2019-05-15

ZAPISANE W BLIZNACH /OPINIA

Autor: Adriana Locke
Tytuł: Zapisane w bliznach
Tłumaczenie: Klaudia Wyrwińska
Tytuł oryginału: Written in the Scars
Data wydania:15 maja 2019
Wydawnictwo: Szósty Zmysł

OGÓLNIE O KSIĄŻCE:

Siniaki znikają. Blizny pozostają jako świadectwo tego, że się żyło. Walczyło. Kochało.
Łatwo jest się zakochać. Z kolei odkochanie to najtrudniejsza rzecz na świecie. Elin i Ty Whitt są w tym beznadziejni…
Gdy lokalna gwiazda koszykówki uśmiechnęła się do Elin, było po niej. Tak łatwo przyszło jej zakochać się w ciemnowłosym bohaterze z czarującym uśmiechem i silnym, atletycznym ciałem. Aż uderza rzeczywistość. I robi to naprawdę mocno. Zakochanie się było zdecydowanie tą łatwą częścią. Patrzenie, jak to wszystko ulega rozpadowi, okazało się nie do zniesienia.
Gdy Ty wraca z nowo odnalezioną determinacją, by odzyskać rodzinę, Elin czuje się rozdarta przez walkę między przeszłością a możliwością nowego startu. To mężczyzna, do którego należy jej serce. A zarazem jedyna osoba, która może sprawić jej niewyobrażalny ból.
Życie nie zawsze jest łatwe. Miłość nie jest dla wrażliwych. Ale życie wciąż czegoś uczy, a Ty i Elin, oboje poznaczeni bliznami, są tego najlepszym dowodem. Jednak w tych bliznach zapisana jest ich miłość, która albo zwiąże ich ze sobą… albo rozdzieli na zawsze.

MOJA OPINIA:

Matury maturami, książkę można przeczytać. A tym bardziej dzień przed najważniejszym egzaminem. Polecam! 
"Zapisane w bliznach" czekało kilka dni na półce zanim zaczęłam je czytać. Jednak ani ja nie potrafiłabym dłużej odkładać czytania tego romansu, ani mój umysł nie wytrzymałby większej dawki nauki. Dlatego zrobiłam sobie dłuuuugą przerwę. Miała być krótka, ale dotarłam do tego momentu w książce, w którym nie można przerwać czytania. Trzeba czytać do ostatniej strony. I tak spędziłam prawie cały dzień, pod koniec zalewając się łzami. Sama się nie spodziewałam, że aż tak bardzo wpłynie na mnie książka Adriany Locke, ale widocznie byłam w błędzie, zakładając, że to kolejny zwykły romans.

Niezwykłe było to, że po raz pierwszy od bardzo dawna czytałam romans, w którym głównymi bohaterami jest małżeństwo. Nie zakochują się oni w sobie od pierwszego wejrzenia, lecz próbują odbudować dobre relacje pomiędzy sobą. "Zapisane w bliznach" pokazuje dokładnie niszczącą moc słów. Elin oraz Ty doprowadzali siebie nawzajem do zagłady, pozbawiali się energii do szczęśliwego życia. Miliony problemów, które nagromadzili w czasie niepowodzeń nie pozwalały im zbudować dobrych fundamentów na przyszłość. Początkowo zaskoczyła mnie taka kreacja bohaterów, którzy byli pozbawieni siły. I bardzo długo taka sytuacja się nie zmieniała. 

Mimo że bohaterowie znali się od zawsze, prawdziwie kochali, nie utrudniło to autorce wprowadzenia w kolejnych rozdziałach znanego wszem i wobec schematu. Od nienawiści do miłości. Ile można robić podobne historie? Nie wiem. Ale oby Adriana Locke stworzyła ich jeszcze kilka, bo przypadły mi do gustu ich potyczki słowne, które nie prowadziły nigdzie, ale były zabawne. A to najważniejsze. Gra w podchody zawsze będzie interesującym motywem.

Jednak motywacje Elin i jej działanie było bez sensu. Tak bardzo bez sensu, że aż ja go nie rozumiałam. Ona sama sobie przeczyła i chciała, żeby facet ją mimo wszystko zrozumiał. Przecież to jest niemożliwe! Jakby ona wiedziała, czego chce od Tya i od siebie, od całego życia byłoby łatwiej ją zrozumieć. A tak... wprowadzała chaos, który nie mógł być opanowany. 

Był jeszcze jeden bohater, który się wyróżniał na tle innych drugoplanowych. Cord. Mam nadzieję, że tak się nazywał, bo nie pamiętam. A książka leży zbyt daleko. Metr ode mnie. Nie dosięgnę.
Wracając do Corda, muszę powiedzieć, że skradł moje serce. Był najbardziej tajemniczym ale też samotnym i smutnym bohaterem. I mimo że starał się to ukrywać, robił to nieudolnie, prezentując całą swoją osobowość. Pokochałam go za jego oddanie dla przyjaciół. On im towarzyszył cały czas. Aniele, był genialny!

Oprócz tego że się popłakałam czytając tę książkę (tak, jest to olbrzymie wydarzenie, bo ostatnio płakałam aż tak na "Promyczku"), miałam ochotę rzucać tą książką o ścianę. Większość rozdziałów wspominała o skrzypiących drzwiach. Ich naprawa w pewnym momencie urosła do rangi symbolu. Jednak ani Ty, ani Elin nie spieszyli się, żeby je naprawić. I wyobraźcie to sobie. One skrzypiały całą książkę. Po 10 rozdziałach miałam tego serdecznie dość. Ale one skrzypiały dalej. 
"Zapisane w bliznach" to niewymagająca opowieść o zakochanych. Jednak jeśli zaczniecie, musicie ją szybko skończyć. Nie powiem, że to wybitna książka. Tylko Cord jest wspaniały! Ale jeśli chcecie odpocząć od codzienności, jest bardzo dobrym rozwiązaniem. 

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Szósty Zmysł!

5 komentarzy :

  1. Przekonałaś mnie do tej książki. :D Zapisuję tytuł! :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba się nie skuszę na poznanie tej książki. Jakoś mnie nie zainteresowała i jeszcze ta okładka przypomina mi nieco harlequiny, których nie trawię ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Zapisane w bliznach" to romans, który wyróżnia się na półce z tym gatunkiem i faktycznie - ma w sobie to coś, co sprawia, że gdy się go już rozpocznie, nie da się odłożyć na potem. :) Polecamy wraz z Tobą! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa i interesująca recenzja. Oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka