanie z rzeczywistością. Ten pies nie wstanie i nie powie, że wszystko "OK" i nie poleci ratować kolejnych potrzebujących.
Rozumiem, trzeba uświadamiać dzieci o istnieniu zła i niesprawiedliwości, ale w jakiś sposób ta sytuacja zapisuje się w sercu i nie chce się zmazać. Piesek cały czas jest obecny. Nawet po 10 latach od czytania książki.
źródło

MAGICZNA SERIA

Dzieciństwo to czas magiczny. Kiedy odkrywamy wszystko, każdy szczegół i drobiazg. Rzeczywistość, ale też drugą stronę świata, która jest wypełniona zaklęciami, smokami i czasami ufoludkami. W moim przypadku, gdy nudne dni (uwierzcie, że kiedyś takie były) były nudne, wybierałam się do biblioteki. To właśnie tam znalazłam serię znaną wszystkim bez wyjątku bardzo dobrze, a mianowicie "Harry'ego Pottera". Mimo że wcześniej obejrzałam filmy (w inne nudne dni), lektura tych siedmiu części była dla mnie czystą przyjemnością. Pomijając oczywiście śmierć lubianych przeze mnie bohaterów oraz zakończenie, które tak naprawdę miało swoją kontynuację...
To dzięki tej serii rozpoczęłam, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pisać. Najpierw fanfiction o Draco i Hermionie - jakby inaczej, przecież oni są dla siebie stworzeni! Później opowiadania, historyjki aż dotarłam do bloga książkowego i tego postu.
źródło

Zostańmy dziećmi na zawsze! Albo choć na ten weekend!

2017-06-01

LUBIĘ TO /przegląd maja/

Hej,
Maj już na dobre się skończył. Nigdy nie powróci taki sam miesiąc. Każdy kolejny będzie inny. Ale czy to znaczy, że nie można go podsumować? Pewnie, że można. Nawet jest to konieczne!

KSIĄŻKI MIESIĄCA


Oczywiście, tradycyjnie 10 książek obecnych na mojej liście :)
Chata (RECENZJA)
Zakazane życzenie (magiczna kraina lat dziecinnych w nowej aranżacji oraz intrygujący Aladyn)
Tajemne miasto (niezadowalająca kontynuacja wypełniona przeciętnym CZYMŚ)
Bez szans (warto przeczyatć dla ostatnich 100 stron)
Alicja w krainie czarów (kolejny powrót do dzieciństwa i szalonego Kapelusznika)
Simon oraz inni homo sapiens (dzieło wypełnione humorem i oreo i miłością)
13 powodów (przygnębiająca książka ukazująca szkolne życie)
Maria i puste pudełko (druga zwariowana część, która jest po prostu dziwna)
Czy wiesz, że cię kocham? (romantyczna, wielowątkowa historia z wakacji w Hiszpanii)
Maybe Someday (moja nowa miłość książkowa, wypełniona emocjami)
+ English Matters

źródło

MUZYKA MIESIĄCA


Yhm, yhm, pamiętacie moje zauroczenie zespołem One Direction? Pragnę was poinformować, że ono jest nadal obecne. Tylko że aktualnie muszę podzielić czas między każdego artystę. Jednak nad wszystkie kategorie wybija się Harry Styles. Jego nowa płyta towarzyszy produkcji Ed'a i ścieżce dźwiękowej z "Pięknej i Bestii" na mojej playliście.
Oczywiście znalazło się kilka ulubionych utworów. Miedzy innymi "Kiwi", "Carolina", "Only Angel"

FILM MIESIĄCA

Pan Tadeusz (1999)
W ciągu 30 dni udało mi się obejrzeć tę produkcję dwukrotnie. Mimo że kilka lat temu widziałam już "Pana Tadeusza" Wajdy, dopiero tegoroczny maj pokazał mi piękno polskich krajobrazów, łączenie się poszczególnych wątków i... mrówki. 
Uważam, że epopeja narodowa została przedstawiona w dobry sposób ukazując to, co najwspanialsze w niej. 
Tadeusz w swojej niewiedzy wydawał się uroczy, a Gerwazy doskonale ukazał swoją porywczość i postawę szlachecką.
Oglądaliście?




Zaczytanego Dnia Dziecka!

2017-05-30

NEW BOOKS /czerwiec/

Hejka,
W maju było za dużo książek, których pragnęłam całym sercem. Teraz muszę to wszystko czytać. Wiąże się z tym paradoks znany każdemu czytelnikowi. Chcę przeczytać książkę, by poznać historię w niej zawartą, a jednocześnie marzę o tym, żeby cały czas mieć ją przed sobą. Macie jakieś rady na takie sytuacje?
Co do czerwca, który już prawie jest z nami! Na półkach w księgarniach, bibliotekach i naszych domach pojawi się kilka znakomitych książek. Jakie książki najbardziej mnie zauroczyły?



Prywatna galaktyka, czyli "Słońce też jest gwiazdą" 14.06. 2017r.



Natasha urodzona na Jamajce od ósmego roku życia mieszka w Stanach. Jej rodzice przebywają w USA nielegalnie i zostają deportowani na Jamajkę. Natasha jest załamana i wściekła na ojca – to przez niego rodzina musi wracać tam, skąd przyjechała. Wierzy w naukę, a nie w miłość. Zwłaszcza po tym, jak zdradził ją chłopak.






Multum pierwszych razów, czyli "Początek wszystkiego" 14.06. 2017r.


Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.
Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.
Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.
Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.



Tajemnicza "Miłość, która przełamała świat" 14.06.2017r.



Zaryzykować przyszłość, zanurkować w nieznane i zdobyć wymarzoną miłość.
Natalie spędza lato w swoim rodzinnym miasteczku w Kentucky. To ostatnie tak leniwe wakacje przed rozpoczęciem studiów. Dzień za dniem toczy się bez żadnych ciekawych wydarzeń, dopóki dziewczyna nie zacznie obserwować dziwnych rzeczy. Zielone drzwi do jej pokoju nagle stają się czerwone, znika ogród, który rozciągał się obok przedszkola. W miejscu miasteczka znikąd pojawiają się wzgórza. Natalie czuje, że dzieje się coś niepokojącego. Wtedy odwiedzą ją sympatyczna, ale tajemnicza postać, która ostrzega: "masz tylko trzy miesiące, aby go uratować". Następnej nocy Natalie spotyka na boisku szkolnym pięknego chłopca imieniem Beau, a czas i przestrzeń przestają dla niej istnieć. Istnieją tylko Natalie i Beau...
Przepiękna opowieść o słodko-gorzkim końcu dzieciństwa, gdy marzymy nie tylko o naszej przyszłości, lecz także o tysiącach dróg, którymi nie odważyliśmy się podążyć.

Refleksyjny ogród, czyli "Ogród małych kroków" 14.06.2017

Minęły trzy lata, odkąd Lily w wypadku straciła męża. Udaje jej się normalnie funkcjonować, nawet odnosi sukcesy jako ilustratorka w wydawnictwie, jednak wciąż bardzo tęskni za ukochanym. Jak ognia unika nawiązywania nowych znajomości, a czas wolny spędza w towarzystwie córek i rozrywkowej siostry. Dlatego gdy w ramach przygotowań do nowego projektu firma wysyła ją na kurs ogrodnictwa, Lily zabiera rodzinę ze sobą. Dziewczyny świetnie się bawią, a jej udaje się na kilka chwil zapomnieć o tęsknocie.
Szybko okazuje się, że sadzenie roślin i pielenie grządek to nie tylko przyjemne hobby, ale też okazja, by spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy i skonfrontować się z niewygodną prawdą o sobie samej.






Takie piękne okładki się trafiły! 
Jakie macie plany na ostatni miesiąc roku szkolnego?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka