2017-09-16

LBA 10 /monolog z książką w dłoni

Hej,
Najwyższy czas, żeby odpowiedzieć na nominację do LBA od autorki bloga My place to relax. Długo się zbierałam, ale proszę, dziś jest!
Zapraszam!
Ach, mimo że pytania były odległe od kategorii książkowych, udało mi się dodać trochę powieściowych elementów. 

1. Jakiej najbardziej przydatnej rzeczy udało Ci się nauczyć?

Nie powiem przecież, że czytania. To będzie za proste, jak dla mnie, wiecznego czytelnika. W takim razie dorzucam tu gotowanie na poziomie podstawowopodstawowym. Potrafię zrobić swoje ulubione dania, a to już dużo. Przeżyję wśród książek z patelnią w ręku!

2. W jaki sposób można nauczyć się ufać ludziom? Masz swój sprawdzony?

Ja po prostu ufam ludziom. Bez żadnych sprawdzonych czy eksperymentalnych sposobów. Od początku rozmowy czy znajomości jestem nastawiona na tryb ufania ludziom, wiary w ich intencje i możliwości. Tak, potrzebna tutaj tęcza i stadko jednorożców!

3. Jak walczyć ze złymi nawykami?

Na razie idzie mi to średniawo, ale staram się realizować to za pomocą "habit trackerów". Ta idea jest niezmiernie pomocna, bo widzi się swoje postępy, przy okazji uczy systematyczności, bo jeśli jednego dnia uda się coś dokonać, można to oznaczyć jako udane. Chyba, że się zapomni i w takim wypadku nie widać postępów...
źródło

4. Jaką rolę pełni telewizja w życiu Twoim i Twojej rodziny?

Ostatnio nijaką. Od czasu do czasu oglądamy programy wspólnie całą rodziną, najczęściej tasiemce, kóre są po prostu o niczym, a jak przegapimy odcinek albo dziesięć, dalej będziemy wiedzieć, o co chodzi. Takie chwile relaksu są dobre, ale nie można spędzić całego życia przed ekranem.

5. Lepiej działać spontanicznie czy planować?

To już kiedyś było. Pamiętam. Najlepiej zaplanować spontaniczność. Działa? Działa.

6. Czy życie jest chwilą? Jakie masz zdanie na ten temat?

Według mnie nie chwilą, ale drogą. Jest długie, nie można go policzyć w jednostkach czasu, a to nasze wybory decydują o tym, ile będzie trwało. Bardziej przypomina mapę, bez nawigacji i celu, ale z wieloma rozdrożami.

7. Jest coś czego Twoim zdaniem dorośli powinni się uczyć od dzieci?

Mhm, miłości i szczerości. To są dwie najbardziej istotne i potrzebne wartości w życiu człowieka, które w jakiś niezidentyfikowany sposób blakną z biegiem lat. Powinniśmy się tego wystrzegać. W sensie tego wybielania.
źródło

8. Czy smutek zawsze jest wyrażany łzami?

Też nie za bardzo. W moim przypadku złość kończy się łzami, a smutek po prostu czekoladą. Albo książką. Wszystko zależy od charakteru danej osoby, każdy reaguje inaczej i to jest wspaniałe.

9. Czego w życiu na pewno chcesz spróbować?

Hmm, najtrudniejsze pytanie. Nie wiem, co mogę tu wpisać. Powiedzmy, że wybiorę się w podróż do Meksyku albo Indii i zjem coś typowego dla tego rejonu. Oczywiście, od razu myślę o jedzeniu...

10. Gdzie uciekasz, gdy wszystko się wali?

Do pokoju i do świata fikcyjnego przedstawionego w książkach. To jestem cała ja. W kolejnych tomach wyszukuję pomocy, sposobów na troski i problemy, ale też odskoczni od normalności.

11. Patrząc z perspektywy czasu - doznane cierpienia wzmacniają nas czy osłabiają?

Wzmacniają, tworząc niezniszczalną tarczę. Stajemy się wtedy bardziej odporni i silni. Jedno złe wydarzenie może sprawić, że nic już nie będzie nam straszne. Wygramy życie! 

Jakieś krótkie te odpowiedzi... 
mam nadzieję, że podobał Wam się taki post!
Jeśli chcecie, odpowiedzcie na pytania w komentarzach lub na swoim blogu.

2017-09-13

SŁOŃCE TEŻ JEST GWIAZDĄ /opinia

Autor: Nicola Yoon
Tytuł:Słońce też jest gwiazdą
Tytuł oryginału: The Sun is Also a Star
Tłumaczenie: Donata Olejnik
Data wydania: 14 czerwca 2017
Liczba stron: 336
Seria: Uwaga Młodość
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie


OGÓLNIE:

Nastał ostatni dzień. Ostatni dzień, który Natasha pragnie wykorzystać od początku do końca, żeby zostać w USA, w Nowym Yorku. Jej rodzina ma być deportowana na Jamajkę, ale dziewczyna nie chce porzucać dotychczasowego życia, szkoły, przyszłości i przyjaciół. Chwyta każdą wyciągniętą rękę i nie pozwala sobie jej puścić. 
Ostatni dzień zmienia się jednak w niezwykłą, pełną emocji przygodę, którą Natasha na zawsze zapamięta. To wszystko przez miłość!
- Nie wierzę w miłość.
- Miłość to nie religia - odpowiada. - Istnieje bez względu na to, czy w nią wierzysz, czy nie.
Nicola Yoon – Słońce też jest gwiazdą

2017-09-09

2017-09-06

GŁĘBIA CHALLENGERA /opinia

Autor: Neal Shusterman
Tytuł: Głębia Challengera
Tytuł oryginału: Challenger Deep
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Data wydania:15 marca 2017
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: YA!

OGÓLNIE:

Caden jest uczniem.  
Caden jest członkiem załogi statku morskiego. 
Te dwie role pełni równolegle. Nie jest to dla niego odpowiednie. Chłopak sam wie, że jego świat ulega destrukcji. Bliscy postanawiają odesłać go na leczenie do szpitala psychiatrycznego. Jednak Caden wciąż płynie do swojej Głebi Challengera.
Przeciskam się przez granit, szlam, kości, ziemię, robaki, termity, a w końcu wybijam na polu ryżu gdzieś w Chinach, udowadniając, że coś takiego jak dół nie istnieje, bo ostatecznie dół to góra.
strona 27, Głębia Challengera 

2017-09-02

PODSUMOWANIE WAKACJI /monolog z książką w dłoni

Hej,
Zapraszam Was dziś na zestawienie podsumowujące wakacje. Musimy robić wszystko, żeby zatrzymać te chwile, a najlepsze pod tym względem są wspomnienia.  Myśli związane z odwiedzonymi miejscami, spotkaniami z przyjaciółmi lub rodzinnymi wczasami. 
Jedno jest pewne: książki zawsze stanowią tło tych wydarzeń. 
Tak prezentuje się mój olbrzymi stos. Dużo tego. Patrzcie!

2017-08-31

LUBIĘ TO /przegląd sierpnia +KLUCHATON

Hej,
W te wakacje czytałam multum powieści, dziś podsumowanie sierpnia, a niedługo, w trochę innej formie analiza całych dwóch miesięcy czytelniczych! Kto się cieszy? Ja!
Choć z drugiej strony trochę smutno, że to już koniec czytania, a nawet można powiedzieć, że pochłaniania książek w takich ilościach. Powtarzamy za rok!
źródło

2017-08-29

NEW BOOKS /wrzesień

Hejka,
Wrzesień będzie rozpieszczał zagorzałych czytelników od pierwszego dnia do ostatniego. Ale to chyba dobrze, co nie?

Christophe Galfard - Wszechświat w twojej dłoni
Gdy wieczorami patrzysz w niebo, widzisz tylko tajemniczą i niepokojącą przestrzeń. Granatowa otchłań przetykana mrugającymi gwiazdami stanowi zagadkę, nad którą pewnie się zastanawiasz. Jednak naukowy język, którym zwykle opisuje się Wszechświat, sprawia, że zamiast zgłębiać teorię Wielkiego Wybuchu, czujesz, że zaraz wybuchnie ci głowa. Właśnie dlatego musisz przeczytać tę książkę. Christophe Galfard, uczeń samego Stephena Hawkinga, zabierze cię na niezwykłą wyprawę 10 milionów lat świetlnych od Ziemi, pokaże powierzchnię gasnącej gwiazdy lub zmniejszy cię do rozmiarów atomu. Dzięki sile wyobraźni, bez trudnych definicji i skomplikowanych obliczeń odkryjesz prawdziwe piękno Wszechświata.

2017-08-26

TRZY SERIE /monolog z książką w dłoni

Hej,
Znowu pragnę was poinformować o zbyt dużej ilości książek, które przeczytałam. Tym razem to trzy serie, a łącznie 17 książek, na razie, bo jeszcze zostało mi trochę. Każda z nich jest inna, oryginalna i nieprzewidywalna. Patrzcie!
źródło

2017-08-23

WILL GRAYSON, WILL GRAYSON /opinia

Autorzy: David Levithan, John Green
Tytuł: Will Grayson, Will Grayson
Tytuł oryginału: Will Grayson, Will Grayson
Seria: Myślnik
Data wydania: 4 marca 2015
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Bukowy Las

OGÓLNIE:

Will Grayson jest niewyróżniającym się uczniem. Całe show skrada Kruchy, jego przyjaciel. Zajmuje się on organizacją autobiograficznego musicalu, który z biegiem czasu staje się czymś większym i lepszym.
will grayson stara się odkryć swoje prawdziwe JA. koresponduje z tajemniczym chłopakiem, a gdy ten nie przychodzi na umówione spotkanie, will zmienia swoje cele. teraz już nic nie będzie takie samo.

2017-08-19

KSIĄŻKA PRZED EKRANIZACJĄ - powtórz trzy razy! /monolog z książką w dłoni

Hej,
Ostatnio brakuje mi weny do pisania recenzji. Długich pięcioakapitowych, dopracowanych tekstów. Jednakże chciałabym się z wami podzielić opiniami o książkach, które aktualnie przeczytałam. Może akurat coś znajdziecie dla siebie.
Na dzisiejsze spotkanie wybrałam trzy książki, które swego czasu były popularne aż do tego stopnia, że zasłużyły sobie na wielkie wejście na ekrany kinowe. Akurat przeczytałam je jedna po drugiej, więc idealnie wpasowują się w temat tego posta. Filmy prawdopodobnie oglądałam kiedyś tam, ale mało co pamiętam. Pewnie niedługo sprawdzę jak się mają filmowe wersje... ale dziś czas na książki!

2017-08-16

ODKĄD CIĘ NIE MA /opinia


Autorka: Morgan Matson
Tytuł: Odkąd cię nie ma
Tytuł oryginału: Since You've Been Gone
Tłumaczenie: Natalia Mędrak
Data wydania: 2016 
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: Jaguar

OGÓLNIE:

Emily przyjaźni się z Sloane. A raczej przyjaźniła, bo oddana i bliska osoba odeszła. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo dlaczego. W rozwiązaniu tej zagadki pomaga dziewczynie lista 13 zadań oraz Frank. Czy na końcu czeka wieczna przyjaźń czy rozczarowanie?
W dobrze zorganizowanym wszechświecie byłoby inaczej.
Morgan Matson – Odkąd cię nie ma

MOJA OPINIA:

Już teraz Wam powiem, że mogło być lepiej. Jednak jestem zadowolona. Autorka zmieściła się w moich kryteriach, przez co "Odkąd cię nie ma" nie odstaje od innych książek Morgan Matson w mojej ocenie. 

Najważniejszą i w sumie jedyną rzeczą, która nie podobała mi się w tej powieści to budowa kolejnych rozdziałów. Były one powielanym schematem. Każdy kolejny rozpoczynał się  nieudolną próbą podjęcia jednego z wyzwań, przerwa na retrospekcje i wykonanie innego punktu z listy. Trzynaście razy to samo. Zrobię coś, a jednak nie, zadanie piąte jest lepsze.  Według mnie był to zapychacz miejsca w książce. Tytuł rozdziału głosił już na początku, co będzie się działo, więc jaki sens kilkanaście razy zaczynać od porażki? Kilka prób rozumiem, ale wszystkie? Przecież można się poddać bardzo szybko, jeśli wszystko będzie szło nie po naszej myśli...

Teraz czas na wiele zalet.
Przeszłość. Oprócz teraźniejszych wydarzeń poznajemy też czasy przyjaźni Emily i Sloane. Możemy się bliżej przyjrzeć ich życiu oraz odnaleźć szczegół, który pomoże rozwiązać zagadkę. Poznana przeze mnie Sloane w tych fragmentach była naprawdę super przyjaciółką. Barwna i intrygująca osobowość, którą każdy chciałby poznać.

Muzyka. W "Aż po horyzont" były całe playlisty utworów słuchanych przez przyjaciół w drodze wzdłuż USA. W "Odkąd cię nie ma" główna bohaterka i biegaczka zarazem relaksuje się, słuchając muzyki. Motywacji szuka w utworach country... ach, i pojawia się zespół The Beatles! (zajrzyj tu!)
Prawdziwi przyjaciele mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji. Kiedy zgubisz się w lesie, wchodzą do niego, znajdują cię i zabierają do domu. Prawdziwi przyjaciele nigdy nie muszą cię przekonywać, że naprawdę nimi są.
Morgan Matson – Odkąd cię nie ma
Przyjaźń przeradzająca się w miłość. Rzadko romanse zaczynają się od przyjaźni. Jednak tutaj autorka wprowadziła taki wątek. Mimo że bohaterowie od początku byli skazani na to uczucie, długo musiałam czekać, żeby oni sobie to uświadomili. Nie był to zmarnowany czas, bo starali się zapełniać czas wspólnie realizując listę.  
Przyjaźń będąca przyjaźnią. Też taka się pojawiła. Nowo poznane osoby przez Emily w wakacje pełne poszukiwań Sloane, pomogły jej. Podtrzymywały na duchu, szukały sposobu na zadania albo na zapełnienie wolnego czasu. Wraz z przyjaźnią zawsze pojawia się humor. Tutaj też go nie zabrakło, mogłam cieszyć się i bawić razem z bohaterami!

Lista. Podstawa, fundament tej oto książki. Zadania nie były jakieś niesamowicie wyszukane, jednak do ich wykonania potrzebna była duża dawka odwagi i wsparcie. Podobał mi się pomysł z wprowadzaniem tego elementu, bo dzięki niemu książka stawała się pełniejsza. Chciałam jak najszybciej się dowiedzieć, czy Emily zrealizuje wszystkie punkty. I co dziewczyna znajdzie na końcu drogi? 

Podsumowując, pewna gra, jaką jest życie zawarta na kartkach książki. Nie warto zamykać tej powieści, naprawdę!

2017-08-12

PROBLEMY KSIĄŻKI NA WAKACJACH /monolog z książką w dłoni

Hej,
Uwaga, uwaga! Wpadłam na genialny pomysł na posta. Sama jestem ciekawa, co powstanie z moich myśli. Pierwotnie książka miała być narratorką, ale chyba jej na to nie pozwolę. Samodzielnie przedstawię problemy z jakimi książka zmaga się w czasie leniuchowania na plaży, spacerów letnich albo wycieczek rowerowych.
To pakujemy walizki... i jedziemy najpierw na plażę!

PLAŻA

Wszędzie jest piasek, kamyki, a w pobliżu woda. Same niedogodności i przeciwności. Jak taka książka niby ma przeżyć? Sama, pozostawiona na pastwę losu i piasku?
Wyobraźcie to sobie, między każdą stroną kilkanaście ziarenek piasku. Nawet jak je wytrzepiecie, po kilku miesiącach na wierzch wyjdą nowe. Moje książki mimo że nie widziały olbrzymiej plaży, zawierają w sobie takie drobiazgi. Nie potrafię się z tym pogodzić!
Opalanie książki (kto jej zabroni?) też jest częściowo niebezpieczne. Gdy nasza powieść przebywa zbyt długo w zasięgu promieni słonecznych może po prostu wyblaknąć. Zamiast się opalić, nabrać kolorytu, ona znika, zabierając ze sobą wszystkie cudowne słowa. To jest nie fair!
źródło 

MORZE, OCEAN, JEZIORO, DESZCZ I KAŁUŻA

Każdy zbiornik, który zawiera choć kroplę wody jest niebezpieczeństwem. Zagrożeniem. Wrogiem, który czeka tylko, żeby zmoczyć książkę, rozmazać litery i pochłonąć piękne historie.
Zostawiłeś książkę na leżaku? Zaraz wrócisz? Deszcz będzie szybszy!
*Jeśli spotkacie kogoś czytającego książkę, a nagle zacznie padać jest łatwy sposób, żeby rozpoznać, czy to miłośnik literatury, czy przeciętny czytelnik. Niektórzy traktują powieść, jako parasol chroniący przed deszczem. Inni schowają ją pod bluzę, koszulkę - ważne żeby ochronić wolumin - jedyny cel.

WYCIECZKA ROWEROWA

To akurat jest twój, czytelniku, problem. Książka spoczywa bezpiecznie w plecaku lub koszyku przymocowanym do roweru, a ty jedziesz. Pokonujesz kolejne kilometry, znosząc ciężar jakim jest powieść. Kto by czytał w wakacje cieniutkie książki? Dużo wolnego czasu trzeba kreatywnie wykorzystać, czytając opasłe tomy (o takie!). Kreatywnie, bo z 600-stronicowym woluminem (dodatkowo w twardej oprawie) trzeba się nagimnastykować, żeby móc go czytać. W pewnym sensie to sport ekstremalny, bo nie wiesz jak się zakończy taka przygoda. Książka upadnie na brzuch albo zmiażdży palec. W najgorszym wypadku złamie ci serce. 
Ale to dopiero gdy dojedziesz do celu wycieczki. Teraz musisz wykorzystać całe pokłady siły, żeby tam dotrzeć!
źródło 

ISTOTY ZWANE INSEKTAMI

Potocznie robaki. Nieszkodliwe maleństwa, które krążą gdzieś tam, nie posiadając nawet chwili odpoczynku.  Ale wiecie co, one to lubią!  Pokonywać duże odległości  w puszczy,  która tak naprawdę jest trawą.  Skakać. Pełzać. Zakradać się znienacka. ATAKOWAĆ
Jak odkryć ten alternatywny światek? Rozłożyć koc, położyć się na brzuchu (w takiej pozycji ujrzycie zapchany życiem trawnik) i czytać książkę. Mrówki nagle pojawiają się na stronach czytanej lektury, a zdarza się też, że swoim kształtem zastępują litery. Drobne owady postanawiają się dokształcać wbrew wszelkim prawom. 
A Ty, czytelniku nie możesz się dowiedzieć czy "ten idealny" się zakocha, czy zginie,  a może zgnije? 
Jednakże, jeśli lubicie nauki przyrodnicze taka książka może być pomocnym w nauce atlasem robaczków, które pozostały między stronami,  jak wysuszone liście.

Tym optymistycznym akcentem pragnę zakończyć pogadankę. 
Jakie kłopoty czytelnicze spotkały Was w wakacje? 

2017-08-10

MAŁE ŻYCIE /opinia



Autor: Hanya Yanagihara
Tytuł: Małe życie
Tytuł oryginału: A Little Life
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Data wydania: 27 kwietnia 2016 
Liczba stron: 816
Wydawnictwo: W.A.B.


OGÓLNIE:

Czwórka przyjaciół żyje w Nowym Yorku po zakończonych studiach. Każdy z nich jest inny, ma inne plany i cele.
Willem stara się być aktorem i dobrym przyjacielem.
JB maluje, rzeźbi, tworzy.
Malcolm rozwija swoje zdolności architektoniczne.
Jude... jest najbardziej tajemniczą postacią, z najbogatszą przeszłością, znaną tylko jemu.
Ponad 40 lat z życia bohaterów zawartych na 816 stronach. Wszystkie miłości, problemy, święta, sukcesy, a także praca i relaks. Dosłownie całe duże "Małe życie".
Zapewne tego, co chcę teraz powiedzieć nie zrozumiesz, jednak pewnego dnia zdasz sobie z tego sprawę, że sposobem na przyjaźń, jak uważam, jest znalezienie ludzi, którzy są lepsi niż ty sam. Nie mądrzejszych, nie fajniejszych, lecz bardziej szczodrych, hojniejszych oraz takich, którzy potrafią wybaczać. Gdy już ich znajdziesz, doceniaj ich za to czego mogą cię nauczyć i staraj się ich słuchać, kiedy będą mówić coś o tobie, nie ważne jak złe lub dobre by to było. Przede wszystkim jednak ufaj im, co okaże się być najtrudniejszą rzeczą, jednak najlepszą z możliwych.
Hanya Yanagihara – Małe życie

OPINIA:

Jestem zdruzgotana. Autentycznie rozbrojona, pozbawiona siły. To za sprawą jednej książki, którą czytałam i czytałam. Ponad dwa miesiące. Uświadomiłam sobie, że to jedna książka. Jeden egzemplarz, a ja czuję jakbym przeczytała całą serię i kilka dodatkowych nowelek.

Hanya Yanagihara sprawiła, że ponownie pokochałam opisy. Autorka wprowadzała rozbudowane, skomplikowane zdania, wypełnione istotną dla czytelnika treścią. Jej styl jest niezwykły. Jak widać, nie chciałam kończyć czytania "Małego życia", powtarzałam niektóre akapity albo strony, delektując się każdym słowem. Czasami moje ochy i achy sprawiały, że zapominałam, o czym czytam i dopiero za drugim podejściem brutalność tekstu mnie uderzała. 

Właśnie brutalność. Wydarzenia, które spotkały przyjaciół wciągu ich życia były straszne i przerażające. Nie spodziewałam się, że ktoś może traktować bliźniego w tak bestialski sposób. Autorka sprawiła, że wszystkie opisane wydarzenia z przeszłości, a nawet teraźniejszości dotyczące szczególnie Juda, były żywe. Rany zadane w dawnych czasach nie potrafiły się zabliźnić, wywoływały natomiast coraz więcej i więcej emocji. 

Ogólnie było czterech głównych bohaterów, to wokół nich rozgrywała się cała akcja powieści. Oni byli niezaprzeczalnym centrum tej książki. Jednak ich udział w historii zawartej na tych 816 stronach nie był proporcjonalnie podzielony. JB i Malcolm stanowili swoiste tło, pojawiając się tylko w niektórych epizodach, nad czym bardzo ubolewam. JB zawsze wnosił wiele radości, mimo że zdarzyło mu się powiedzieć coś bez namysłu, był pozytywną osobą. Malcolm - cicha myszka, pomagał niezauważony. Natomiast Willema mogę ogłosić moją ulubioną postacią. Wrażliwy i oddany przyjaciel, którego szczerze zazdroszczę Jude. Chłopak pokrzywdzony przez los, bez zasłużonego dzieciństwa, czyli Jude. Nie wiem co pisać, w jakiś sposób dalej mnie boli to, co musiał przeżyć... Lecz cieszę się, że na swojej drodze spotkał wielu wspierających i kochanych ludzi.
Kłębiło się we mnie mnóstwo emocji, z których połączenia nic nie wynikało, tylko jakaś drętwota, brak uczuć wywołany nadmiarem uczuć.
Hanya Yanagihara – Małe życie
"Małe życie" podzielone jest na siedem obszernych części. Każda z nich zawiera fragment czasu, który rządzi się swoimi prawami i emocjami. Zmiany następują siedem razy. Oczywiście ja znalazłam swoją ulubioną "Szczęśliwe lata". Mimo że zakończenie mnie doszczętnie zniszczyło. Mimo że było za szczęśliwie i wiedziałam, że nadejdzie kryzys. Uwielbiam ją.

Gdy zaczęłam poznawać tę historię, od razu przyszły mi na myśl odcinki serialu "Przyjaciele". Problemy dorosłych osób były przedstawione w realny sposób, możliwe, że historia mogłaby wydarzyć się w Nowym Yorku - nie zaprzeczam. Wyrwane z życia, wręcz naturalne sytuacje i dialogi. Jedyna i zarazem olbrzymia różnica to śmiech. W "Małym życiu" mało jest humoru, śmiechu, rozrywki, nic nie jest obracane w towarzyski żart, panuje powaga. 
Kolejnym ważnym aspektem jest uniwersalność. Tak, to dobre słowo. W życiu przyjaciół pojawia się wiele osób rożnego pochodzenia, różnej orientacji, czy rasy. Każdy jest równy, a najważniejsze wartości (przyjaźń, miłość, rodzina) stanowią podstawę. Czytając tę książkę, znajdziemy wiele pożytecznych lekcji i zasad, które należy sobie wpoić. Naprawdę, niesamowita lektura!

Widzicie tę okładkę? Jest przecudna! Jeśli jeszcze się nie przekonaliście, to nie wiem, co was poruszy!

2017-08-08

JAZDA NA RYDWANIE /opinia

Autor: Julian Hardy
Tytuł: Jazda na rydwanie
Rok wydania:2017 
Liczba stron: 550
Wydawnictwo: Julian Hardy



OGÓLNIE:

Na kartach książki śledzimy losy Roberta oraz jego znajomych, przyjaciół czasami i wrogów. Wszystko zaczyna się od Drugiej Wojny Światowej i nieszczęśliwej miłości z Wiką. Potem razem z Robertem wplatamy się w skomplikowane intrygi, walczymy o wolności i prawa, podglądamy jego liczne romanse. Podróżujemy nie tyle wzdłuż i wszerz Europy, ile po całym świecie. Po prostu od teraz znamy Roberta na wylot. 


MOJA OPINIA:

Tę książkę czytałam bardzo długo. Kilka tygodni, tak tygodni, minęło zanim skończyłam. Jednak nie żałuję, że poznałam "Jazdę na rydwanie". To było niezwykłe doświadczenie. Gdyby książka miała inny format mogłabym ją wszędzie ze sobą zabrać, czytać w łóżku, w samochodzie czy na łące (i zakończyć w ciągu kilku dni), lecz z konieczności czytałam ją, siedząc przy biurku. "Jazda na rydwanie" jest obszerna, ciężka i niebezpieczna. I to nie tylko z wyglądu i wagi. Bogata treść, trudne przeżycia i czyhające z każdej strony zagrożenia. To jest to! I to jest dobre!

Książkę można podzielić na dwie części, które mimo tego, że rozwijają się równolegle, a czasami przeplatają, są rozdzielone widoczną granicą. Życie prywatne i praca głównego bohatera. Sama się tego nie spodziewałam, ale to właśnie praca Roberta wywarła na mnie większe wrażenie niż jego życie miłosne i rodzinne. Pewnie dlatego, że było trochę schematyczne, nawet na przestrzeni 550 stron. Jednak gdyby pominąć tę sferę życia i skupić się tylko na sprawach zawodowych, "Jazda na rydwanie" jest bez zarzutu. Pod słowem praca nie ma jednego określonego stanowiska. Ono ciągle ulega zmianie. Żołnierz, szpieg, dyplomata. Każda sfera, która była najbardziej intrygująca w czasach powojennych została zajęta choć na krótki czas przez Roberta.

Oczywiście Robert to fikcyjna postać, więc większość wydarzeń też nie ma odniesień w rzeczywistości, ale zauważyłam, że są one dopracowane, jakby zostały wyrwane z realnego świata. Jedno jest pewne, pomimo wielu przedstawianych alternatyw historii, nie zostały zmienione najważniejsze wydarzenia, które tworzyły tło opowieści. Jako czytelnik byłam świadkiem kilku kluczowych spotkań z udziałem władz i przedstawicieli różnych państw.
Wśród wielu bohaterów stworzonych przez autora, znalazło się sporo postaci historycznych. Światek w jakim obracał się Robert był elitarny, co tylko pomagało ich rozpoznać.

Poboczne wątki, jeśli można tak to nazwać również były zasobne w szczegóły i zawiłości. Tutaj ktoś umiera, kogoś porywają albo oszukują, pozbawiając dobytku. Wow. Powstał z tego zlepek, opisujący całe życie bohaterów, pozostawiający mało niedopowiedzianych elementów. Wszystko ze sobą harmonijnie współgrało. Jednakże nie zabrakło zagadek, które autor ukrył na przestrzeni całej powieści.

Styl pisania autora jest wzorowy. Julian Hardy potrafi zmieniać atmosferę na przestrzeni kilku stron. Wprowadził liczne gatunki do swojej książki. "Jazdy na rydwanie" nie można nazwać zwykłą powieścią, bo co chwilę pojawia się fragment o innej naturze - szpiegowski, historyczny, miłosny. Autor dosadnie opisuje też każdą istotną sytuację. Dialogi nie są wymuszone, a czytelnik może z nich wydobyć wiele informacji, przemycanych tam przez autora. Akcja prowadzona jest w taki sposób, że łatwo można się zaangażować, stanąć gdzieś w cieniu jednostki MI6 lub wylądować razem z drużyną w Polsce i śledzić sytuację. A może samemu uda się coś odkryć?
Jedynie opisy stosunków z kochankami były według mnie zbyt wulgarne i w sumie pozbawione emocji. Można przeciwstawić to książkom New Adult. Czyny kontra uczucia.
Natomiast reszta to majstersztyk!

Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, jednak najbardziej będą zadowoleni miłośnicy wojen, intryg oraz historii. Ach, i pieniędzy!

Za udostępnienie "Jazdy na rydwanie" dziękuję serdecznie autorowi!

2017-08-05

All you need is "The Beatles" /monolog z książką w dłoni

Hej,
Ostatnio mam wielka ochotę na słuchanie muzyki, która stała się już klasyką. Utrwalone w kulturze utwory grupy The Beatles nie schodzą z moich codziennych playlist. Słucham ich na przemian z Harrym, Edem i One Direction.
Podzielę się z wami moimi odkryciami związanymi z ich zespołem i twórczością. Może akurat coś wam się spodoba :)
źródło

The Beatles - śpiewają w garniturach i kolorowych koszulach!

Przez 10 lat swojej kariery muzycznej stworzyli sporo piosenek, nie wiem dokładnie ile, ale może 100...200? Co jakiś czas znajduję nową na Spotify albo na Youtubie - jest ich naprawdę multum! Zespół wydał kilkanaście płyt, a każda z nich jest utrzymana  w innym klimacie. Od 1960 roku zmieniło się wiele, nie tyle w muzyce, co na świecie. Gdy rozpoczęły się rewolucje i protesty młodzieży, pojawiały się nowe ruchy oraz "dzieci kwiaty", Beatlesi byli autorytetami, głoszącymi nadejście czegoś nowego, lepszego. Z łatwością można to usłyszeć w ich muzyce i tekstach!

źródło
"Across the universe" - a gdyby tak zaśpiewać życie?

Teraz film, który poleciła mi przyjaciółka. Na początku nie mogłam zrozumieć co, kiedy i gdzie się dzieje. Kilka scen wystarczyło, a ja zrozumiałam, że to lata 60. - logiczne?  Cała dwugodzinna produkcja zawiera bardzo mało dialogów, większość wypowiadanych kwestii stanowią teksty Beatlesów w nowej, całkiem innej interpretacji. Niektóre piosenki brzmią o wiele lepiej i dosadniej, natomiast inne pozostawiłabym w oryginalnej wersji, bez zmian.
"Across the universe" to historia grupy przyjaciół przebywających w Nowym Yorku, którzy przeżywają wzloty i upadki, a tło, jakim jest Wietnam i rewolucje, wpływa na bohaterów, zmieniając ich. Oczywiście śledzimy kilka rozkwitających romansów, ale moje serce skradł związek Lucy i Juda.
Ten musical jest  kwintesencją lat 60., kolorów i truskawek!

Marta, która się odnalazła - a Beatlesi razem z nią!

Marta mieszkająca całe życie na dworcu kolejowym, myślała, że to jest cały świat. Gdy odkrywa, że drzwi prowadzą do ludzi, wielu przyjemności i nowości, zaczyna się zastawiać nad swoim życiem. Niestety poznaje też złą stronę ogromnego świata.
Bohaterom towarzyszą Beatlesi i tajemnicza walizka wypełniona pamiątkami po tym zespole. A może to tylko falsyfikaty? Marta musi się dowiedzieć!
Hmm, można powiedzieć, że to dzięki tej książce zaczęłam nałogowo słuchać Beatlesów. 
A może to dzięki "Odkąd cię nie ma"?

Sunny - to akurat moje, ale z Beatlesami w tle :)

Dobra, teraz zrobię sobie reklamę, bo mogę. 
Moja bujna wyobraźnia niedawno stworzyła opowiadanie. Właśnie "Sunny". Inspirowane trochę Beatlesami, ale nie mające nic wspólnego z rewolucjami i przemianami w tamtych czasach. 
Wyrwałam sobie jeden dzień z kalendarza i starałam się go opisać, pamiętając o dogasającym ognisku, zapadającym zmroku, a także o bohaterach. Trochę trudno, gdy jest ich tylko dwóch, ale udało się. Jestem z siebie dumna!
Jeśli macie ochotę, to zajrzyjcie na wattpada, poczytajcie, skomentujcie, będzie mi niezmiernie miło!



Jaka jest wasza ulubiona piosenka Beatlesów?

2017-08-03

NEW BOOKS /sierpień

Hej,
Przed nami drugi miesiąc wakacji (wszechobecna panika)! Na pocieszenie warto sięgnąć po książki. Jakie nowości przypadły mi do gustu w sierpniu? Zobaczcie!

Mia Sheridan - Bez uczućBEZ UCZUĆ 


Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa.
Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony...
Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?

DZIEWCZYNA Z BROOKLYNU


"Doskonale pamiętam ten moment: stoimy nad brzegiem morza, patrząc, jak zachodzące słońce rozświetla horyzont. Wtedy Anna zapytała: "Czy wciąż byś mnie kochał, gdybym zrobiła coś naprawdę złego?". Co mogłem odpowiedzieć? Anna była kobietą mojego życia. Za trzy miesiące mieliśmy się pobrać. Oczywiście, że ją kochałem, niezależnie od tego, co zrobiła. Tak przynajmniej myślałem, gdy ona gorączkowo szperała w torebce i wręczała mi zdjęcie, mówiąc: "Oto, co zrobiłam". Patrzyłem oszołomiony na jej sekret i wiedziałem, że nasz los odmienił się bezpowrotnie. Zszokowany, odszedłem bez słowa. Kiedy wróciłem, było już za późno – Anna zniknęła. Od tamtej chwili wciąż jej szukam. "
Raphaël jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphaël, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphaël jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna zniknęła. Raphaël wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat.

MILION ODSŁON TASH 

Natasha, zwana Tash, to prawdziwa fangirl. Uwielbia czytać, a jej ukochany pisarz to Lew Tołstoj. Jej pokój wypełniają cytaty z jego książek i plakaty.
Jest też vlogerką. Na jednym ze swoich kanałów na podstawie "Anny Kareniny" Tołstoja tworzy wraz z paczką przyjaciół serial internetowy "Nieszczęśliwe rodziny".
Pewnego dnia Tash nie może uwierzyć własnym oczom: liczba subskrybentów jej kanału na YouTubie rośnie w błyskawicznym tempie. I zaczyna się: GIF-y, fanarty, szaleństwo na Twitterze, ciągły przyrost followersów... Pisze do niej nawet Thom Causer, jeden z najseksowniejszych youtuberów, prosząc o numer telefonu, bo chce ją lepiej poznać. Nominacja do najważniejszej nagrody vlogerów staje się dla niej ukoronowaniem ciężkiej pracy.
Jednak wraz z rosnącą liczbą odsłon swojego kanału dziewczyna poznaje też samą siebie. Czy znajdzie odwagę na miłość w realu? Czy razem z przyjaciółmi udźwignie ciężar sławy?

***
"Fangirl" uwielbiam całym sercem, ale coś czuję, że Tash daleko do takiego cuda (ale wypada sprawdzić)! Musso i Sheridan to autorzy, których po prostu czytam, nie zastanawiając się nad tym, czy mam ochotę, czy nie. Oni są dobrzy, zawsze zachwycają i zadowalają. Ufam im!
Jak wyglądają wasze plany?

2017-08-01

LUBIĘ TO /przegląd lipca

Hej,
Widzicie to? Przegląd LIPCA. Pierwszy miesiąc wyczekiwanych wakacji się kończy. Jednak nie zmienia to faktu, że jestem zadowolona z tego czasu.
Bawiłam się jak małe dziecko.
Czytałam jak prawdziwy mol.
Pisałam jak znany autor.
Oglądałam bajki i seriale nie zważając na mijające godziny.
Spałam i gotowałam.

Przy takim wspaniałym grafiku udało mi się przeczytać ponad 10 książek, a dokładnie 11.
Zerowa Maria i puste pudełko 4 (świat gry i Daiya)
Zerowa Maria i puste pudełko 5 (mój srebrzysty walczy!)
Ania na uniwersytecie (kilka lat nauki i... myśli o Gilbercie)
Ania z Szumiących Topoli (Ania znów zaskarbiła sobie u wszystkich nowych znajomych)
Wymarzony dom Ani (było cudnie mimo kilku złych wydarzeń, ale znalazło się wiele bratnich dusz)
Will Grayson, Will Grayson (wieczór pełen śmiechu i miłości)
Dwór cierni i róż (zepsuli moją ulubioną baśń!)
Kot Bob i ja (przedstawiona z humorem historia wstawania na nogi wraz z kotem)
Projektantka (nigdy tak dużo nie musiałam się domyślać, ale miła lektura)
Indeks szczęścia Juniper Lemon (RECENZJA)
Jeden dzień (dwadzieścia lat w tydzień, ale działo się!)


MUZYKA

Zacznijmy od tego, że Ed (w Polsce - kto jedzie?) i znowu Beatlesi <3
a poza tym:

FILM

Ten miesiąc zdominowały bajki na kinowym ekranie. Skoro wkroczyłam do świata dzieci to bez ograniczeń!

źródło
Gru, Dru i Minionki
Zabawna i rozrywkowa animacja nie tylko dla dzieci. Dobra, tylko dla dzieci, bo gdy się zobaczy te małe słodkie Minionki od razu człowiek zamienia się w dziecko.
Gru i Dru po wielu latach odkryli się jako rodzeństwo. Jednak nie mogą się tym cieszyć, bo na ich drodze staje Balthazar... z lat 80. Ta bajka jest po prostu śmieszna, miejscami dziwna i głupia, ale dalej wywołuje wiele radości.
Auta 3
Auta 3. TRZY. Zastanawiałam się co jeszcze mogą wymyślić producenci tego uniwersum, składającego się przede wszystkim  z samochodów. Wyścigi - odhaczone. Tajniaki - check. Czas na treningi - nie martwcie się w całkiem innej wersji - nowoczesnej. Bohaterowie też inni, bo każda gwiazda kiedyś gaśnie i jest zastępowana nowym obiektem. Jednakże Zygzak nie chce się poddać. Walczy aż zrozumie swoją sytuację. Niesamowite efekty, wciąż zabawny Złomek i różnorodne charaktery - bogatsze niż zło i dobro. Warto!

Jak Wam minął ten miesiąc?

2017-07-29

TRZY PROMYKI W NUDNYM ŻYCIU /seri(al)owo/

Hej,
Postanowiłam wreszcie napisać kilka słów o serii stworzonej przez Kim Holden, która opowiada niesamowitą historię życia Kate i jej przyjaciół. Cudo!

PROMYCZEK

Pierwsza część, do której nie byłam przekonana w ogóle. Zachwyty słyszane w okolicach majowej premiery, usuwałam ze swojego umysłu. Przecież to książka nie dla mnie. Co ja w niej znajdę ciekawego? Trwałam tak kilka miesięcy. Dopiero zmuszona przez Wiktorię otwarłam książkę i już na pierwszej stronie przepadłam. Sama się zastanawiam dlaczego tak długo zwlekałam. Przecież wielkość książki nie powinna mnie przestraszyć, czytałam grubsze i większe. Emocje jakie mnie otoczyły w czasie czytania tej książki tworzyły swoistą powłokę chroniącą mnie przed zewnętrznym światem. Czas się zatrzymał, a ja w mgnieniu oka skończyłam całość. Załamana, zdruzgotana, otwierałam książkę w przypadkowych miejscach i czytałam ponownie. Jak można w taki sposób poprowadzić akcję? Nie zdradzając, żadnych szczegółów, podjąć z początku tylko ogólniki, by w najmniej spodziewanym momencie zaskoczyć informacjami, które są straszne. Jednak "Promyczek" to także wiele radosnych i zabawnych chwil.  Sam tytuł. Promyczek. Światło. Radość. Uśmiech. Pijąc czarną kawę zawsze się uśmiechała. Ucząc się, potrafiła znaleźć czas dla każdego. Co poszło nie tak?

GUS 

Apogeum załamania. Dosłownie. Strata najbliżej osoby wypełniała chłopaka długo, długo po jej odejściu. Myślałam, że czytając drugi tom znowu będę mogła się cieszyć. Skoro Kim Holden stworzyła pozytywną pierwszą część, druga będzie podobna pod tym względem. Niestety nie, musiałam przeżyć ten trudny okres razem z Gusem, pokonać każdy etap, powoli i sumiennie. Jednak każda chmura kiedyś ustąpi miejsca promykom słońca, prawda? Takim sposobem Gus i jego zespół, który przemierzał świat w swojej trasie koncertowej, potrafił rozweselić czytelnika. Jako grupa przyjaciół często mieli wybuchy głupawki albo ciekawe przygody, nigdy nie było nudno. Gdy na horyzoncie pojawiła się Skautka, z równie tajemniczą przeszłością jak większość bohaterów, akcja zaczęła pędzić, a po chwili pojawiło się zakończenie. I co teraz? Koniec? Nie, trzeci tom! Na szczęście!

FRANCO

Czekałam, czekałam, naprawdę bardzo cierpliwie czekałam. Jednak gdy ujrzałam trzeci tom, który był o wiele za cienką książką, moja wytrwałość się skończyła. Sięgnęłam po książkę i przeczytałam ją w jeden wieczór, bo nie mogłam się powstrzymać. Znowu dostałam wiele humoru, nietuzinkowy romans i wiele przyjaźni. Wszystko na co czekałam tylko w okrojonej wersji.  Chociaż sto stron więcej (nie wiem o czym, ale Kim Holden mogłaby coś wymyślić), by móc się bardziej cieszyć i dłużej czytać. Ogólnie książka przypadła mi do gustu, zawierała historię dorosłych już osób, więc pożegnaliśmy nastoletnie lata bohaterów.  Całość była żywsza i oryginalna. Pojawiło się wiele innych problemów, znajomości i emocji.
Franco, czyli główny bohater w mojej wyobraźni nigdy nie miał jednakowego wyglądu. Raz był wysoki, potem umięśniony albo łysy. Nie potrafiłam tego połączyć w jeden obraz, więc za każdym razem Franco był innym Frankiem. 

Tak oto zakończyłam przygodę z tą serią. A może rozpoczęłam? Idę czytać "Gusa"!

Jak wasze wrażenia po tej serii?
 Piszcie!

2017-07-27

ENGLISH MATTERS /opinia

Hej,
Kolejny raz chciałabym przedstawić Wam trochę informacji ze świata języka angielskiego. Wydawnictwo Colorful Media w najnowszym wydaniu najwięcej miejsca poświęca liczbom.

What's Your Number

Pierwsza myśl: na lekcjach angielskiego się nie liczy! Niby co uczeń ma rachować? Litery?
Następna bardziej błyskotliwa: przecież w każdym języku się liczy! Ale jak w angielskim?
I pustka.
Na szczęście teraz już wszystko naprawione, informacje na swoim miejscu. Myślę, że kiedyś mi się przydadzą. W artykule pokazane są poprawne sposoby czytania ułamków oraz określenia używane do rzeczowników policzalnych i niepoliczalnych, czyli prawie największej trudności z językiem angielskim. Czy można policzyć cukier lub spodnie? (pyta humanista humanistę)



Rub a Dub

Tutaj natomiast jest śmiesznie. Wiele gier językowych oraz zwrotów związanych ze słowami z kategorii "woda", które tak naprawdę rzadko oznaczają wodę. Ale namieszałam - po prostu idiomy. Liczne dialogi, scenki, a nawet wypisane zwroty pomagają zrozumieć zawiłości w języku angielskim. I czujemy się jak ryba w wodzie!

Summer Party Destinations 

Z kolei ten artykuł zaprasza nas na niekończącą się imprezę. Wyspy takie jak Ibiza czy Majorka są każdemu dobrze znane z wakacyjnego odpoczynku, dyskotek i luksusu. Autor tekstu przybliża te miejsca, wskazując również najważniejsze przedmioty, które warto spakować do walizki.

The Bloody Truth about Blood Suckers 

Ogłaszam uroczyście, że znalazłam nowy serial do obejrzenia, może nawet w te wakacje. "True Blood" jak można się domyślić opowiada historię wampirów żyjących równolegle z ludźmi w swojej własnej społeczności. Brzmi ciekawie, aktorzy też wydają się idealnie pasować do powierzonych ról. Nic tylko oglądać!

Bruno Permanently

Bruno Marsa zna każdy. Każdy słyszał jego piosenki, choćby jedną. Utwory wpadają w ucho, ale też zawierają wiele dodatków ze slangu. English Matters się postarało i wytłumaczyło te zagadnienia, dodając liczne synonimy i zasady gramatyczne.  Przydatne!

Poza tym w numerze 65 znajdziecie:
• Ivanka Trump – the Shadow Princess of Politics
• My Summer Bleisure
• British Food – Not so Bland Anymore!
• The Boston Tea Party
• Making Do with Make and Do
• The Great Wall of Mexico
oraz kilka ćwiczeń ze słownictwa i gramatyki!

Dziękuję wydawnictwu Colorful Media za egzemplarz!

2017-07-25

INDEKS SZCZĘŚCIA JUNIPER LEMON /opinia

Autor: Julie Israel
Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Tytuł oryginału: Juniper Lemon's Happiness Index
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Data wydania: 5 lipca 2017
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: IUVI


OGÓLNIE:

Juniper Lemon stara się wieść dalej życie po śmierci siostry. Jednak już pierwszego dnia szkoły gubi fiszkę z bolesnym wyznaniem, którego nikt nie może zobaczyć. Nikt! Zmuszona przez sytuację wybiera się do kontenerów ze śmieciami na poszukiwanie zaginionego skarbu. W ciągu roku szkolnego bez siostry dziewczyna poznaje grupę osób, ale czy ta relacja na pewno jest szczera?
Dodatkowo Juniper pragnie dowiedzieć się kim jest tajemniczy TY. 
- A jeśli się boję? - szepczę.
- Wszyscy się boimy, Juniper.
Indeks szczęścia Juniper Lemon; Julie Israel; 305

MOJA OPINIA:

Jestem zauroczona. Nie dość, że cudna okładka, wnętrze również zadowalające, ba, zachwycające!
Porównanie autorki do Greena i Nelson to strzał w dziesiątkę. Gdyby połączyć humorystyczne komentarze i barwne emocjonalne opisy, wymieszać i dosypać szczyptę notatek, listów i fiszek powstanie "Indeks szczęścia Juniper Lemon". Nie myślcie jednak, że ta książka to puste odwzorowanie znanych schematów - Julie Israel stworzyła coś całkiem nowego, niezwykłego, wow.

Wśród grupy bohaterów, jaką tworzyli uczniowie i nauczyciele szkoły, łatwo dostrzec kilka postaci, które są szczególnie ważne dla całokształtu "Indeksu szczęścia Juniper Lemon". Stanowią oni grono osób z różnymi wartościami i zainteresowaniami, ale potrafią się porozumieć, widoczna jest między nimi więź. Polubiłam każdego z nich, ale moje serce skradł Brand. Rozrabiający muzyk, który tak naprawdę, pod wszystkimi warstwami ochronnymi i tarczami jest wrażliwym chłopakiem. To odkrycie było niezwykłe, bo okazało się, że pozory tworzone przez Branda latami, mylą. Od razu zapragnęłam poznać jego postać bliżej. Razem z Juniper chciałam go zrozumieć i znaleźć całe to ukryte bogactwo. 
Natomiast Juniper ślepo wierzyła, że istnieje jakiś sposób na odzyskanie siostry. Podjęła kilka nieodpowiednich decyzji, ale mimo to uważam, że została dobrze wykreowana, a to jest najważniejsze. Chciałabym mieć taką przyjaciółkę, naprawdę.

Dialogi prowadzone przez autorkę były magiczne - podobnie jak komentarze i narracja. Można było wyczuć w nich buzujące emocje, co prowadziło do wybuchu śmiechem albo łzami. Wszystko zależało od sytuacji. Kto by wpadł, żeby m&m's wykorzystać jako walutę? Grzebać w śmietniku? To już najwyższy stopień desperacji, ale zabawny jak mało co. Dalej się śmieję, wyobrażając sobie Juni krążącą wokół resztek obiadowych i innych odpadków. Niezapomniane! Jeśli jesteście ciekawi, jest tylko jeden sposób...

Sztuka i muzyka odgrywają w tej książce ogromną rolę. Juniper najczęściej zajmowała się zajęciami plastycznymi, wspominając siostrę. Możemy śledzić jak dziewczyna tworzy dzieła z udziałem znalezionych śmieci. Od razu sztuka nowoczesna (śmietnikowa zarazem) nabiera nowego znaczenia. Zamiast tworzenia rzeźb z butelek plastikowych Lemon organizuje przestrzenie w refleksyjne mapy. Wykorzystuje swoje fiszki "indeksu szczęścia", które nie były nawet głupim pomysłem. Zapisanie wydarzeń z minionego dnia i poddanie ich ocenie, może pomóc nam lepiej poznać siebie - a w tym przypadku Juniper. Tylko nie wyszukujcie tych dodatków wcześniej, bo cała książka może nie być już tak interesująca. Taki mały kawałek papierka, a wszystko zdradza...

Wydanie książki jest dopracowane na najwyższym poziomie. Podział rozdziałów był dla mnie zaskakujący. Spodziewałam się rozdziału pierwszego opatrzonego numerem 1, a nie liczbą 65. Jednak to wszystko ma sens. 
Autorka przygotowała poruszającą opowieść, która jako debiut powinna zajmować jak najwyższe miejsca. Juni i jej historia dołączają do moich ulubionych. Na pewno będę wracać nieraz do przygód w śmietniku albo miłości między bohaterami. Nie ominę żadnej okazji!

"Indeks szczęścia Juniper Lemon" czyta się bardzo szybko, jeden wieczór wystarczy by zrozumieć Juniper Lemon, jej problemy i trudności, a także motywacje. Każdy czytelnik znajdzie płynący morał z tej książki, który warto zapamiętać. 

Dziękuję serdecznie wydawnictwu IUVI za możliwość poznania Juniper Lemon i przeżycia roku wraz z nią. 

2017-07-22

KOCHAJĄC SERIALE /monolog z książką w dłoni

Hejka,
Dziś zapraszam na kolejną część o serialach! Chyba nie myśleliście, że na trzech się skończyło? 
Zresztą na sześciu też nie :)

źródło

SKAM

Serial, który zna każdy.
Serial, który jest krótki.
Serial, który jest wybawieniem po zapracowanym dniu.
"SKAM" opowiada o życiu uczniów w norweskiej szkole. W poszczególnych sezonach akcja skupia się na różnych osobach. Eva, Noora, Isak (on jest przepiękny!), Sana. Poznajemy całą historię, zazwyczaj połączoną z wątkiem miłosnym tylko z jednej perspektywy. Hmm, dla mnie najbardziej romantyczne i optymistyczne były podchody (nie można tego inaczej nazwać) Noory i Wilhelma. Kolejne miejsce zajmuje Isak, bo sprawił, że się wzruszyłam. Naprawdę, w ciągu kilku pierwszych minut odcinka potrafiłam się wzruszyć i trwałam tak do końca. To było bardzo dziwne.
Oprócz szkoły poznajemy też typowe miejsca imprez lub rodziny głównych bohaterów. Jest tak nastoletnio, bez żadnego nacisku z zewnątrz. Wszystkie wydarzenia wydają się spontaniczne i żywe, a przede wszystkim wiarygodne. Problemy poruszane są bliskie każdemu uczniowi, można się z nimi spotkać nawet w swojej szkole.
Chciałabym jeszcze sezon o Chris, bo ona jest genialna! Szkoda, że to już koniec :(
Jedyne czego mi brakuje to muzyki, jakiejkolwiek melodii czy dźwięku w tle. Czasami jest zbyt cicho!


źródło

AnnE

Polski tytuł to jest jeden wielki błąd, wiec go pomińmy.
Historia w serialu zaczęła się identycznie jak w książce. Dworzec, czerwone drogi, cichy Mateusz i gadatliwa Ania. Ten odcinek był w pełni sentymentalny i doskonały. Dosłownie zapierał dech w piersiach. Natomiast kolejne z minimalnymi zmianami również mi przepadły do gustu.
Gilbert i Ania, czyli jak kiedyś pisałam idealny związek. Czekałam na Gilberta. Całe trzy odcinki minęły zanim się pojawił i od razu było wielkie WOW. Gilbert grany przez Lucasa Zumanna był cudny, doskonale pasował do tej roli. A gdy wypowiedział "Marchewka" wszystko zaczęło się rozkręcać.
Pozostali bohaterowie również spełnili moje oczekiwania, emocje były widoczne na ich twarzach, a zachowanie odwzorowywało to co pamiętam z kart książki. Ich charakteryzacja również pokazywała realia epoki.
Całej akcji towarzyszyły niesamowite widoki i krajobrazy. Mimo że chwilę wcześniej wszyscy się spieszyli, następowało nagłe STOP, które pozwalało poskładać wszystkie wydarzenia w jedną całość.
Jedyne co mnie rozczarowało to zakończenie. Nie tego chciałam, ale przynajmniej można czekać na kolejny sezon!


źródło

13 powodów

Najbardziej znany i powszechny serial ostatnich miesięcy. Przygasił nawet trochę sławę "Riverdale", a to już jakiś znak.
Mimo że po każdym odcinku zdarzało mi się trochę ponarzekać, uważam, że warto poznać tę produkcję.
Podstawową sprawą, która wywołała moje oburzenie jest zmiana zachowań, charakterów oraz reakcji bohaterów na zaistniałą sytuację. W książce było inaczej! Wiadomo, spodziewałam się rozwinięcia wątków, nowych elementów, ale nie wyolbrzymienia i zmienienia najważniejszych aspektów - emocji! Jednak skoro zaczęłam, musiałam skończyć...
Aktorzy byli dobrani wzorowo do tej ekranizacji. Szkoła łączyła przedstawicieli wielu ras i narodowości, a każdy z nich w jakiś sposób był zaangażowany w sprawę Hanny Baker. Clay (Dylan Minnette) w swojej nieudolności był czasami nawet słodki :)
Podobnie w kwestii łączenia wspomnień z rzeczywistością. To było dopracowane, w pewnym sensie płynnie przechodziło się pomiędzy tymi dwoma sferami. Usłyszane z kaset nagrania stawały się realniejsze, a przez to ciekawsze.
Odcinków na razie jest 13 i każdy trwa godzinę. Według mnie optymalny czas i ilość. Nie widzę sensu robić kolejnego sezonu, no bo o czym? Poczekam, zobaczę.

Znacie któryś z powyższych seriali? Co sądzicie? 

2017-07-19

KRÓLEWSKA KLATKA /opinia


Autor: Victoria Aveyard
Tytuł: Królewska klatka
Tytuł oryginału: King's Cage
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
Cykl: Czerwona Królowa (tom 3)
Data wydania: 24 maja 2017
Liczba stron: 568
Wydawnictwo: Moondrive

Jeśli nie znasz serii, zapraszam na recenzję poprzednich tomów:

Ostrzegam przed obecnością spojlerów!

OGÓLNIE:


Mare pozostaje w niewoli, jest maskotką Mavena. Pozbawiona mocy i znieważona, nie poddaje się, stara się znaleźć drogę ucieczki. Wokół toczą się liczne wojny i spory. W kraju Czerwonych i Srebrnych nic już nie jest pewne. Czy Mare odzyska wolność? 
Nadzieja w sytuacji, gdy nie ma na nią miejsca, jest okrucieństwem.
Victoria Aveyard – Królewska klatka

MOJA OPINIA:

Na odpowiedź na powyższe pytanie trzeba czekać i czekać. Czekać. Czekać. Obracać strony książki. Czekać. Wymyślać alternatywne rozwiązania. Czekać. To naprawdę jest nużące. Jednak z drugiej strony, skoro czekałam półtory roku na otwarcie tej książki, kilka godzin nie powinno być dla mnie problemem. Gdy to odkryłam, czerpałam coraz większą przyjemność z czytania "Królewskiej klatki". Wchłaniałam wydarzenia, zachwycałam się i kibicowałam bohaterom. Musiało im się udać!

Powyższy akapit określa całą książkę, to jedno wielkie oczekiwanie, które prowadzi do kolejnego odliczania dni do premiery czwartego, ostatniego tomu. Teraz czas na trochę szczegółów.

Na pierwszy ogień idzie ogniste rodzeństwo, czyli Maven i Cal. W tej części mogłam bliżej poznać Mavena. Akurat trafiło na księcia, przepraszam, króla, którego niezbyt lubię. Poprzednie części przekonały mnie, że nie znajdę w nim ulubionego bohatera. Ale. Ale każdego trzeba poznać i dać mu szansę. Udało mi się poznać bliżej szalonego Mavena i uważam, że był naprawdę dobrze wykreowany. Nie wiedziałam czego się spodziewać po jego zachowaniu. Był nieokiełznanym (zakochanym) i nieosiągalnym władcą. Lubię to!
Natomiast Cala było za mało. Czekałam na rozwój jego postaci, a gdy nastąpił chciałam to wycofać. Myślę, że jakoś wszystko się wyjaśni... za kilkanaście miesięcy.

Zmiana i rozszerzenie narracji było dobrym i przemyślanym zabiegiem ze strony Victorii Aveyard. Mare, Cameron i Evangeline. Każda bohaterka posiadała inny charakter oraz reprezentowała oddzielną grupę. Tylko jedna cecha je łączyła - troska o rodzinę. Dzięki podzielonej narracji mogłam poznać cały obraz sytuacji w czasie niewoli Mare. Nie było przez to monotonnie, bo śledzi się zarazem dwór i działania Szkarłatnej Gwardii.
Potwory są najbardziej niebezpieczne, gdy się boją.
Victoria Aveyard – Królewska klatka (166)
Właśnie, dwór. Olbrzymie powierzchnie połączone ze sobą, stanowiły dla Mare tajemnicę. Każda nowo odwiedzana sala wywoływała inne odczucia lub przywoływała wspomnienia z pierwszego pobytu na zamku w całkowicie innej roli. Przepych albo prostota. Jako marionetka w rękach Mavena, dziewczyna poznawała też różne osobistości na uroczystościach. Kolejny raz barwnie przedstawiono poszczególne zdolności rodów Srebrnych, a także Nowych.

Mare w "Królewskiej klatce" można określić, jako chodzącą propagandę. Była wykorzystywana do najróżniejszych celów i zagrań politycznych Mavena. Brutalnie zmuszana i wykorzystywana wywołała wiele emocji. Byłam zszokowana dokładnością i precyzją działań króla i jego świty. W kwestii polityki, autorka rozwinęła wątek walki z Lakelandią oraz historyczne dzieje Norty. Sprytnie przekształciła wydarzenia z naszej historii i wplotła w fikcyjny świat. Uważam to za udane!

Wielu narzeka na rozciągłość i przedłużanie w "Królewskiej klatce". Natomiast mi się to niezmiernie podobało. Uwielbiam styl Victorii Aveyard, więc tylko się cieszyłam widząc ponad 500 stron stworzonych z jej słów. Każde zawiłości, pojedyncze wydarzenia, czy wątki były konieczne. Nie chciałam kończyć. Myślę, że i wy nie odpuścicie sobie tej książki! Nie wypada!

Czytaliście? Znacie tę serię?

2017-07-15

KOCHAJĄC SERIALE /monolog z książką w dłoni/

Hej,
Dawno temu pisałam, że obejrzałam wiele serialów. Chyba najwyższy czas trochę to opisać, prawda? 
Jesteście ciekawi?
Zapraszam!
źródło

Confess

Tak wiem, nie musicie mi tego mówić. Najpierw oglądnęłam serial, a teraz planuję czytać książkę. Wiem, że to był błąd, bo mam jeszcze większą ochotę na zasmakowanie stylu Colleen Hoover. Trudno.
Ten serial nie jest jakimś cudem wszechświata, obowiązkowym aspektem życia. Jednak patrząc na Owena wszystko nabiera sensu. Ogólnie historia mi się spodobała. Znowu został poruszony problem, który jest przez większość pomijany. Czytaliście książkę lub oglądaliście serial/film o walce o prawa do opieki nad ukochanym dzieckiem? Właśnie, nie. Colleen jeszcze raz połączyła przeszłość i teraźniejszość. Kolejny raz pojawiło się wszechobecne przeznaczenie. Właśnie za to ją uwielbiam.
Yhh, zeszłam z tematu....
Aktorzy według mnie, pasowali idealnie do swoich ról. Daję im plusa. Szczególnie na niego zasługuje Owen (Ryan Cooper) był  genialny, niesamowity, po prostu WOW.
W serialu pojawiło się wiele humoru, smutku, rozpaczy i miłości.

źródło

Lucyfer

Lucyfer (nikt się nie spodziewał, że będzie uroczym anglikiem) bierze urlop w Piekle i wybiera się na wakacje do Miasta Aniołów. Tam prowadząc klub nocny, odpoczywa, znajduje nowe cele i perspektywy. Stara się również pomagać miejscowej policji by być blisko Pani Detektyw, która jest dla niego nieosiągalna i której nie potrafi całkowicie poznać. Ich relacja jest powiewem świeżości wśród wszystkich schematycznych romansów.
Wątek boski, chyba tak można to nazwać jest bardzo intrygujący. Wydaje się trochę irracjonalny, ale z odcinka na odcinek wszystko powoli się tłumaczy, aż do kolejnego buuum!
Twórcy serialu wpletli do każdego odcinka jakieś morderstwo. To akurat jest doskonały dodatek dla mnie, zagorzałej fanki "Agentów NCIS" oraz "CSI: Kryminalne zagadki".  Kryminalne zawiłości nie zasłaniają jednak najważniejszej części serialu, czyli życia Lucyfera, jego miłostek, intryg oraz problemów.  Diabeł nawet stara się interpretować poszczególne sprawy w stosunku do swojej osoby, w czym pomaga mu doktor Linda Martin.
Jak  można się spodziewać w tym serialu nie brakuje ironii, zabawnych dialogów czy sytuacji.

źródło

Flash

Jak poznaję superbohaterów to wszystkich od razu, co nie?
Arrowa opisuję dokładnie w poszczególnych postach, ale teraz czas na Flasha, czyli Barry'ego Allena.
Jego historia nie zaczyna się od pięciu lat na wyspie tylko od wybuchu akceleratora. Zostaje obdarzony mocą super szybkości. Jednak nie tylko on, więc powstaje wielu metaludzi, z którymi musi się zmierzyć.
Ten serial ma całkowicie inną atmosferę niż Arrow.  Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że tu jest pogodniej i bardziej rodzinnie.
Drużyna Flasha, a szczególnie Cisco (gdy siorbie swoje napoje) przypadła mi do gustu. Ich system pracy był doskonale opracowany.
Doktor Harisson Wells już od pierwszych odcinków był bohaterem krzyczącym, oczywiście w przenośni, zaufajcie mi, a was zniszczę. Coś czuję, że on wywoła wiele erupcji, którym nawet Flash nie będzie mógł zapobiec...
W ogóle obecność kilku równoległych rzeczywistości była genialna. Tam można podróżować! Przenosić się! Istnieje ktoś podobny do nas! Ale czy na pewno?
Miłości w tym serialu nie brakuje, choć Flash jest na nią ślepy. Kiedy dostrzeże to, co jest najbardziej jaskrawe i widoczne?

Oglądacie te seriale? Inne? Piszcie!

2017-07-12

MAYBE SOMEDAY /opinia

Okładka książki Maybe Someday


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Maybe Someday
Tytuł oryginału: Maybe Someday
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Cykl: Maybe
Data wydania: 13 maja 2015
Liczba stron:440
Wydawnictwo: Otwarte




OGÓLNIE:

Wszystko zaczęło się od balkonu i prywatnego koncertu...
Sydney w dniu swoich urodzin straciła cały swój dobytek, nie tyle fizyczny, co psychiczny. Nie ma teraz nikogo bliskiego. Jest sama.
Na horyzoncie, a dokładniej na balkonie pojawia się chłopak z gitarą, który ofiaruje jej swoją pomoc równającą się z mieszkaniem. Nie zdradza tylko kilku istotnych spraw...
Wszystko wskazuje na postępujący romans, ale czy na pewno?
Nie cierpię swoich uczuć. I nie cierpię swoich wyrzutów sumienia. Jedne i drugie prowadzą ze sobą ciągłą wojnę, a ja nie jestem pewna, ku czemu powinnam się skłaniać.
Colleen Hoover – Maybe Someday

MOJA OPINIA:

Colleen Hoover to autorka książek, która wszystko zmienia. Z jej powodu przechodzę przez wszystkie stany emocjonalne. Jednak nic nie powstrzymuje mnie od czytania kolejnych książek jej autorstwa. (Nie zaliczając mojej dwumiesięcznej przerwy, kiedy przygotowywałam swoją psychikę na kolejne doznania.)
Niedawno albo dawno, czytałam "Maybe Not", czyli kontynuację lub część historii łączącą się z bohaterami "Maybe Someday". Znając postacie pobieżnie, nie wiedziałam czego dokładnie się spodziewać. Zwariowanej książki czy wyważonej lektury?

Tym razem los skierował mnie w stronę "Maybe Someday". Kolejnej książki, którą będę zachwalać. Wywyższać. Jak możecie się spodziewać dołączę także do osób, które stawiają ją na podium. Gdy ją przeczytacie zrozumiecie, że nie ma innej opcji. To jest autentyczne cudo!

Kolejne rozdziały pisane z perspektyw Ridga i Sydney są wypełnione wieloma sprzecznymi uczuciami. Każda scena stworzona przez Hoover wydaj się być żywa, jakby naturalna. Dodatkowo ważną kwestią jest komunikacja. Uważam, że żeby coś zaistniało musi być choć minimum interakcji. W "Bez słów" Mia Sheridan wprowadziła znajomość języka migowego, a tutaj Colleen Hoover SMS. Rzadko spotykane w książkach wprowadzenie innych form wypowiedzi, urzekło mnie. Czytanie prywatnych rozmów (zapisanych, nie wypowiedzianych) było o wiele bardziej intymne. Przecież pisząc jesteśmy bardziej szczerzy, niż rozmawiając twarzą w twarz. Te wyznania były osobiste i zawierały wiele tajemnic z przeszłości. Naprawdę, czarująco!
(…) Ktoś mi kiedyś powiedział, że cierpienie stanowi doskonałą inspirację. Niestety, miał rację.
Colleen Hoover – Maybe Someday
Następny równie cudowny element "Maybe Someday" to muzyka. Tak można ogólnie określić to, co tworzyli bohaterowie. Muzyka. Poszczególne teksty pisane przez nieszczęśliwie zakochanych biły emocjami. Nawet wyrwane z kontekstu miały siłę. Oczywiście ja, jak to zwykle bywa, najpierw przeczytałam teksty utworów, ich tłumaczenie i zrobiłam swoją własną interpretację, a potem kolejną już wraz z bohaterami. Gdy jesteście ciekawi jak te utwory brzmią zapraszam tutaj.

Teraz czas na chwilę zachwytu (kolejną). Gdy Ridge przychodził do pokoju Sydney z gitarą w ręku od razu wiedziałam, że wydarzy się coś, co zaburzy wszystko do tej pory odczuwalne. Wiele erupcji, wybuchów i ... niechcianej miłości było wspaniałą mieszanką, która wypełniała bohaterów. Nie jestem pewna, kto był bardziej zdruzgotany po chwilach bliskości między postaciami. Czytelnik czy bohaterowie z pod pióra Hoover? 

SPOJLER
Decyzje, które z biegiem czasu podejmował Ridge niezbyt przypadły mi do gustu. Jak można tak postępować? Odtrącać kogoś, kogo serce już wybrało?
Jednak zrehabilitował się w zakończeniu. Oczywiście, jak można się spodziewać, niecodziennymi, magicznymi wyznaniami, które potrafią poruszyć każdego. Czytając je byłam wzruszona jak nigdy.

Kończąc moje zachwyty, czas powiedzieć, że naliczyłam się 9 synonimów "ochów i achów". To chyba szczególnie przekonujący znak, czyż nie?

Czytaliście?

2017-07-09

URODZINY 2 /monolog z książką w dłoni

Hej,
Dziś dla mnie, a szczególnie dla tego bloga ważny dzień. Trzeba go uczcić.

Dwa lata. 
Całe dwa lata w miarę regularnych postów na blogu.  
Recenzji, opowiadań i monologów.
Multum przeczytanych książek, obejrzanych seriali i filmów.
Wiele wspaniałych komentarzy i rozmów.
Dziękuję!

źródło
Codzienne doglądanie tego zakątka było niezmiernie interesującym zajęciem. Pierwszy komentarz cieszył, 150 cieszy, a 2500 także. Coś czuję, że to się nigdy nie zmieni. Dziękuję wam serdecznie za tak wiele miłych słów i własnych opinii, a czasami za krytykę i wskazania błędów. Naprawdę było to pomocne! Kieruję te słowa do wszystkich 176 obserwatorów, a także do każdego z osobna!

Uwielbiam udoskonalać własne posty przed ich opublikowaniem. Często pierwotna recenzja zostaje całkowicie zmodyfikowana. Jednak to nie zmienia faktu, że dalej śmieję się ze swoich tekstów. Czytając recenzję z października albo kwietnia, potrafię wybuchnąć śmiechem, chociaż to było tak niedawno. Nie wydaje mi się, żeby tak szybko zachodziły przemiany w moim umyśle. Inne opinie powodują, że mam ochotę kolejny raz przeczytać daną książkę - np. "Harry Potter i przeklęte dziecko". Niesamowite!

Może teraz trochę statystyk? Nie bójcie się, policzmy tylko do trzech!
  1. Co mnie zmieniło na zawsze /recenzja
  2. New Books - wrzesień
  3. English Matters /recenzja

Tak oto przedstawia się spis najchętniej czytanych postów. Jeśli jeszcze ich nie znacie, warto sprawdzić, co w trawie piszczy :)

Uroczyście wkraczając w kolejny rok blogowania warto sporządzić jakiekolwiek plany. 

Koniec z recenzjami. Zrozumiałam wreszcie, że moje recenzje są odległe od wyobrażenia definicji słowa 'recenzja' zawartego w mojej głowie jak i w słowniku. Wraz z nowym rokiem przybywają OPINIE. Ogólnie, dalej będzie luźno, śmiesznie (albo nie) i subiektywnie.

Poprawa formy. O czas i regularność nie muszę się martwić, ale forma i wygląd posta rzadko spełniają moje oczekiwania. Staram się powoli to zmieniać, dlatego jesteście świadkami różnych prób. Udanych i nieudanych.

Na pewno napiszę 'naprawdę'. Te dwa słowa bardzo, bardzo często pojawiają się na tym blogu. Tylko rzadko udaje mi się pamiętać, które powinno się pisać razem, a które osobno. Nawet teraz sprawdzałam...

Zawieszenie seri(al)owo. Wiecie, to miała być seria, która porwie czytelnika, zachęci do serialu lub serii książkowej. Miało być pięknie, ale pojawił się problem. A nawet kilka. Po pierwsze, nie wiedziałam, co pisać, by zaciekawić, a zarazem niczego nie zdradzić. Po drugie, te posty zyskiwały mały odzew z waszej strony, więc mi tym bardziej się nie podobało. Ostatnią sprawą jest to, że były rzadko, choć w ubiegłych miesiącach chciałam spróbować je rozwinąć, ale jak to bywa... nie wyszło.
(Pojawi się więcej o seriach i serialach w monologach, które osobiście uwielbiam!)

Może Wy posiadacie jakieś pomysły, na coś co chcecie znaleźć na tym blogu. Czekam na propozycje w komentarzach lub na e-mailu!

Na sam koniec chciałabym Wam jeszcze raz serdecznie podziękować za ten rok spędzony ze mną i moimi pomysłami.  Czuję się zaszczycona!


2017-07-08

#wyślijcoś /WYMIANA POCZTÓWKOWA

Hej,
Witam wszystkich! Cieszę się niezmiernie, że dotarliście do tego posta. Dziś chciałabym was serdecznie zaprosić do udziału w wymianie pocztówkowej.
źródło

W erze SMSów i internetu zapominamy o tych cudownych skrawkach papieru, które niosą ze sobą o wiele więcej emocji oraz historii niż rozmowa online. Tak, to właśnie są pocztówki. Kilkanaście lat temu czekało się na kartkę od przyjaciela będącego na wakacjach z rodziną nad morzem lub w górach. A teraz... czas do tego wrócić.
Jeśli jesteście chętni to pomogę!

Warunki, które musicie spełnić są bardzo proste i nie wymagają od Was praktycznie nic.

  1. Posiadanie adresu na terenie Polski.
  2. Posiadanie humoru i chęci do udziału.

Trudne? Nie!

***

Gdy skomentujecie ten post, wyrażając chęć udziału w wymianie to już połowa sukcesu! Wystarczy jeszcze wysłać informacje o sobie, swoim adresie ORAZ ZGODĘ NA PRZEKAZANIE ADRESU WYLOSOWANEJ OSOBIE na e-mail:

zaczytanaja21@gmail.com 

Nie martwcie się, informacje poufne nie będą nigdzie publikowane! 

Po kilku dniach (albo minutach, zależy od wakacyjnego poziomu szczęścia) dostaniecie informację zwrotną, kto jest waszym partnerem. 
Napiszcie kilka słów pozdrowień i ślijcie w świat!

Czas trwania zapisów: 08.07.2017r. - 15.07.2017 r.

Czas na wysłanie pocztówki: do 31.07. 2017 r.  (pamiętajcie o szacunku i nie zapomnijcie o terminie!)

Ktoś chętny?

2017-07-05

KOCHAJĄC PANA DANIELSA /opinia

Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł: Kochając pana Danielsa
Tytuł oryginału: Loving Mr. Daniels
Data wydania: 17 czerwca 2015
Liczba stron:432
Wydawnictwo: Filia

OGÓLNIE:

Wydarzenia w życiu Ashlyn sprawiły, że musiała się przeprowadzić do ojca. W czasie podróży pociągiem poznaje Daniela. Zakochują się już od pierwszego spojrzenia i to dosłownie.
Gdy dziewczyna pierwszy raz wchodzi do nowej szkoły, szokuje ją widok Daniela, a raczej Pana Danielsa. Ups!
Jego tęczówki były intensywnie niebieskie, a spojrzenie pełne zainteresowania. Przez chwilę myślałam, że jego oczy są bramą do innego świata.
Przepiękne.
Zapierające dech w piersiach.
Cudowne.
Niebieskie oczy.
Westchnęłam.
Może rzeczywiście były wrotami do lepszego świata.
Brittainy C. Cherry – Kochając pana Danielsa

MOJA OPINIA:

Zacznijmy od tego, że udało mi się! Przeczytałam pierwszą książkę autorstwa  Brittainy C. Cherry! Bardzo chciałam poznać styl autorki, jej pomysły i historie. Słyszałam wiele dobrych słów i zachwytów na temat... wszystkich jej książek. Bez wyjątku!
Tak jest u większości czytelników, a jak u mnie? Hmm, troszeczkę inaczej. Nie potrafię się tylko zachwycać, bo książka była dla mnie po prostu płytka.

To jest najodpowiedniejsze słowo. Szukałam go długo, by w jakiś sposób przedstawić to, co odczuwam po skończonej lekturze. Miłość pomiędzy bohaterami była opisana szeroko i mieściła się na wszystkich 432 stronach. Jednak wydaje mi się, że nie była ona dosadnie pogłębiona. Nie mogłam poznać całości uczucia tylko małe, niepołączone fragmenty.
Rozumieniem, musieli się z tym ukrywać przed otoczeniem, ale nie przed odbiorcami książki. Nie przed sobą!
Ashlyn i Daniel Daniels stanowiliby idealnie dobraną parę, ale to szkoła ich rozdzielała. Trudno jest się poddać i pozwolić odejść uczuciu, które każdego dnia jest pobudzane na nowo. Spojrzenie, dotyk i słowo rozbijają całą budowaną granicę. Jednak opłaca się czytać o walce bohaterów. Choć jest płytka, prowadzi do znakomitego zakończenia. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszych, piękniejszych ostatnich stron książki.

Nowa rodzina, do której Ashlyn weszła niespodziewanie była interesująca. Naprawdę. Znalazło się tam tak wiele osobowości i problemów, że nie mogło być nudno. Mogę nawet powiedzieć, że to nie był zwykły zapychacz, ale równie konieczny jak romans wątek. 

- Czasami zastanawiam się, jak mam zacząć od nowa, wiesz? Jak mam kiedykolwiek być szczęśliwy?
- Zacznij powoli. Pozwól sobie odczuwać każdą cholerną emocję. A kiedy zaczniesz odczuwać szczęście, nie miej wyrzutów sumienia.
Brittainy C. Cherry – Kochając pana Danielsa
Gabby, czyli siostra Ashlyn powierzyła bliźniaczce listę rzeczy do zrobienia. Obowiązkowych czynności i spraw, które trzeba przeżyć by poznać choć namiastkę szczęścia. Ten element niezmiernie mi się podobał, bo w zabieganym świecie ludzi oraz bohaterów fikcyjnych był momentem refleksji. Z listów wylewało się szczęście, które z kolei udzielało się czytelnikom. W niektórych rozdziałach liściki leczyły dziewczynę, a w innych stanowiły tarczę i broń za razem. Miło się je czytało, naprawdę!

Autorka, a szczególnie stworzone przez nią dialogi skradły moje serce. Były doskonale dopracowane, o czym świadczy bogactwo cytatów płynących z wypowiedzi bohaterów. Można je określić jako częściowo dojrzałe (czasami źle wychodzili na podejmowaniu decyzji) i mądre.
Brittainy C. Cherry starała się zawrzeć podstawowe prawdy oraz zasady i przekazać je wszystkim. Udało się! 
Wiele z wypowiedzi mnie poruszyło, ale też znalazło się kilka zabawnych fragmentów i rozmów.

I na sam koniec Szeks, czyli inspiracja i obecność Szekspira. Na początku w mojej głowie pojawiła się krzycząca myśl "ZNOWU?!?", ale gdy inspiracja dramatopisarzem rozwijała się, robiło się ciekawie. W ogóle wszystkie rozdziały rozpoczynały się fragmentem piosenki wzorowanej na jego utworach. Postać Anglika towarzyszyła zakochanym i była zmyślnie wpleciona w całą akcję. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się to spodoba :)

Ostatecznie, czy warto? Z pewnością tak, dla ostatnich stron! 

Czytaliście, zamierzacie?

2017-07-01

TRZEJ MUSZKIETEROWIE /monolog z książką w dłoni/

Hej,
Mój chwytliwy tytuł jest jednym wielkim oszustwem. Kłamstwem, za które już teraz was przepraszam. Jednak musiałam, nie mogłam się powstrzymać, bo te słowa najlepiej opisują to, kim dla mnie są Simon, Simon i Simon. Trzej muszkieterowie stworzeni przez mój umysł. Troszeczkę, odrobinkę podobni.
Przekonajmy się...

Jeszcze jedna uwaga, czytacie na własną odpowiedzialność, bo mogę wam przypadkowo/specjalnie co nieco zdradzić z książek!


Simon z "Darów Anioła"

Nasza przyjaźń, jeśli można tak to nazwać, rozpoczęła się od tego, że zaczęłam czytać tę serię. Pojawił się już na pierwszych stronach i jako taki kujonowaty przyjaciel głównej bohaterki, urzekł mnie. Od razu przeglądnęłam wszystkie sześć książek poszukując jego imienia, żeby mieć pewność, że go nie pominą w późniejszych wydarzeniach.
Jego nieudolność, gdy wkroczył do świata Nocnych Łowców była cudna. Clary zapoznała się z nowymi ludźmi bez najmniejszego problemu, a Simon powoli, krok po kroku starał się wszystko zrozumieć, cały czas zaskakiwany nowymi elementami. Słodko!
Moje wątpliwości o rozwój postaci Simona szybko się rozwiały. Jego życie stało się o wiele ciekawsze niż Clary. Stając się wampirem, stał się bohaterem. A to czego dokonał w ostatniej części, czyli książce pt.:"Miasto niebiańskiego ognia" to było coś niezwykłego. Wstrzymywałam oddech przez większość książki. Jeśli znacie Cassnadrę Clare, wiecie pewnie, że potrafi trzymać czytelnika w niepewności. Wszystko przez to, że prowadząc wątki wielu bohaterów, każdy musi czekać na swoją kolej.
Ogólnie, jestem zadowolona z jego udziału w tej serii, zawsze coś ciekawego działo się w jego pobliżu, a jego wypowiedzi również nie były nudne.
źródło


Simon z "Simon oraz inni homo sapiens"

Obstawiam, że to wszystko przez oreo. Lubię je. Simon je lubi, więc jest coś, co nas łączy.
Cała książka pisana z jego perspektywy była niesamowita. Kolejny Simon z indywidualnym poczuciem humoru, które pomaga zrozumieć całą treść, emocje i przeżycia bohatera. Coraz bardziej podobają mi się narracje pierwszoosobowe!
Historia przedstawiona w książce Becky Albertalli, jest bardzo żywa i pewien sposób bliska wszystkim. Codziennie spotykamy się z różnymi rodzajami miłości, jednak niektóre odmiany cały czas tkwią w ukryciu, bojąc się wyjść do ludzi. To właśnie malutka cząstka ukrytej miłości jest zawarta w tej książce. Uczycie, które zaistniało między Simonem i tajemniczym Blue jest jak bomba, wulkan chwilę przed erupcją. Simon musi walczyć z otoczeniem, oceną ze strony innych ludzi, oskarżeniami. Byłam pewna, że go to przygniecie, że będzie chciał się poddać.
Co jeszcze mogę powiedzieć? Może kilka słów zachęty? Całym sercem zachęcam was do poznania Simona, do wkroczenia do jego świata. Nie będę samolubna, podzielę się z wami, chodźcie!
Wieść głosi, że powstanie film na podstawie tej powieści. Jestem ciekawa, co uda się wydobyć grupie produkcyjnej z tej książki. Poniżej możecie podziwiać przyszłego Simona granego przez Nicka Robinsona!
źródło


Simon z "Nie poddawaj się!"

To już ostatni Simon na dziś. Tego chłopaka stworzyła Rainbow Rowell, a jego zarysy były zawarte już w "Fangirl". Widząc olbrzymią cegłę, która miała w sobie całą historię Simona w magicznej szkole, byłam pewna, że to mi się spodoba. Ponad 500 stron z Simonem, Penelope i Bazem. 
Rozumiem, że ta jedna książka przypomina bardzo, bardzo serię o Harrym Potterze, ale gdybym miała wybierać pomiędzy tymi czarodziejami, to bym... nikogo nie wybrała. 
Wracając do Simona. Polubiłam go (pewnie nikt się nie spodziewał). Mieszkając ze swoim największym wrogiem w świecie Magów, jego życie musiało być interesujące. Szczególnie, że współlokator był wampirem. Ich przygody we wspólnym pokoju, wypełnione czarodziejską mocą walki oraz ironiczne rozmowy były genialne.
Gdy nadeszły święta, nie mogę sobie przypomnieć które, ale święta, wszystko zaczęło przyspieszać. Życie Simona stawało się bardziej emocjonujące, a jego najbliższe otoczenie bogatsze, w sensie uczuciowym. Mimo że autorka stworzyła proste, nieskomplikowane relacje miedzy bohaterami, jestem w pełni zadowolona z końcowego efektu. Aniele, przecież dzięki temu Simon zasłużył, żeby dołączyć do tego zaszczytnego grona!

źródło



Dobra, wiem, mam słabość do Simonów. Cóż zrobić, są zawsze niesamowitymi postaciami!
Znacie innych Simonów - piszcie!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka