2017-08-23

WILL GRAYSON, WILL GRAYSON /opinia

Autorzy: David Levithan, John Green
Tytuł: Will Grayson, Will Grayson
Tytuł oryginału: Will Grayson, Will Grayson
Seria: Myślnik
Data wydania: 4 marca 2015
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Bukowy Las

OGÓLNIE:

Will Grayson jest niewyróżniającym się uczniem. Całe show skrada Kruchy, jego przyjaciel. Zajmuje się on organizacją autobiograficznego musicalu, który z biegiem czasu staje się czymś większym i lepszym.
will grayson stara się odkryć swoje prawdziwe JA. koresponduje z tajemniczym chłopakiem, a gdy ten nie przychodzi na umówione spotkanie, will zmienia swoje cele. teraz już nic nie będzie takie samo.
WGrayson7: zgadzam się, że "metoda prób i błędów" to dość pesymistyczne określenie. i może rzeczywiście w większości przypadków trafne.
WGrayson7:ale chyba rzecz w tym, że to nie tylko "próba-błąd".
WGrayson7: najczęściej to "próba-błąd-próba".
WGrayson7: próba-błąd-próba
WGrayson7: próba-błąd-próba
WGrayson7: a potem to odnajdujesz.
willupleasebequiet: to?
WGrayson7: no wiesz. t o
willupleasebequiet: tak, t o
willupleasebequiet: próba-błąd-próba-to
WGrayson7: no...aż tak optymistyczny to bym nie był.
raczej jest próba-błąd-próba-błąd-próba-błąd-próba-błąd-próba... i przynajmniej piętnaście kolejnych razów...a potem próba-błąd-próba-to.
David Levithan – Will Grayson, Will Grayson 

OPINIA:

Przeczytałam tę książkę! Kolejna lekturka, do której zabierałam się kilka lat. Najpierw chciałam przeczytać ją po angielsku, w oryginale, ale się nie udało. Gdy ujrzałam ją w bibliotece, zrozumiałam, że to już najwyższy czas.
Takim oto sposobem zapoznałam się z życiem dwóch Willów z różnych części USA. Nie żałuję, bo mogłam mile spędzić wieczór, wracając do mojego ulubionego autora, czyli Johna Greena (zaczął pisać kolejną książkę!!!) oraz poznać kolejny element twórczości Davida Levithana. Autorzy spełnili moje oczekiwania w 100 %, nawet kilkakrotnie zaskakując. Jestem na tak!

Gdy słyszałam o tej książce, zawsze wkradała się myśl, że nie zabraknie wątków LGBT. Moja wyobraźnia od razu połaczyła Willa i willa, taki obrazek nie opuszczał mnie, nawet gdy czytałam kolejne rozdziały dokładnie wskazujące, że to niemożliwe! Jeśli jeszcze nie znacie powieści o dwóch Willach, to pamiętajcie, że ta książka nie jest dosłownie o nich.

Właśnie. Nie jest to opowieść o dwóch Willach, choć to oni prowadzą naprzemiennie narrację. Will, jak już wspominałam, był na uboczu, niezbyt zaangażowany. Odpowiadało mu takie miejsce, zresztą mi też, bo niezbyt go polubiłam. Jego niezdecydowanie, nieudolność i ponadprzeciętna nieśmiałość nie były czymś, czego szukam w książkach. Gdy zrozumiał, że przyjaciel jest konieczny do jako takiego egzystowania na ziemi, nie potrafił z nim porozmawiać. 
Natomiast will to zagubiony chłopak, zmagający się z depresją i potrzebą miłości, ale wzorowo wykreowany przez Davida Levithana. 
Jednakże okazało się, że to Kruchy był najbogatszą postacią - pod każdym względem. Uczucia i emocje jakie się w nim kłębiły nie dorównywały tym odczuwanym przez willa i Willa. Jego wrażliwość i miłość zaskoczyły mnie niejednokrotnie.

Odnośniki do musicalu tworzonego przez Kruchego pojawiały się co kilka stron. Proces twórczości tego skromnego dzieła był niezmiernie zabawny, ale też poważny. Nie zabrakło fragmentów piosenek czy urywków scen, co jest ogromnym plusem.
[...] po to słyszy się głos w głowie, by móc czasami milczeć.
David Levithan – Will Grayson, Will Grayson
Podobnie forma. Rozdziały pisane przez Davida Levithana były nowatorskie, jeśli można to tak określić. Nie pojawiały się duże litery - imiona, początki zdań i inne nazwy własne stanowiły zapis jedną czcionką - jakby wzorowane na rozmowach na komunikatorze w Internecie. Tylko emocje doprowadzały do wciśnięcia Caps Locka i stworzenia internetowego krzyku. Niesamowity pomysł!
John Green postawił jednak na tradycyjny, zgodny z zasadami gramatyki i interpunkcji zapis swoich zdań. Jednak znaków nowatorskiego zapędu nie pominął. Jego humor, dialogi które włożył do ust bohaterów były tego dowodem.

Nie jest to najlepsza książka, jednak nie zmienia to faktu, że miło się ją czytało, odpoczywając wieczorem.

Czytaliście?

2017-08-19

KSIĄŻKA PRZED EKRANIZACJĄ - powtórz trzy razy! /monolog z książką w dłoni

Hej,
Ostatnio brakuje mi weny do pisania recenzji. Długich pięcioakapitowych, dopracowanych tekstów. Jednakże chciałabym się z wami podzielić opiniami o książkach, które aktualnie przeczytałam. Może akurat coś znajdziecie dla siebie.
Na dzisiejsze spotkanie wybrałam trzy książki, które swego czasu były popularne aż do tego stopnia, że zasłużyły sobie na wielkie wejście na ekrany kinowe. Akurat przeczytałam je jedna po drugiej, więc idealnie wpasowują się w temat tego posta. Filmy prawdopodobnie oglądałam kiedyś tam, ale mało co pamiętam. Pewnie niedługo sprawdzę jak się mają filmowe wersje... ale dziś czas na książki!

Kot Bob i ja

Takiego pięknego kotka na okładce nikt nie mógłby ominąć obojętnie. Jego urok panował też w rzeczywistości. Kiedy wraz ze swoim właścicielem - ulicznym muzykiem na odwyku przemierzał zatłoczone ulice w Londynie, wielu przechodniów odwracało się lub zatrzymywało by porozmawiać. Każdy zachwycał się małym rudym słodziakiem. Autor, który jest też narratorem i główną postacią książki pisze, że kot go uratował. Pomógł mu wyjść na prostą, postawił dokładny cel - opieka nad zwierzakiem.
Książka jest napisana humorystycznym językiem, rozdziały są krótkie i proste. Pojawia się kilka zwrotów akcji, które z zasady nie są przejmujące i drastyczne, ale dla czytelnika, który w jakiś sposób utożsamia się z Jamesem Bowenem potrafią być szokujące.
Oprócz spraw związanych z kotem, opieką nad nim i wspólną pracą na ulicy, pojawia się też wątek przyjaźni oraz rodzina autora - odległa, coraz bardziej obca.
Czytając tę książkę można znaleźć ukryte rady jak rozmawiać z rodziną o problemach, ale też którą karmę czy smycz wybrać dla pupilka.

Projektantka

Do wioski powraca Tilly. Odkrywa, że po wielu latach nieobecności w rodzinnym domu wiele się zmieniło. Tylko jedno zostało nienaruszalne - ludzie pamiętają. Młoda krawcowa będzie starała się zaakceptować tę sytuację, czy zaplanuje zemstę?
Na początku czułam się zagubiona w wielości bohaterów, których w żaden sposób nie mogłam połączyć, ale z kolejnymi rozdziałami na szczęście przychodziło zrozumienie. Bez tego ani rusz!
Bohaterowie byli wykreowani, w taki sposób, że posiadali zbiór cech, który był tylko ich. Właśnie dzięki temu udało mi się ich jako tako rozróżniać.
Polubiłam Tilly i Teddy'ego, byli dla siebie stworzeni! Dalej nie mogę się pogodzić z tym, co dokonała autorka, pozwalając rozpaść się tak pięknemu związkowi.
Styl i pomysły Rosalie Ham były lekkie, ale z widoczną artystyczną nutą i wyszukanym słownictwem. Dawno nie czytałam książki, która zmusiłaby mnie do analizowania lub interpretowania. Nic nie było podane na tacy, dopiero po chwili wszystko się łączyło gdzieś w odmętach umysłu. Z początku nie podobały mi się te wymagania, ale gdy potraktowałam je jako zabawę, było o wiele łatwiej.
Nie można zapomnieć o projektowaniu i szyciu! Zajmowało większość książki, a opisane stroje były po porostu znakomite!
P.S. Akcja dzieje się w Australii, a mama autora "Kot Bob i ja" właśnie tam mieszkała (taka ciekawostka).

Jeden dzień

15 lipiec 2017 r. - ja, Zaczytana zaczęłam czytać tę książkę. Nie zgadniecie kiedy dzieje się akcja książki. Właśnie 15 lipca, a trwa około 20 lat. Nie będę tyle czytała tej książki, bo już zakończyłam, ale odnalazłam przeznaczenie! 
Pierwsza myśl to" "November 9" Colleen Hoover. Prawdopodobnie powinnam to łączyć w innej kolejności, ale czyż te książki nie mają podobnej formy?
Dex i Em spotykają się dzień po ceremonii zakończenia studiów. Jedna wspólna noc doprowadza do znajomości na wiele lat. Każde osobno, w innym zakątku świata spędza swoje życie, a mimo to coś ich łączy. Na kartach książki Davida Nichollsa śledzimy ich rozwój, liczne upadki, kolejne związki, ale też rosnącą w siłę przyjaźń. 
"Jeden dzień" czyta się niezmiernie szybko. Poznając tylko jeden dzień z 365, jakie tworzą rok, pochłania się każdą informację o wiele szybciej. Wiele pytań dotyczących reszty dni, pozostaje na długo bez odpowiedzi, ale to nie jest problemem ani przeszkodą.
Odnalazłam w tej powieści wiele emocji, czasami skrajnych. Odczuwałam to szczególnie, gdy Em i Dex rozmawiali. Ich relacja była taka żywa. Aż wywoływała łzy...
Z bohaterów bardziej polubiłam Dextera. Może to dlatego, że jego życie było bujniejsze, wypełnione gwałtownymi zmianami?
P.S. A tutaj znowu wracamy do Londynu

Znacie te książki? A może filmy? Piszcie!

2017-08-16

ODKĄD CIĘ NIE MA /opinia


Autorka: Morgan Matson
Tytuł: Odkąd cię nie ma
Tytuł oryginału: Since You've Been Gone
Tłumaczenie: Natalia Mędrak
Data wydania: 2016 
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: Jaguar

OGÓLNIE:

Emily przyjaźni się z Sloane. A raczej przyjaźniła, bo oddana i bliska osoba odeszła. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo dlaczego. W rozwiązaniu tej zagadki pomaga dziewczynie lista 13 zadań oraz Frank. Czy na końcu czeka wieczna przyjaźń czy rozczarowanie?
W dobrze zorganizowanym wszechświecie byłoby inaczej.
Morgan Matson – Odkąd cię nie ma

MOJA OPINIA:

Już teraz Wam powiem, że mogło być lepiej. Jednak jestem zadowolona. Autorka zmieściła się w moich kryteriach, przez co "Odkąd cię nie ma" nie odstaje od innych książek Morgan Matson w mojej ocenie. 

Najważniejszą i w sumie jedyną rzeczą, która nie podobała mi się w tej powieści to budowa kolejnych rozdziałów. Były one powielanym schematem. Każdy kolejny rozpoczynał się  nieudolną próbą podjęcia jednego z wyzwań, przerwa na retrospekcje i wykonanie innego punktu z listy. Trzynaście razy to samo. Zrobię coś, a jednak nie, zadanie piąte jest lepsze.  Według mnie był to zapychacz miejsca w książce. Tytuł rozdziału głosił już na początku, co będzie się działo, więc jaki sens kilkanaście razy zaczynać od porażki? Kilka prób rozumiem, ale wszystkie? Przecież można się poddać bardzo szybko, jeśli wszystko będzie szło nie po naszej myśli...

Teraz czas na wiele zalet.
Przeszłość. Oprócz teraźniejszych wydarzeń poznajemy też czasy przyjaźni Emily i Sloane. Możemy się bliżej przyjrzeć ich życiu oraz odnaleźć szczegół, który pomoże rozwiązać zagadkę. Poznana przeze mnie Sloane w tych fragmentach była naprawdę super przyjaciółką. Barwna i intrygująca osobowość, którą każdy chciałby poznać.

Muzyka. W "Aż po horyzont" były całe playlisty utworów słuchanych przez przyjaciół w drodze wzdłuż USA. W "Odkąd cię nie ma" główna bohaterka i biegaczka zarazem relaksuje się, słuchając muzyki. Motywacji szuka w utworach country... ach, i pojawia się zespół The Beatles! (zajrzyj tu!)
Prawdziwi przyjaciele mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji. Kiedy zgubisz się w lesie, wchodzą do niego, znajdują cię i zabierają do domu. Prawdziwi przyjaciele nigdy nie muszą cię przekonywać, że naprawdę nimi są.
Morgan Matson – Odkąd cię nie ma
Przyjaźń przeradzająca się w miłość. Rzadko romanse zaczynają się od przyjaźni. Jednak tutaj autorka wprowadziła taki wątek. Mimo że bohaterowie od początku byli skazani na to uczucie, długo musiałam czekać, żeby oni sobie to uświadomili. Nie był to zmarnowany czas, bo starali się zapełniać czas wspólnie realizując listę.  
Przyjaźń będąca przyjaźnią. Też taka się pojawiła. Nowo poznane osoby przez Emily w wakacje pełne poszukiwań Sloane, pomogły jej. Podtrzymywały na duchu, szukały sposobu na zadania albo na zapełnienie wolnego czasu. Wraz z przyjaźnią zawsze pojawia się humor. Tutaj też go nie zabrakło, mogłam cieszyć się i bawić razem z bohaterami!

Lista. Podstawa, fundament tej oto książki. Zadania nie były jakieś niesamowicie wyszukane, jednak do ich wykonania potrzebna była duża dawka odwagi i wsparcie. Podobał mi się pomysł z wprowadzaniem tego elementu, bo dzięki niemu książka stawała się pełniejsza. Chciałam jak najszybciej się dowiedzieć, czy Emily zrealizuje wszystkie punkty. I co dziewczyna znajdzie na końcu drogi? 

Podsumowując, pewna gra, jaką jest życie zawarta na kartkach książki. Nie warto zamykać tej powieści, naprawdę!

2017-08-12

PROBLEMY KSIĄŻKI NA WAKACJACH /monolog z książką w dłoni

Hej,
Uwaga, uwaga! Wpadłam na genialny pomysł na posta. Sama jestem ciekawa, co powstanie z moich myśli. Pierwotnie książka miała być narratorką, ale chyba jej na to nie pozwolę. Samodzielnie przedstawię problemy z jakimi książka zmaga się w czasie leniuchowania na plaży, spacerów letnich albo wycieczek rowerowych.
To pakujemy walizki... i jedziemy najpierw na plażę!

PLAŻA

Wszędzie jest piasek, kamyki, a w pobliżu woda. Same niedogodności i przeciwności. Jak taka książka niby ma przeżyć? Sama, pozostawiona na pastwę losu i piasku?
Wyobraźcie to sobie, między każdą stroną kilkanaście ziarenek piasku. Nawet jak je wytrzepiecie, po kilku miesiącach na wierzch wyjdą nowe. Moje książki mimo że nie widziały olbrzymiej plaży, zawierają w sobie takie drobiazgi. Nie potrafię się z tym pogodzić!
Opalanie książki (kto jej zabroni?) też jest częściowo niebezpieczne. Gdy nasza powieść przebywa zbyt długo w zasięgu promieni słonecznych może po prostu wyblaknąć. Zamiast się opalić, nabrać kolorytu, ona znika, zabierając ze sobą wszystkie cudowne słowa. To jest nie fair!
źródło 

MORZE, OCEAN, JEZIORO, DESZCZ I KAŁUŻA

Każdy zbiornik, który zawiera choć kroplę wody jest niebezpieczeństwem. Zagrożeniem. Wrogiem, który czeka tylko, żeby zmoczyć książkę, rozmazać litery i pochłonąć piękne historie.
Zostawiłeś książkę na leżaku? Zaraz wrócisz? Deszcz będzie szybszy!
*Jeśli spotkacie kogoś czytającego książkę, a nagle zacznie padać jest łatwy sposób, żeby rozpoznać, czy to miłośnik literatury, czy przeciętny czytelnik. Niektórzy traktują powieść, jako parasol chroniący przed deszczem. Inni schowają ją pod bluzę, koszulkę - ważne żeby ochronić wolumin - jedyny cel.

WYCIECZKA ROWEROWA

To akurat jest twój, czytelniku, problem. Książka spoczywa bezpiecznie w plecaku lub koszyku przymocowanym do roweru, a ty jedziesz. Pokonujesz kolejne kilometry, znosząc ciężar jakim jest powieść. Kto by czytał w wakacje cieniutkie książki? Dużo wolnego czasu trzeba kreatywnie wykorzystać, czytając opasłe tomy (o takie!). Kreatywnie, bo z 600-stronicowym woluminem (dodatkowo w twardej oprawie) trzeba się nagimnastykować, żeby móc go czytać. W pewnym sensie to sport ekstremalny, bo nie wiesz jak się zakończy taka przygoda. Książka upadnie na brzuch albo zmiażdży palec. W najgorszym wypadku złamie ci serce. 
Ale to dopiero gdy dojedziesz do celu wycieczki. Teraz musisz wykorzystać całe pokłady siły, żeby tam dotrzeć!
źródło 

ISTOTY ZWANE INSEKTAMI

Potocznie robaki. Nieszkodliwe maleństwa, które krążą gdzieś tam, nie posiadając nawet chwili odpoczynku.  Ale wiecie co, one to lubią!  Pokonywać duże odległości  w puszczy,  która tak naprawdę jest trawą.  Skakać. Pełzać. Zakradać się znienacka. ATAKOWAĆ
Jak odkryć ten alternatywny światek? Rozłożyć koc, położyć się na brzuchu (w takiej pozycji ujrzycie zapchany życiem trawnik) i czytać książkę. Mrówki nagle pojawiają się na stronach czytanej lektury, a zdarza się też, że swoim kształtem zastępują litery. Drobne owady postanawiają się dokształcać wbrew wszelkim prawom. 
A Ty, czytelniku nie możesz się dowiedzieć czy "ten idealny" się zakocha, czy zginie,  a może zgnije? 
Jednakże, jeśli lubicie nauki przyrodnicze taka książka może być pomocnym w nauce atlasem robaczków, które pozostały między stronami,  jak wysuszone liście.

Tym optymistycznym akcentem pragnę zakończyć pogadankę. 
Jakie kłopoty czytelnicze spotkały Was w wakacje? 

2017-08-10

MAŁE ŻYCIE /opinia



Autor: Hanya Yanagihara
Tytuł: Małe życie
Tytuł oryginału: A Little Life
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Data wydania: 27 kwietnia 2016 
Liczba stron: 816
Wydawnictwo: W.A.B.


OGÓLNIE:

Czwórka przyjaciół żyje w Nowym Yorku po zakończonych studiach. Każdy z nich jest inny, ma inne plany i cele.
Willem stara się być aktorem i dobrym przyjacielem.
JB maluje, rzeźbi, tworzy.
Malcolm rozwija swoje zdolności architektoniczne.
Jude... jest najbardziej tajemniczą postacią, z najbogatszą przeszłością, znaną tylko jemu.
Ponad 40 lat z życia bohaterów zawartych na 816 stronach. Wszystkie miłości, problemy, święta, sukcesy, a także praca i relaks. Dosłownie całe duże "Małe życie".
Zapewne tego, co chcę teraz powiedzieć nie zrozumiesz, jednak pewnego dnia zdasz sobie z tego sprawę, że sposobem na przyjaźń, jak uważam, jest znalezienie ludzi, którzy są lepsi niż ty sam. Nie mądrzejszych, nie fajniejszych, lecz bardziej szczodrych, hojniejszych oraz takich, którzy potrafią wybaczać. Gdy już ich znajdziesz, doceniaj ich za to czego mogą cię nauczyć i staraj się ich słuchać, kiedy będą mówić coś o tobie, nie ważne jak złe lub dobre by to było. Przede wszystkim jednak ufaj im, co okaże się być najtrudniejszą rzeczą, jednak najlepszą z możliwych.
Hanya Yanagihara – Małe życie

OPINIA:

Jestem zdruzgotana. Autentycznie rozbrojona, pozbawiona siły. To za sprawą jednej książki, którą czytałam i czytałam. Ponad dwa miesiące. Uświadomiłam sobie, że to jedna książka. Jeden egzemplarz, a ja czuję jakbym przeczytała całą serię i kilka dodatkowych nowelek.

Hanya Yanagihara sprawiła, że ponownie pokochałam opisy. Autorka wprowadzała rozbudowane, skomplikowane zdania, wypełnione istotną dla czytelnika treścią. Jej styl jest niezwykły. Jak widać, nie chciałam kończyć czytania "Małego życia", powtarzałam niektóre akapity albo strony, delektując się każdym słowem. Czasami moje ochy i achy sprawiały, że zapominałam, o czym czytam i dopiero za drugim podejściem brutalność tekstu mnie uderzała. 

Właśnie brutalność. Wydarzenia, które spotkały przyjaciół wciągu ich życia były straszne i przerażające. Nie spodziewałam się, że ktoś może traktować bliźniego w tak bestialski sposób. Autorka sprawiła, że wszystkie opisane wydarzenia z przeszłości, a nawet teraźniejszości dotyczące szczególnie Juda, były żywe. Rany zadane w dawnych czasach nie potrafiły się zabliźnić, wywoływały natomiast coraz więcej i więcej emocji. 

Ogólnie było czterech głównych bohaterów, to wokół nich rozgrywała się cała akcja powieści. Oni byli niezaprzeczalnym centrum tej książki. Jednak ich udział w historii zawartej na tych 816 stronach nie był proporcjonalnie podzielony. JB i Malcolm stanowili swoiste tło, pojawiając się tylko w niektórych epizodach, nad czym bardzo ubolewam. JB zawsze wnosił wiele radości, mimo że zdarzyło mu się powiedzieć coś bez namysłu, był pozytywną osobą. Malcolm - cicha myszka, pomagał niezauważony. Natomiast Willema mogę ogłosić moją ulubioną postacią. Wrażliwy i oddany przyjaciel, którego szczerze zazdroszczę Jude. Chłopak pokrzywdzony przez los, bez zasłużonego dzieciństwa, czyli Jude. Nie wiem co pisać, w jakiś sposób dalej mnie boli to, co musiał przeżyć... Lecz cieszę się, że na swojej drodze spotkał wielu wspierających i kochanych ludzi.
Kłębiło się we mnie mnóstwo emocji, z których połączenia nic nie wynikało, tylko jakaś drętwota, brak uczuć wywołany nadmiarem uczuć.
Hanya Yanagihara – Małe życie
"Małe życie" podzielone jest na siedem obszernych części. Każda z nich zawiera fragment czasu, który rządzi się swoimi prawami i emocjami. Zmiany następują siedem razy. Oczywiście ja znalazłam swoją ulubioną "Szczęśliwe lata". Mimo że zakończenie mnie doszczętnie zniszczyło. Mimo że było za szczęśliwie i wiedziałam, że nadejdzie kryzys. Uwielbiam ją.

Gdy zaczęłam poznawać tę historię, od razu przyszły mi na myśl odcinki serialu "Przyjaciele". Problemy dorosłych osób były przedstawione w realny sposób, możliwe, że historia mogłaby wydarzyć się w Nowym Yorku - nie zaprzeczam. Wyrwane z życia, wręcz naturalne sytuacje i dialogi. Jedyna i zarazem olbrzymia różnica to śmiech. W "Małym życiu" mało jest humoru, śmiechu, rozrywki, nic nie jest obracane w towarzyski żart, panuje powaga. 
Kolejnym ważnym aspektem jest uniwersalność. Tak, to dobre słowo. W życiu przyjaciół pojawia się wiele osób rożnego pochodzenia, różnej orientacji, czy rasy. Każdy jest równy, a najważniejsze wartości (przyjaźń, miłość, rodzina) stanowią podstawę. Czytając tę książkę, znajdziemy wiele pożytecznych lekcji i zasad, które należy sobie wpoić. Naprawdę, niesamowita lektura!

Widzicie tę okładkę? Jest przecudna! Jeśli jeszcze się nie przekonaliście, to nie wiem, co was poruszy!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka