2017-05-30

NEW BOOKS /czerwiec/

Hejka,
W maju było za dużo książek, których pragnęłam całym sercem. Teraz muszę to wszystko czytać. Wiąże się z tym paradoks znany każdemu czytelnikowi. Chcę przeczytać książkę, by poznać historię w niej zawartą, a jednocześnie marzę o tym, żeby cały czas mieć ją przed sobą. Macie jakieś rady na takie sytuacje?
Co do czerwca, który już prawie jest z nami! Na półkach w księgarniach, bibliotekach i naszych domach pojawi się kilka znakomitych książek. Jakie książki najbardziej mnie zauroczyły?



Prywatna galaktyka, czyli "Słońce też jest gwiazdą" 14.06. 2017r.



Natasha urodzona na Jamajce od ósmego roku życia mieszka w Stanach. Jej rodzice przebywają w USA nielegalnie i zostają deportowani na Jamajkę. Natasha jest załamana i wściekła na ojca – to przez niego rodzina musi wracać tam, skąd przyjechała. Wierzy w naukę, a nie w miłość. Zwłaszcza po tym, jak zdradził ją chłopak.






Multum pierwszych razów, czyli "Początek wszystkiego" 14.06. 2017r.


Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.
Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.
Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.
Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.



Tajemnicza "Miłość, która przełamała świat" 14.06.2017r.



Zaryzykować przyszłość, zanurkować w nieznane i zdobyć wymarzoną miłość.
Natalie spędza lato w swoim rodzinnym miasteczku w Kentucky. To ostatnie tak leniwe wakacje przed rozpoczęciem studiów. Dzień za dniem toczy się bez żadnych ciekawych wydarzeń, dopóki dziewczyna nie zacznie obserwować dziwnych rzeczy. Zielone drzwi do jej pokoju nagle stają się czerwone, znika ogród, który rozciągał się obok przedszkola. W miejscu miasteczka znikąd pojawiają się wzgórza. Natalie czuje, że dzieje się coś niepokojącego. Wtedy odwiedzą ją sympatyczna, ale tajemnicza postać, która ostrzega: "masz tylko trzy miesiące, aby go uratować". Następnej nocy Natalie spotyka na boisku szkolnym pięknego chłopca imieniem Beau, a czas i przestrzeń przestają dla niej istnieć. Istnieją tylko Natalie i Beau...
Przepiękna opowieść o słodko-gorzkim końcu dzieciństwa, gdy marzymy nie tylko o naszej przyszłości, lecz także o tysiącach dróg, którymi nie odważyliśmy się podążyć.

Refleksyjny ogród, czyli "Ogród małych kroków" 14.06.2017

Minęły trzy lata, odkąd Lily w wypadku straciła męża. Udaje jej się normalnie funkcjonować, nawet odnosi sukcesy jako ilustratorka w wydawnictwie, jednak wciąż bardzo tęskni za ukochanym. Jak ognia unika nawiązywania nowych znajomości, a czas wolny spędza w towarzystwie córek i rozrywkowej siostry. Dlatego gdy w ramach przygotowań do nowego projektu firma wysyła ją na kurs ogrodnictwa, Lily zabiera rodzinę ze sobą. Dziewczyny świetnie się bawią, a jej udaje się na kilka chwil zapomnieć o tęsknocie.
Szybko okazuje się, że sadzenie roślin i pielenie grządek to nie tylko przyjemne hobby, ale też okazja, by spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy i skonfrontować się z niewygodną prawdą o sobie samej.






Takie piękne okładki się trafiły! 
Jakie macie plany na ostatni miesiąc roku szkolnego?

2017-05-27

KSIĄŻKA PRAWDĘ CI POWIE /monolog z książką w dłoni

Hej,
Nastał wreszcie majowy ciepły weekend, więc najwyższy czas na chwilę gdybania i spekulacji, do których zaprosiła mnie Justyna z bloga Z miłości do książek. Wpadnijcie do niej!

TAG jedyny w swoim rodzaju, bo to książka zostaje wróżką, a my słuchamy jej bez mrugnięcia okiem.
Potrzebna jest tylko jedna książka z naszej biblioteczki, którą otwieramy na dowolnej stronie. Spoglądamy na daną stronę i pierwsze zauważone słowo zapisujemy przy odpowiednim pytaniu. Nie oszukujemy!
Teraz czas na interpretację, analizę i rozwinięcie myśli :)

Kto zgadnie jaką książkę wybrałam? Taaak, to "Simon i inni homo sapiens"! Już za nim tęsknię :( Chyba czas czytać ją ponownie, ale ale... teraz przedstawiam Wam TAG. Jego narracyjne oryginalne teksty są przed Wami. Zobaczymy, co mi przepowie!

1. Słowo, które określa Twoją osobowość.

Śpi. Tego akurat mi ostatnio brakuje, ale czasami "śpię dla innych". Wystarczy, że otworzę książkę lub włączę kolejny odcinek serialu. Czyli tak. Śpię!

2. Słowo, które określa Twoje marzenia.

Prawda. Moje marzenia to jedna wielka prawda, której nie można kwestionować! Odwiedzę krainę jednorożców!

3. Słowo, które powinieneś powiedzieć swoim wrogom.

Nie. Przecież nigdy nie usłyszą 'tak', więc dostają jedno krótkie, ale jak bogate w treść, głośne NIE!

4. Słowo, które opisuje Twoje życie uczuciowe

Złote. Złote, niedostępne, ekskluzywne. Tak wszystko rozumiem, Simon. A może ja tak nie chcę?

5. Słowo, które opisuje coś, co nigdy Ci się nie wydarzy.

Zaraz. To na pewno nigdy się nie wydarzy. Nie pouczę się zaraz. Nie umyję naczyń za chwilę. Zaraz nie nastąpi nigdy i chyba tak jest lepiej.

6. Zdanie, które powinnaś sobie wytatuować.

Ale nie, wcale nie jest łatwiej.  A kto powiedział, że jest. Jak dla mnie to jest dobry pomysł na tatuaż, bo tak wyrwany z kontekstu ma jakąś moc.

7. Zdanie, które opisuje, co powinnaś zrobić, by zapewnić sobie natychmiastowe bogactwo.

Daj znać, jeśli w końcu porozmawiasz z mamą, okej? Mama dobra na wszystko. Kolejna niezaprzeczalna prawda. Może warto porozmawiać?
Tak przy okazji, życzę wszystkim mamom z okazji Dnia Matki spełnienia marzeń, cierpliwości i wytrwałości!

źródło

8. Zdanie, które powinnaś wykrzyczeć, wskakując na pokład statku, na którym odpłyniesz w podróż swoich marzeń.

Więc tak. Dobra, to nie jest zdanie pod względem gramatycznym,  ale z przymrużeniem oka możemy je uznać. Chyba powinnam to trochę rozwinąć. 'Wiec tak, zazdrościcie?' To by było pełniejsze i poprawniejsze. Ach, już nie mogę się doczekać tej podroży!

9. Zdanie, które opisuje Twoją przyszłość.

Jak smakuje kawa? Ble! Moja przyszłość będzie czarna i gorzka.  O nie, co się ze mną stanie!

10. Otaguj nowych blogerów i zadedykuj im jakieś zdanie

Po prostu się postaraj. 
Wolny czas koali
Wyznania uzależnionej od książek
Jools and her books

Myślałam, że będę trafiała na same przypadkowe, bezsensowne słowa, jednak ze wszystkiego da się wykrzesać trochę magii i humoru. Udało się!
Trochę smutno, że zabrakło Oreo :(

Zaczytanego weekendu!

2017-05-24

CHATA /recenzja/

Okładka książki Chata
Autor: William Paul Young
Tytuł: Chata
Tytuł oryginału:The Shack
Tłumaczenie: Anna Reszka
Rok  wydania: 2017
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Nowa Proza





OGÓLNIE O KSIĄŻCE:

Dziękuję za szczęśliwe życie, dobro, które zsyłasz na mnie, kochającą rodzinę. Wszystko co mi dajesz staram się kochać. Nie rozumiem jednak dlaczego odebrałeś mi moją kochaną, małą córeczkę. Odeszła nagle, bez uprzedzenia. Byłeś przy niej wtedy? Czuwałeś? Pewnie nie, bo została porwana, a ja cierpię! Teraz nic już  nie ma sensu, Boże!
Potrzebuję znaku,
Mack
Żyć bez miłości to tak, jakby związać ptakowi skrzydła i pozbawić go możliwości fruwania.
Ból też potrafi spętać skrzydła i uniemożliwić latanie - ...- I jeśli będą spętane przez długi czas, zapomnisz, że zostałeś stworzony do latania.
William Paul Young – Chata

MOJA OPINIA:

Pierwsze pytanie jakie nasuwa się na usta to: dlaczego przeczytałam "Chatę"? Jak wiadomo wczesną wiosną pojawił się w kinach film na podstawie tej książki. Wcześniej moja koleżanka opowiadała mi o niej, ale szczerze to pomyślałam, że kiedyś, kiedyś tam, ale nie teraz. Jednak trochę się pozmieniało. To już chyba tradycja u mnie, ale skoro mama czytała to ja też, co nie?
Tak właśnie poznałam "Chatę". Już teraz mogę Wam powiedzieć, że to była niesamowita przygoda, jedyna w swoim rodzaju i indywidualna. Jestem pewna, że każdy będzie ją przeżywał na swój własny sposób. 

Książkę czytałam trochę po piracku. Pierwszy rozdział, potem wstęp, podziękowania i kolejne rozdziały. Chyba to nie ta kolejność... Jednak z mojego wcześniejszego doświadczenia wiedziałam, że przedmowy są nudne. Bla bla bla i zazwyczaj zdradzają zakończenie. Jednak tutaj ta część była wypełniona humorem i przeplatana goryczą  oraz cierpieniem. Podobnie jak w dalszych rozdziałach. 

Bohaterowie w "Chacie" zachwycają swoją duchowością, zbliżeniem do Boga. W sumie można powiedzieć, że ta książka to zbiór wielu świadectw, które pogłębiają wiarę każdego czytelnika. Cierpienie Macka wylewa się z kartek i jest jedną wielką powodzią. Towarzyszyło mi wiele smutku, chciałam wiedzieć jak ojciec, który stracił swoją księżniczkę poradzi sobie. Czy w ogóle wygrzebie się z tego życiowego bagna?
Jednak pojawił się list a wraz z nim trójka tajemniczych bohaterów. To akurat przypomniało mi o filmie "Ukryte piękno". Jednak te istoty miały inne zadanie. Miały pokazać Mackowi piękno świata, jego ogrom, niezwykłość i harmonię.
Nie lekceważ cudu łez. One mogą być uzdrawiającymi wodami i strumieniem radości. Czasami są najlepzymi słowami, jakie potrafi wypowiedzieć serce...
William Paul Young – Chata
Tak właśnie pojawił się wątek fantastyczny. Stanowił on większość książki, z czego jestem obecnie zadowolona.  
Z początku było to dla mnie trochę dziwne, bo historia wydarzyła się naprawdę, a obecność drugiego świata trochę do tego obrazu nie pasuje. Aczkolwiek gdy wgłębiałam się w świat spokoju i pomocy coraz bardziej rozumiałam obecność ucieleśnionej Trójcy Świętej. Postacie, jakie przybrały, były odległe od naszych wyobrażeń. Przedstawienie Williama Paula Young było o wiele bardziej przekonujące. Akcja utworu była skrupulatnie zaplanowana. Każda istota starała się pomoc Mackowi, ofiarowywała siebie lub dawała rady. Nie zabrakło też chodzenia po wodzie.

"Chata" ogólnie jest o Bogu. Buncie przeciwko jego zasadom i działaniom by później z biegiem czasu zrozumieć wszystkie jego kroki. Ten proces nie jest krótki on trwa w nieskończoność. Autor starał się pokazać to w jak najdokładniejszy sposób. Udało mu się!

Wydaje mi się, że będę starała się powrócić do tej książki. Może nie tak często jak do "Fangirl" czy "Harry'ego Pottera" kilka razy na rok, ale za kilka lat na pewno odświeżę sobie tę lekturę. Pewnie znowu będę dostrzegać coś całkiem innego i wyciągnę z tej książki inna lekcję, ale właśnie o to chodzi.

Teraz zostało mi obejrzeć film. Z tego co zauważyłam w zwiastunie, aktorzy są doskonale dobrani, spełniają moje oczekiwania. Szczególnie Octavia Spencer. Teraz wiem, że to będzie film wypełniony miłością i poczuciem bezpieczeństwa. Nie wiem, czy tylko ja to odczuwam, ale ona rozsyła tak pozytywną energię, że aż robi się miło i ciepło na sercu. 
Wątek fantastyczny pewnie też mnie zachwyci. Wszystkie barwne opisy Williama Paula Younga w interpretacji Stuarta Hazeldine'a. Zapowiada się ciekawie! 

Podsumowując, czytajcie - to rozkaz! Ta książka to idealny sposób na oderwanie się od wszechobecnych romansów i walk. Można wreszcie poznać siebie. 

Oglądaliście film? Czytaliście książkę? Jak wrażenia?

2017-05-20

MONOLOG Z KSIĄŻKĄ W DŁONI *Mia Sheridan*

Hej,
Pewnie znacie albo kojarzycie tę autorkę. Mia Sheridan zachwyciła wielu czytelników swoimi wyobrażeniami miłości. Ja również skusiłam się na jej książki. Czy również dołączę do grona jej ulubieńców?

BEZ WINY

Dla mnie romans opisany w tej książce był nieszablonowy i bardzo odstawał od innych poznanych przeze mnie wcześniej. Może gdzieś już istnieje podobna książka albo coś równie dziwnego i oryginalnego? Nie wiem, ale chciałabym to poznać.
Bohaterowie rozpoczynają swoją znajomość od małżeństwa. Określiłabym to jako działanie od końca, które na pewno poprowadzi do pierwszej randki wcześniej czy później. Jednak najwspanialsze w tej książce jest to, że pomimo celu zawarcia prawnego związku - pieniądze (a jak by inaczej), zakochani odkrywają w sobie nawzajem piękno i miłość. Odnajdują wspólny język - choć trochę sarkastyczny.
Każda sytuacja, w której znajdują się Grayson i Kira przeradza się w coś pięknego, a każde ich spotkanie jest już dla czytelnika wielkim wydarzeniem. Są chłodni, zamknięci w sobie, a jednak (z pomocą osób trzecich - dzięki, Aniele, za Gosposię) udaje im się przełamać te lody. Brawa dla nich!
Emocje buzujące w przestrzeni wokół bohaterów są bardzo żywe i prawdziwe. Widać w nich naturalność. Prawie jakby się śledziło te wydarzenia na żywo, a nie na kartkach książki. Oczywiście nie brakuje zawirowań i problemów ale myśl o tym że wiedźma i smok stworzą  prawdziwy i szczery związek trzymała mnie na duchu do ostatnich stron. Bez nadziei (czyżby nowy tytuł się szykował?) ta książka nie miałaby szans na dobry byt.


BEZ SŁÓW

Archer - to jest pierwsze, co przyjdzie mi na myśl, gdy pomyślę o tej książce - nieważne czy będzie to za rok, jutro czy za godzinę. Archer. Nie będzie to brak mowy, niedokładne poznanie świata, wypadek, przeszłość, tylko Archer. Tak się złożyło, że jest on również ideałem....
Bree opuszcza swoje dotychczasowe życie by przenieść się do cichej i spokojnej wioski. W splocie wielu niezręcznych sytuacji staje się obiektem westchnień Archera. Sama nie może przestać myśleć o nim. Po długiej i ciężkiej drodze "pierwszych razów" zbliżają się do siebie i mogą być razem, do czasu.
Właśnie pierwsze razy. Od razu uśmiech pojawia się na twarzy, gdy można zobaczyć, że ktoś przełamał swój strach oraz lęk i postawił stabilny krok na przód. Archer przeszedł prawdopodobnie cały Mur Chiński, pokazał przez to, że jest silny i odważny oraz że kocha całym sobą.
Miłości nie zabrakło i tutaj - jak to bywa w romansach, ale ostatnie sto stron to była męczarnia dla każdego czytelnika. Każde kolejne słowo łamało serce, odbierało cząsteczkę wiary w dobre zakończenie. A gdy już pojawiło się światełko, gasło ono szybko, szybciej, najszybciej. Nie tak to miało się potoczyć! Chciałam, żeby żyli długo i szczęśliwie!
Ważnym elementem jest też to, że głowni bohaterowie porozumiewali się za pomocą języka migowego. Trochę trudno tego dokonać, a co dopiero przedstawić na kartach książki. Często zastanawiałam się jak wyglądały ich kłótnie albo żarty. Co można zrobić za pomocą dłoni? Jak przekazać wszystko co tkwi w myślach?
Łzy, rozpacz, ale dużo radości. I miłości.


BEZ SZANS

Yhm, patrząc na dwie poprzednie książki autorki, ta wypada słabo. Nie mówię, że jest tragiczna, odrażająca czy zła, ale nie dorównuje swoim poprzedniczkom.
Pierwsze rozdziały zakreślające fabułę i związek miłosny były według mnie kiczowate. Cała historia była naciągnięta do granic możliwości i wydawała się przez to sztuczna. Kyland i Tenleigh chodzą do tej samej szkoły i rywalizują o stypendium, które uwolni jedno z nich od pracy fizycznej w kopalni oraz od przeszłości. Nie mogą się zakochać. Ten związek jest niedopuszczalny. Jak mówi tytuł: jest bez szans. A jednak...
Książka zaczęła mi się podobać od części "4 lata później". Kiedy, jak można się spodziewać, wszystko było rozsypane, pojawiło się wiele niedomówień, a bohaterowie się unikali. Dopiero wtedy coś zaczęło się dziać. Mogę powiedzieć, że opłacało się czekać. Rozpoczęła się kolejna walka uczuć, której zakończenie nie było znane. Nic już nie było pewne. Za to właśnie uwielbiam tę autorkę!
Co do bohaterów to Kylanda polubiłam od razu, ale z Ten nie nawiązałabym nici porozumienia. Jej działania były trochę nieprzemyślane i gwałtowne, a Kyland był romantykiem jakich mało. W sumie jego historia życia też była bardziej trafiająca do serca, wzruszająca i prawdziwa.
Dodatkowo wspomnę, że oprócz głównego wątku pojawiło się kilka innych równie ciekawych. Siostra Ten (czyli jej całkowite przeciwieństwo) była o wiele ciekawszą osobą.

Czytaliście te książki, zamierzacie?

2017-05-18

English Matters, czyli na 13 piętrze w wymarzonej pracy /recenzja/

Hej,
Dziś przychodzę do Was z kolejnymi wydaniami English Matters.
Oprócz tradycyjnego dwumiesięcznika znalazła się też propozycja "English for beginners". Może i ona znajdzie odbiorców :)

"English for beginners" - język angielski dla początkujących

źródło
Sam tytuł informuje o poziomie zaawansowania artykułów. Nie są one trudne czy skomplikowane. Przedstawiają równie interesujące aspekty życia jak "English Matters", ale w uproszczonej formie. Jeśli wasze umiejętności są powyżej tego progu trudności, nic nie przeszkadza by sięgnąć po magazyn. Sama znalazłam tam wiele ciekawych tematów. Czy wiedzieliście, że w Wielkiej Brytanii nie ma (tytułowego) 13 piętra, uznawanego za pechowe? Albo że brytyjskie puby to tradycja, która trwa i trwa? Oprócz tych ciekawostek znajduje się tam wiele innych wiadomości na różnorodne tematy, od zawodów przyszłości, przez koty aż po popularny ostatnio Snapchat. Sami widzicie, że jest wszystko, tylko wybierać i czytać!
Artykuły są krótkie, o wiele krótsze niż w dwumiesięczniku, a słowniki tłumaczą większość słówek (uwaga, obecność rysunków!). Dlatego każdy, czytając te artykuły zrozumie ich przekaz. Podobnie z krótkimi dialogami czy rozmówkami.
Dodatkowo, co kilka stron pojawiają się małe "przypominajki" związane z podstawami gramatyki angielskiej. Krótko o czasach, których jak wiemy jest dużo, a także o przysłówkach i liczebnikach. Nie brakuje też ćwiczeń, które można samodzielnie wypełnić i sprawdzić swoją wiedzę.
Nawet po kilku latach nauki języka angielskiego warto przypomnieć sobie podstawy, gdyż właśnie tam najczęściej popełnia się błędy.



English Matters - numer 64


źródło
W tym numerze English Matters znalazło się kilka artykułów poświęconych wymarzonej pracy albo wykształceniu. Powiem Wam szczerze, że nawet czytając o stanowiskach pracy w światowych koncernach, pojawia się uśmiech na twarzy. A co by było gdybyśmy mieli możliwość pełnoetatowej pracy w Google czy Apple? Prawdziwy raj!
Do gustu przypadł mi tez wywiad z Don Allenem, który stworzył w Polsce teatr, oferujący spektakle w języku angielskim. Nieprawdaż, że ciekawa inicjatywa? Obcowanie z kulturą i językiem obcym za jednym razem.
Rozdział "Hate Speech", czyli "Mowa nienawiści" również przeczytałam z wielką ciekawością. Oprócz przykładowych sformułowań stosowanych by zwalczać nienawiść i agresję, pojawiło się kilka dialogów z różnych filmów. Było to na pewno interesujące.
Teraz czas na część maksymalnie związaną z historią, czyli to co lubię! Najpierw artykuł "Proud to be British" przedstawiający najważniejsze odkrycia i wynalazki Brytyjczyków. Jeśli chcecie się dowiedzieć komu zawdzięczamy napoje gazowane lub internet, warto poznać treść tego tekstu. Został on dodatkowo okraszony kilkoma cytatami naukowców.
Kolejno w  "An Englishman's Home Is His Castle" pojawia się opis najpopularniejszych zamków znajdujących się na wyspie oraz historie z nimi związane. Jest mapa!
Niesamowicie humorystyczna część to ta zawierająca nowo utworzone słowa, powstające przez zmiany w kulturze i bieg historii. Nikt w XVIII wieku nie myślał o cosplayach, a co dopiero blogach. Zadziwiające jak świat szybko się zmienia...
Od samego początku magazynu wszystko jest dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Większość artykułów czytałam z dużym zaangażowaniem, zapominając o wszystkim innym.

Jeśli jesteście ciekawi co jeszcze się pojawiło w magazynach, warto zapoznać się z "English Matters"!
***
Dziękuję serdecznie za poznanie bogactwa języka angielskiego wydawnictwu ColorfulMedia

2017-05-16

ARROW 2 /seri(al)owo/

Hejka,
Dziś znów odwiedzimy Olivera i jego zespół!

"Jestem Oliver Queen. Spędziłem pięć lat na wyspie..."
Proszę, już na wstępie podenerwuje was trochę. To jest fragment, którego chyba nikt zbytnio nie lubi. Przecież jeśli ogląda się któryś tam odcinek z kolei to utkwione, a wręcz wyryte w pamięci jest, że Oliver był na wyspie i chce uratować swoje rodzinne miasto.
W pierwszym sezonie obecność tego wstępu miała sens, ale w drugim i trzecim?

Sa... Sa...Sara???? Czy ja się nie przesłyszałam? Tam się pojawiła Sara? TA Sara? Już robi się dziwnie.
Niestety nie udało mi się polubić tej bohaterki, ale to chyba dlatego, że Arrow ją polubił. To wszystko wyjaśnia, bo Felicity musiała się na nich patrzyć długie, długie chwile.
źródło
Ale moje wielkie shipowanie również przeżyło zdradę,bo gdy ujrzałam Barry'ego i Felicity pracujących razem, to moje serce mocniej zabiło. Oni mogliby być razem, ale to chyba nie w tym serialu...
Wyspa, na której Arrow był te pamiętne pięć lat, które jak się okazało nie były pięcioma latami, znowu powróciła we wspomnieniach. Dużo się działo na tym odludziu. Szczególnie z kochanym panem Wilsonem...Naprawdę polubiłam go, szczególnie jego wyłupiaste oczy :P
Myślałam, że na tej wyspie nie było walki na śmierć i życie z dawką adrenaliny i myślą o przetrwaniu. Chyba to było trochę głupie, przecież to niby bezludna wyspa, każdy dzień na niej to już wygrana. Trochę ludzi i to złych przewinęło się przez jej okolice, a każdy z złoczyńców zadając wiele bólu i cierpienia, uodparniał bohaterów i doskonalił ich odwagę i samozaparcie. Działo się tam wiele niewyobrażalnych rzeczy. Prawdę mówiąc, te przerywniki spodobały mi się. Ważne też jest, że ta wyspa pokazuje, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje. Warto to zapamiętać, bo może my też znajdujemy się na takiej wyspie?

Ogólnie w Starling City pojawiła się trucizna, która tak naprawdę poprawiała sprawność fizyczną ludzi. Trochę sprzeczne, ale wyrządziła ona wiele szkód, które bliżej poznacie oglądając kolejne odcinki drugiego sezonu. Mogę Wam tylko zdradzić, że Roy (chlip, chlip) ucierpiał na tym podwójnie. Było mi przykro i smutno z jego powodu, bo stracił tak wiele, chociaż miał mało. Nie zgadzam się na takie działania! To jest niesprawiedliwe! Jeszcze mam nadzieję, że w kolejnych sezonach jakoś wszystko się naprawi...
źródło
Dobra, Roy i jego czerwona bluza tworzą idealny duet. Gdyby nie Arrow, byłby on na pierwszym miejscu, ale w takiej sytuacji muszą się dzielić swoim zaszczytnym miejscem. Myślę, że stworzą oni zgrany zespół, jeśli jakoś się dogadają, nadejdzie przyszłość i nic ich wcześniej nie zabije :P
Pamiętacie jak mówiłam, że Moira w pierwszym sezonie mnie rozczarowała swoją osobą, aż do tego stopnia, że ją znienawidziłam? Tak, ja też to pamiętam. W tym sezonie nic się nie zmieniło pod tym względem, oprócz tego, że rozpłakałam się przez nią. Jednak nie byłam sama - Felicity również mi towarzyszyła. Dalej zastanawiam się jak mi się to udało? Mam za miękkie serce...
Po wydarzeniach z pierwszego sezonu Moira trochę się zmieniła, ale średnio wychodziło jej czynienie dobra i zaskarbianie sobie u widzów.

Jeszcze wspomnę o Gronie Miłośników Super Strzały (moja autorska nazwa - najlepsza). Powiększa się. W sumie to dobrze się składa, ale jeśli tak dalej pójdzie to już nie będzie mógł być superbohaterem wielbionym przez ludzi, bo stanie się w ich oczach zwykłym, przeciętnym człowiekiem. To by było smutne, nieprawdaż?

Serial pokazał mi też, że rosyjski akcent połączony z językiem angielskim może być piękny. Wiadomo, że Arrow jest w pewnym sensie połączony z Rosją i jej mieszkańcami, a szczególnie jakąś mafią (???) , więc ten wątek też musiał się tu pojawić. Nie wiem, dlaczego zauważyłam właśnie ten aspekt, ale wybił się on nawet ponad głos lektora. Można określić go jako "straszny angielski", ale podobnie jak ja, można go pokochać.

Ogólnie drugi sezon to liczne wzloty i upadki bohaterów, które warto śledzić. Możecie brać przykład ze mnie, tworząc maratony nocne. Ale uważajcie, bo ten sezon ma 23 odcinki, a każdy kończy się w takim momencie, że dłoń sama wędruje do pilota, by włączyć kolejny.

Oglądacie? Jesteście na bieżąco, czy tak jak ja nadrabiacie zaległości?

2017-05-13

CO TU SIĘ ODKSIĄŻKOWAŁO? /monolog z książką w dłoni/

Hej, hej!
Kiedyś tam, za górami, za lasami, na początku kwietnia opublikowałam TBR. Trochę czasu minęło, więc najwyższy czas, żeby podsumować moje starania w realizacji planów.
Już teraz mogę powiedzieć, że udało się!


Świat walki o siebie, czyli "Starter" i "Ender"

Te dwie książki muszą być czytane razem, jedna po drugiej. Długi odstęp czasu nie pomoże. Pierwsza część to skomplikowane wprowadzenie do drugiej. Jest w niej wiele wątków, a co z tym idzie wiele nierozwiązanych spraw. Czułam  niedosyt po zakończeniu "Startera". Jednak "Ender" czekał na półce obok i wystarczyło tylko wstać z łóżka i sięgnąć po nią. Druga część to książka, która zasługuje na wiele nagród. Hydena pokochałam od pierwszych stron. Zaprowadzał on spokój i organizował wszystko tak jak trzeba. Jego po prostu trzeba lubić! W "Enderze" podobało mi się też, że Callie, główna bohaterka, nie walczy z kimś, tylko ze sobą, ze swoimi słabościami i demonami przeszłości. Chyba to jest trudniejsze...
Watek miłosny rozwala cały system. Mogę go określić jako genialny. Chyba przez długi czas nikt nie zadziwi mnie bardziej niż Lissa Price.
Podsumowując, podobnie jak w "Prawie Mojżesza" tak i tu kontynuacja jest o niebo lepsza :)

Kiedy przeszłość została stracona, czyli Lumikki w trylogii Salli Simukki

Trzy części. Wspaniałe, przejmujące, wypełnione akcją, krótkie trzy książki. Zachwyciły mnie one, chociaż się tego nie spodziewałam. Ujrzałam je w bibliotece i MUSIAŁAM je poznać. Nigdy o nich nie słyszałam, a to był błąd.
Lumikki w każdej książce musi poradzić sobie z inną sprawą. Mafia, sekta, stalker. Wydaje się, że to są największe problemy nastoletniej bohaterki, ale o dziwo, znalazły się większe. Na ich wytłumaczenie trzeba czekać bardzo długo. W każdym tomie pojawia się wątek związany z przeszłością Lumikki. Dlaczego jej rodzina jest tylko teatrem? Kogo naprawdę kocha? Jakie jest jej serce?
Tytuły poszczególnych książek mają odniesienie do wątków w książce. Oprócz tego, że czerwień, biel i czerń kojarzą się ze Śnieżką, nabierają nowego znaczenia.
Klimat serii był nietypowy. Autorka potrafiła odtworzyć obraz Finlandii na jej kartkach w mistrzowski sposób. Niekiedy jej metafory oraz opisy przyprawiają o gęsią skórkę. Jednak te książki czyta się tylko nocą, w dzień nie mogłam przełknąć nawet jednej strony...


Kryminalna przeszłość, czyli "Dom sióstr"

Udało się! Przeczytałam tę książkę! Po wielu miesiącach odkładania lektury na później udało mi się ją poznać. W całości. Nie ważne, że czytałam ją tydzień - nie wiem czy można w jeden dzień, ale nawet nie próbowałam. Delektowałam się słowami Charlotte Link na każdej stronie. Czekałam na dreszczyk emocji. Może jej styl nie jest doskonały, ale potrafi zaciekawić. Podobało mi się szczególnie połączenie przeszłości i teraźniejszości. Ogólnie rzecz biorąc Barbara zamknięta w domu podczas wielkiej śnieżycy znalazła maszynopis i zaczęła go czytać. Poznawała losy Frances podczas I i II Wojny Światowej, wielką miłość kobiety oraz relacje miedzy członkami jej rodziny. Ta część zaspokoiła moją ciekawość. Jednak to dopiero ostatnie sto stron sprawiło, że wreszcie zaczęło się coś dziać. Autorka zaskoczyła mnie w pozytywny sposób. Naprawdę opłacało się czekać. Początkowy niedosyt został zaspokojony!

Poza tym:
"Bez szans" - przeczytane
"Pan Tadeusz" - przeczytany
"Dziady cz. IV" - nie przeczytane :(

Znacie te książki? Co o nich sądzicie?


2017-05-10

P.S. I LIKE YOU /recenzja/

Autor: Kasie West
Tytuł: P.S. I Like You
Tytuł oryginału: P.S. I Like You
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski
Liczba stron: 392
Rok wydania:  2017
Wydawnictwo: Feeria Young





OGÓLNIE O KSIĄŻCE:

Lily uczy się pilnie - szczególnie chemii :P
To własnie na tych znienawidzonych lekcjach zaczyna korespondować z Kimś. Nie zna jego tożsamości, ale ciągnie tę znajomość. Z czasem postanawia odkryć, kto jest jej przyjacielem. Szuka, a to co znajduje przeraża ją. To nie może być prawda! A jednak...

MOJA OPINIA:

Zwyczajna młodzieżówka. Oczywiście, zgadzam się. Młodzieżówka. Jednak odkryłam po skończonej lekturze, że dawno nie czytałam prostej, schematycznej książki skierowanej do młodzieży. Książki, w której kwitnie pierwsza miłość, jest ona powoli odkrywana, a akcja ma miejsce w szkole. Pewnie myślicie, że nie ma za czym tęsknić, ale to chyba znak, że jestem w pewnym sensie sentymentalna. Kilka lat czytałam takie właśnie książki z wielkim zaangażowaniem. Nie spodziewałam się, że "P.S. I like you"  mnie pochłonie w całości, lecz prawdopodobnie jest we mnie jeszcze dużo z nastolatki. Nawet mi się to podoba! 
- Biblioteka to kolebka ciszy? – spytał David.
- Bo wszystkie słowa zostały już zużyte przez książki. – Tak właśnie myślałam, kiedy byłam mała: że ludziom każe się być cicho, żeby książki nie mogły kraść im słów. Wyobrażałam sobie, że książki nie mogą istnieć bez słów. W istocie tak właśnie jest. Ale ja wymyśliłam sobie, że chodzi o słowa niewypowiedziane.
Kasie West – P.S. I Like You
Bohaterowie byli różnorodni, ale nikt nie był tylko dobry albo tylko zły. Budowała ich mieszanka cech i osobowości. Uważam, że to dobry pomysł na przedstawienie postaci, bo ludzie własnie tacy są. Relacje przez to są bardziej naturalne i prawdziwe. 

Kto pisze listy na chemii? Największe pytanie całej książki. Bohaterowie się zastanawiają, czytelnicy również, a ja od samego początku wiem. (spojlery, drodzy czytelnicy!) Lily i jej przyjaciółka nie były zbyt dobrymi detektywami, więc szukały w  nieodpowiednim miejscu. W sumie to dobrze, bo gdyby Lily odkryła wcześniej, kto z nią koresponduje byłoby średnio. Mogłaby się przestraszyć i poddać zbyt wcześniej, a przez to cały wątek miłosny posypałby się w mgnieniu oka. 
Własnie te liściki pokazywały prawdziwe osobowości bohaterów. Pisząc nie można przywdziać żadnej maski. Szczerość ich połączyła, choć w rzeczywistości to właśnie ona ich dzieliła. 
Muszę to powiedzieć. Było romantycznie. Szczególnie gdy wszystko powoli się wyjaśniało, moje serce biło szybciej dla Lily i jej obiektu westchnień. 

Książka obfituje w humor. Każdy rozdział opanowany jest przez dużą dawkę zabawy, śmiechu i zwariowanych pomysłów. Rodzinka Lily, którą polubiłam równie mocno jak On, zapewnia wieczną rozrywkę każdemu. Chciałabym chociaż jedne dzień spędzić wspólnie z nimi!
Już poznając ich losy i codzienne problemy mogłam się do tej rodzinki zbliżyć. Naprawdę, ich można tylko polubić!
-Starałam się nie jęczeć.
-Zdaje się, że robisz dużo rzeczy, których starasz się nie robić.
Może powinnaś przestać się starać.
Kasie West – P.S. I Like You
Muzyka  była istotną częścią książki. To od niej się wszystko zaczęło... "P.S. I like you" pokazało, że miłość do muzyki może zdziałać cuda. Czekałam aż z napisów na ławce wyjdzie złote światło i coś zmieni w bohaterach (chyba za dużo bajek oglądnęłam ostatnio...). Dużo piosenek przewijało się przez rozmowy, a także Lily sama próbowała tworzyć swoje własne teksty. Wydaje mi się, że to dobry pomysł, żeby tak sobie pisać, rymować i śpiewać. Dobry sposób na nudny wieczór.

"P.S. I like you" wywołuje u każdego czytelnika wielkie rozmarzenie, a na usta ciśnie się "ooo, jakie to słodkie". Wszystkie te symptomy są jednak konieczne. Kasie West naprawdę dobrze poprowadziła wątki związane z poszczególnymi bohaterami. Myślę, że inne książki autorki wywołują podobne emocje i są na takim samym poziomie, więc niedługo pewnie je poznam.
Doszłam do wniosku, że czasem warto poczytać książki, które są o "niczym".

Podsumowując, jeśli potrzebujecie zatracić się w prostocie zachęcam do poznania "P.S. I like you".

2017-05-06

MONOLOG Z KSIĄŻKĄ W DŁONI *LBA 9*

Hej,
Dawno nie było żadnego TAGU. Czas to zmienić! Przychodzę z odsieczą i nominacją od autora bloga Boku no Bookstyle (odwiedźcie jego zakątek). Dziękuję!
Ten TAG przypomina trochę LBA, więc tak je potraktuję. :)
Zapraszam!

1. Twoje sposoby na organizacje czasu?

Wracam do domu. Zwiedzam internet. "O nie, o nie, jutro czwartek i fizyka i chemia i polski i x innych przedmiotów, co ja zrobię, chyba nie zdążę!"
A tak naprawdę to wszystko jest zaplanowane. Dokładnie, skrupulatnie, co do minuty. Jeśli kojarzycie taką idee jak Bullet Journal to wiedzcie, że to właśnie jego zasługa, że posty są zawsze, oceny są dobre ,a ja dalej czytam książki i oglądam seriale.

2. Ile czasu dziennie spędzasz nad lekcjami bądź, ogółem mówiąc, szkołą?

Trochę mało, ale cały czas szukam idealnego systemu, który sprawi, że będę umiała (jest), będę rozumiała (czasami), zdążę powtórzyć języki obce i przedmioty rozszerzone codziennie (kiepsko).
W szkole jak każdy przeciętny uczeń spędzam 7/8 godzin, w domu około dwóch, więc chyba w sam raz :)
źródło

3. Ulubiony bohater serialowy?

Hmm, jak mam odpowiedzieć? Imieniem!
Lucyfer z "Lucyfera", Mieciu, Stiles z "Teen Wolfa", Roy z "Arrowa", Isak z "SKAM" i oczywiście Cisco z "Flasha" <3
Jak widać nie ma jednego, tylko cała grupa.

4. O której wstajesz, kiedy idziesz do szkoły, a kiedy masz wolne?

O 6 rano, gdy wybieram się do szkoły. To jest straszne! Jem śniadanie dosłownie z zamkniętymi oczami. I pomyśleć, że kiedyś czytałam książkę przy płatkach z mlekiem.
Natomiast w weekendy pozwalam sobie wstać o 8. Trzeba przecież jakoś no... przeżyć Dzień Bez Podręczników. Najlepiej cały, więc warto wstać już rano, a nie w południe. Czasami zdarzają się dni kiedy łóżko i książka to najlepsze rozwiązanie. Nawet gdy zbliża się pora kolacji, a ja dopiero się powoli budzę.

5. Najgłupsza książka, jaką czytałaś?

"Chłopak, który stracił głowę". Przeczytałam pytanie i już zaczęłam się śmiać na myśl o tej książce. Uwielbiam ją za wszechobecny humor, który nigdy nie znika. Polecam serdecznie, bo czasami warto poczytać sobie, tylko żeby się pośmiać. :P

6. Autor, który Cię denerwuje.

Hmm, chyba nie ma takiego. To zależy od mojego humoru. Może kiedyś nastanie taki moment, kiedy z chęcią i uśmiechem na twarzy sięgnę po "Quo Vadis" - kilka podejść już miałam, ale niestety nieudanych.

7. Wolisz oglądać filmy/seriale w Internecie czy w TV?

Zależy. Trochę tu, trochę tam. Podstawowe pytanie co jest bliżej pilot czy tablet. Obliczę sinusa kąta alfa i prawdopodobieństwo, spierwiastkuję wynik i zdecyduję.
Nie ma dla mnie różnicy, oba źródła krzyczą, żeby oglądać kolejny odcinek, więc oglądam :P

źródło

8. Lubisz się uczyć?

Tak! Co najważniejsze, wiele informacji pamiętam z lekcji (nie licząc przedmiotów ścisłych, bo ich nie rozumiem w ogóle) przez co wystarczy, że przeczytam notatki, zrobię zadanie i umiem. Przygotowanie na sprawdziany to tylko trochę pracy z zakreślaczem, ołówkiem i podręcznikiem. Łatwo jest, ale pewnie do czasu...

9. Chciałabyś nauczyć się jakiegoś azjatyckiego języka?

Mhm. W styczniu moją szkołę odwiedziła Chinka. To spotkanie na lekcji angielskiego zapadło mi w pamięci, bo potrafiłam narysować/ napisać słowo "chmura" za pomocą tych skomplikowanych znaczków. To już chyba jakiś krok w stronę rozpoczęcia nauki chińskiego. Prawda?

10. Lubisz czereśnie?

Czyżby pytanie retoryczne? Hah, humor mi dziś dopisuje :P
Szczerze to mogę powiedzieć, że gdy nadchodzi dzień moich urodzin na czereśniach w sadzie pojawiają się dojrzałe soczyste czereśnie (kto się spodziewał?), więc moje torciki są zazwyczaj z dodatkiem tego przepysznego owocu. Dodatkowo kolczyki z czereśni to arystokratyczna ozdoba :P

Nominuję autorki blogów Fioletowy Notes oraz Między Półkami
Moje pytania
1. Gdzie wyruszyłabyś w podróż?
2. Lubisz książki historyczne?
3. Jaki serial albo film skradł ostatnio twoje serce?
4  Masz ulubiony słodki dodatek do książki?
5. Jakiego języka obcego oprócz angielskiego uczysz się?
6. Jaki jest twój ulubiony ship?
7. Bajka z dzieciństwa, o której nigdy nie zapomnisz to...
8. Lepiej ci się skupić przy muzyce, czy w całkowitej ciszy?
9. Wymień 5 rzeczy, za które jesteś wdzięczna.
10. Plan na przyszły tydzień (3 rzeczy, które oderwą cię od rutyny).

Zaczytanego weekendu!

2017-05-03

BYŁ SOBIE PIES /recenzja/

Autor: W. Bruce Cameron
Tytuł: Był sobie pies
Tytuł oryginału: A Dog's Purpose: A Novel for Humans
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Data wydania: 15 lutego 2017
Liczba stron:392
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

MOJA OPINIA:

Zanim poznałam książkę oglądnęłam kilka razy zwiastun filmu. Cały film jeszcze przede mną, ale myślę, że niedługo go poznam. Ale co do zwiastuna, zakreśla on całą fabułę książki. Pokazuje, że kolejne życia są w jakiś sposób połączone z poprzednimi. 
W książce też można zaobserwować taki proces. Bailey żyje razem z Ethanem swoim pierwszym prawdziwym właścicielem i najlepszym przyjacielem. Poznają swoje zwyczaje i uczucia. Mija całe życie, a gdy pojawia się kolejne w oddali od Chłopaka, zaczyna się tęsknota. Wiele lat przyjaźni zostało nagle przerwane. To jest smutne. Jak pies sam ma trafić do swojego ukochanego opiekuna, nie wiedząc gdzie on jest? Przecież nie poda adresu taksówkarzowi i nie pojedzie wprost do domu. 
Widać w kolejnych latach życia Bailey'ego jak się zmaga z trudnościami związanymi z przeszłością. 
Chciałam żeby jak najszybciej dotarł do Ethana, żeby w jakiś magiczny sposób mógł przenieść się do niego do domu. To pragnienie towarzyszyło mi przez całą książkę.
Ludzie są dużo bardziej skomplikowani od psów i mają dużo ważniejszy sens życia.
W. Bruce Cameron – Był sobie pies
Główny bohater, czyli pies odradza się co kilka rozdziałów. W książce W. Bruce Camerona możemy poznać aż cztery wcielenia Bailey'geo. Za każdym razem przeżywa on inne przygody, znajduje się w innej rzeczywistości - rodzinny dom, schronisko, obóz szkoleń policyjnych. Jego życia są barwne i bogate w doświadczenia. Spotyka wielu różnych ludzi, którzy pomagają mu lub szkodzą. Pokazuje przez to różne nastawienie ludzi wobec zwierząt. Niektórzy podchodzą do pupilków bez szacunku. Nie rozumieją, że one też chcą żyć godnie.
Trudno jest nawiązać nić porozumienia pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem. Posługujemy się przecież innymi językami, ale ludzie nie powinni straszyć i niszczyć zwierząt. Jest to niesłuszne. Właśnie Bailey pokazywał swoim przykładem, że psy się też boją, nie ufają wszystkim od razu, mają swoje lęki i słabości. Powinniśmy to akceptować i żyć w zgodzie, bo razem tworzymy przyrodę. Gdy zabraknie jednej części układanki wszystko może się rozsypać.
Narracja to szczególny aspekt tej książki. Już sama wiedza o tym, że cała historia jest opowiedziana z perspektywy psa, a nie człowieka kusi. Przecież to będzie całkowicie inne spojrzenie na świat, który znamy! I na pewno nie zabraknie humoru i zabawnych porównań. To było pewne. Wiedziałam, że otrzymam na kolejnych stronach książki dawkę radości i uśmiechu. Jednak nie spodziewałam się, że aż w takiej ilości.
Kawa to czarny piasek w koszu i jest niedobry? Tak jest! (dla mnie nawet w kubku jest nieapetyczne, więc chyba coś nas łączy :P)
Psy mają ważne obowiązki, jak na przykład szczekanie, gdy dzwoni dzwonek u drzwi, natomiast koty są w domu ogólnie bezużyteczne.
W. Bruce Cameron – Był sobie pies
Bailey jako policyjny pies sprawia się bardzo dobrze. Jego opisy treningów "Szukaj i Pokaż" były niesamowite. Podejście pieska do tego, że musi ratować ludzi oraz to jak sobie z tym dobrze radził wprowadzało uśmiech na moją twarz. Cieszyłam się po każdej akcji razem z nim. 
Podobnie Bailey na farmie. Całkiem inne środowisko, multum zwierząt, a on potrafił się tam odnaleźć jak w domu. Nawet zaprzyjaźnił się ze skunksem!
Uwielbiam tego psiaczka!

Miłość w tej książce wybija się na prowadzenie. Zostawia wszystkie inne wątki daleko w tyle. "Był sobie pies" wypełnione miłością oferuje wiele jej rodzajów. Można czytać i wybierać. Miłość przyjacielska. Miłość do jedzenia. Miłość do zwierząt. Miłość między kobietą i mężczyzną.
Każdy z bohaterów niesie ze sobą swoją własną prywatną historię życia, która jest naznaczona uczuciem. Z wielką chęcią poznawałam wątki związane z  kochanymi i kochającymi ludźmi. Takich osób było o wiele więcej niż samotnych, opuszczonych i nieszczęśliwych.
I jakoś od razu chce się kochać!

Podsumowując, ta książka to lektura na jeden wieczór - co prawda dłuuuuugi, ale nie sposób się od niej oderwać. 
Zachęcam do poznania tego pomerdanego życia!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka